- Dziadek, mimo iż zmarł, kiedy miałam pięć lat, wywarł wpływ na całe moje życie - mówi Lucylia Chrobak (na zdjęciu), mieszkanka Bielska-Białej. - W końcu był tutaj pierwszym Chińczykiem.

Dziadek bielszczanki nazywał się Michail Lu Chan Jon i urodził się w 1897 roku na terenie Mandżurii. Wówczas była to prowincja, o którą walczyli między sobą Rosjanie i Japończycy. Tak się wtedy zdarzyło, że trzy równoległe klasy technikum, do którego uczęszczał Lu Chan postanowiły zorganizować napaść na Rosjan. Jej efekt był taki, że zostali zapakowani w wagony i wywiezieni tysiące kilometrów dalej - trafili do Wadowic, a ściślej - do tamtejszego więzienia. Były lata dwudzieste ub. wieku.

O tym, jak Lu Chan znalazł się w Bielsku, co tu robił, jaki miał przepis na to, by mała dziewczynka została piękną kobietą oraz kiedy używał ulubionego przekleństwa: „Siakra, małpa, dziad!” - można przeczytać w świątecznej „Kronice Beskidzkiej”, która jest już w sprzedaży. E-wydanie jest dostępne TUTAJ.

WM