Bielszczanka w Dubaju. Spektakularna kariera w wielkim banku
- Byłam dość dobrze przygotowana do przyjazdu do Dubaju, ale nadal jakoś trudno było mi zrozumieć, że trawnik, który widzę przed sobą, nie rośnie na ziemi, tylko na sieci rurek z wodą, a pod tym wszystkim jest tylko piasek. W końcu to pustynia. Dubaj przyciąga wielu turystów. Często słyszę pytania o to, jak powinniśmy się ubrać, przyjeżdżając do Dubaju. Większość osób jest zaskoczona, że jest to miasto jak każde inne i dużo bardziej liberalne niż nam się wydaje.
Z Beatą Pajestką, bielszczanką obecnie mieszkającą i pracującą w Dubaju, rozmawia Agnieszka Ściera-Pytel
Od wielu lat pracujesz w Citi, jakie stanowisko obecnie zajmujesz?
- Tak, jestem pracownikiem Citi, ale moja przygoda z tą instytucją zaczęła się w oddziale Citi Handlowy w Bielsku-Białej na placu Ratuszowym. Obecnie jestem szefem ryzyka bankowości komercyjnej na Bliski Wschód i odpowiadam bezpośrednio za portfel kredytowy Citi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Jordanii i Bahrajnie.
Jedyna kobieta na takim stanowisku
Ile kobiet zajmuje podobne stanowisko w Emiratach Arabskich?
- Ostatnio temat kobiet w biznesie (i nie tylko w biznesie) jest coraz częściej poruszany. Trudno mi ocenić, ale wydaje się, że obecnie jestem jedyną kobietą na takim stanowisku w bankowości. Znam jednak wiele kobiet fachowców w bankowości i w biznesie.
Z czym wiąże się twoja praca, czego od ciebie wymaga? Jakimi cechami musisz się wykazywać, aby być skuteczna?
- Z bankowością i z Citi jestem związana od ponad dwudziestu lat. To dużo dłużej niż planowałam pracować dla jednego pracodawcy. Inni zmieniają pracę, żeby zmienić stanowisko, ja wybrałam inną drogę. Już jako doświadczony pracownik banku w Polsce zaryzykowałam i zakwalifikowałam się do rocznego programu dla pracowników pionu ryzyka w Citi, przeniosłam do USA, a później do Australii. Potem wróciłam do Nowego Jorku, żeby pracować w dziale oceny ryzyka inwestycji alternatywnych, a ostatnie sześć lat spędziłam na Bliskim Wschodzie.
Wróćmy do przeszłości. Jak zaczęła się twoja przygoda z bankowością?
- Po ukończeniu studiów rozpoczęłam pracę w Fiacie w Bielsku-Białej. Pracowałam tam rok w dziale finansów, głównie się ucząc. Uczestniczyłam w spotkaniach z bankami, więc wydawało mi się, że powinnam się odnaleźć w bankowości obsługującej firmy. Wtedy myślałam bardziej o dziale sprzedaży i biznesie niż o dziale zajmującym się ryzykiem, w którym teraz pracuję. Dodatkowo, pracując w Fiacie, zdobyłam doświadczenie, które mogło być interesujące dla banku. Takie umiejętności są w cenie, ale też trzeba przyznać, że miałam szczęście. Ludzie, którzy mnie przyjmowali do pracy, nie tylko byli wyrozumiali, ale przede wszystkim dali mi szansę wykazania się. I tak trafiłam do oddziału Citi Handlowy, wtedy Banku Handlowego, w Bielsku-Białej.
Z Bielska-Białej do Nowego Jorku
Bielsko-Biała nie zatrzymało cię na długo.
- No właśnie, zaczęłam myśleć, co dalej, i tu dopisało mi szczęście, bo przyszła propozycja przejścia do działu oceny ryzyka, co wiązało się z przeniesieniem do biura regionalnego w Krakowie. Pomyślałam: Kraków ładne miasto, niedaleko od domu, studiowałam tam. I tak rozpoczęła się nowa przygoda, tym razem z oceną ryzyka.
Ryzyko - tak w dwóch zdaniach…
- Ryzyko jest dość obszernym zagadnieniem w bankowości. W moim przypadku oznaczało ocenę ryzyka kredytowego klientów. Jeśli klient chce uzyskać od nas finansowanie (przykładowo - kredyt), to musimy przeprowadzić proces analizy i oceny, czy według nas jest w stanie terminowo i bez problemów kredyt spłacić. Musimy dobrze znać nie tylko klienta, ale również branżę, sytuację ekonomiczną kraju, a nawet regionu czy świata.
Jednak Kraków nie zatrzymał cię na dłużej.
- Przepracowałam tam kilka lat. Wygląda jednak na to, że cała moja kariera zawodowa sprowadza się do jednego stwierdzenia: po jakimś czasie zaczynam szukać nowych wyzwań (śmiech).
Wiem, wiem, pamiętam, rozpoczęłaś podróż po świecie. Jak do tego doszło?
- Pamiętam jak dziś e-mail wysłany z naszego biura w Nowym Jorku, że oto jest roczny program, którego efektem będzie wybór sześciu pracowników z różnych działów oceny ryzyka w Citi z całego świata. Te osoby wyjadą na rok, aby co cztery miesiące dołączać do różnych zespołów ryzyka i uczyć się, jak pracują inne zespoły. To zmiana pracy, ale i środowiska. To nie tylko zupełnie nowe obowiązki, ale także inny kraj czy kontynent. Krótko mówiąc, w wieku 30 lat znowu zostałam studentką.
Skok na Dubaj
Milowy krok do sukcesu.
- To była wielka zmiana. Nie myślałam wtedy, że jest to krok do sukcesu. Myślałam wtedy bardziej w kategoriach „ahoj, przygodo”.
Wyjechałaś do Nowego Jorku.
- To było ogromne zderzenie z rzeczywistością. Do tego momentu wydawało mi się, że pracuję w wielkim banku, w Krakowie, metropolii. Moje przekonania zmieniły się wraz z postawieniem stopy na progu centrali Citi na Manhattanie (śmiech). Cztery miesiące to niewiele na wdrożenie się w tryby pracy, ale wystarczająco, aby poznać jego specyfikę. Uczestniczyłam w kilku projektach, wiele się nauczyłam. W tym trudnym środowisku szybkich zmian trzeba było wykazać się umiejętnością dostosowania się, pracy w szybkim tempie pod presją czasu. Porzuciłam kompleksy. Tutaj liczyły się tylko profesjonalizm i wiedza, a ja próbowałam się w tym odnaleźć. Wszystko to działo się dzięki fantastycznym ludziom, którzy bardzo mi pomogli.
Dalej była Australia.
- W wyniku kolejnej rotacji znalazłam się w Sydney, gdzie pracowałam nad projektem ujednolicenia oceny ryzyka dla kart kredytowych i oferty kredytów hipotecznych. Miałam wówczas pod opieką całą Azję. To była moja nowa fascynacja. Świetnie też pracowało mi się z niedużym, ale dynamicznym zespołem. Ale zaczęłam myśleć: co dalej, co jeszcze?
Czy to był już ten skok na Dubaj?
- Jak to bywa, życie pisze różne scenariusze. Jeździłam na nartach, zerwałam więzadło w kolanie i musiałam przejść operację w Nowym Jorku. Siedziałam w domu, pracując on-line, i wtedy mój szef, którego poznałam, jeszcze pracując w Polsce, zadzwonił z propozycją przeniesienia do Dubaju. Wyobraź sobie sytuację, kiedy siedzisz z unieruchomioną, obolałą nogą, na środkach przeciwbólowych, a tu pojawia się propozycja zmiany pracy, zmiany miejsca zamieszkania, a ty co najwyżej zastanawiasz się, jak przejść z łóżka do kuchni (śmiech). Chwila zastanowienia i znowu pomyślałam: a dlaczego nie?
Tempo zmian jest niewiarygodne
Nie obawiałaś się kulturowych różnic?
- Bardzo się obawiałam. Ale pomyślałam sobie, i dalej tak myślę, że posiadając techniczne umiejętności, ma się pewne stabilne zaplecze. Wtedy można się skoncentrować na zarządzaniu zespołem w innych uwarunkowaniach kulturowych. I tych nowych zasad zarządzania trzeba się nauczyć, będąc już na miejscu. Oczywiście nadal czuję niedosyt wiedzy, każdego dnia jestem zaskakiwana, ale tak się buduje doświadczenie, bazę dla zrozumienia zasad funkcjonowania tego rynku. Moje pierwsze sześć miesięcy w Dubaju to był bardzo trudny okres.
Mieszkasz w Dubaju od niemal sześciu lat. Czy przyzwyczaiłaś się już do tego miejsca?
- Przyzwyczaiłam się. To też jest cecha mojego charakteru, że staram się poznać otoczenie i zżyć z nim. To bardzo pomaga. Ostatecznie jest to mój czasowy dom, w którym chcę się dobrze czuć.
Na którym piętrze mieszkasz?
- Ciekawe pytanie! Teraz nisko, na piątym, ale przeniosłam się z dwudziestego trzeciego. W tej chwili Dubaj przygotowuje się do Expo 2020, więc jest to jeden wielki plac budowy. Przy wyborze mieszkania biorę pod uwagę spokój i ciszę. W Dubaju buduje się prawie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jeśli masz mieszkanie z dużymi, przeszklonymi ścianami i tuż obok placu budowy, to w nocy czujesz się jak na stadionie, bo jest tak jasno. Trzeba przyznać, że tempo zmian otoczenia jest tutaj niewiarygodne.
Co najbardziej cię zaskoczyło?
- Byłam dość dobrze przygotowana do przyjazdu do Dubaju, ale nadal jakoś trudno było mi zrozumieć, że trawnik, który widzę przed sobą, nie rośnie na ziemi, tylko na sieci rurek z wodą, a pod tym wszystkim jest tylko piasek. W końcu to pustynia. Dubaj przyciąga wielu turystów. Często słyszę pytania o to, jak powinniśmy się ubrać, przyjeżdżając do Dubaju. Większość osób jest zaskoczona, że jest to miasto jak każde inne i dużo bardziej liberalne niż nam się wydaje. Doradzam zdrowy rozsądek oraz szacunek dla otoczenia - można liczyć na bardzo udane wakacje z wieloma atrakcjami. Celem szejka Dubaju jest, aby to miejsce dobrze sprzedać, żeby ludzie chcieli tu przyjeżdżać, zwiedzać i wydawać pieniądze. I ewidentnie to mu się udaje.
Na Seszelach, w Zanzibarze i w Portugalii
Dubaj to dla ciebie fajna baza wypadowa do podróży w różne części świata.
- To prawda, to doskonała lokalizacja, bo można jechać w dowolnym kierunku i jest to relatywnie szybka podróż. Lotnisko w Dubaju jest jednym z największych lotnisk na świecie. Jest coraz więcej lotów do Europy, bo tutejsze linie lotnicze starają się otwierać mnóstwo nowych połączeń. Bezpośrednie połączenia mamy już z Warszawą, Krakowem i Katowicami.
Gdzie byłaś ostatnio?
- Ostatnio często bywałam w Polsce, ale byłam też na Seszelach, w Zanzibarze i w Portugalii. Z racji swojej pracy mam grono znajomych na całym świecie i często staram się ich odwiedzać. Czy to w Nowym Jorku, Istambule, czy też w Singapurze, bo to też jest niedaleko. Lubię uczyć się od ludzi, podróże to fantastyczny sposób poznawania świata. Poznawanie innych kultur poszerza światopogląd.
A co z rodziną?
- Jestem singielką. Tak się ułożyło moje życie. Konsekwencje pewnych decyzji. Oczywiście, że jest mi dalece łatwiej podróżować skoro nie mam męża ani dzieci. Znam jednak osoby, które mają rodziny, a podróżują i pracują w różnych krajach. Mnie się w życiu akurat inaczej ułożyło.
Czy zaczynasz się już nudzić?
- Tak (śmiech). Ewidentnie zaczynam się już nudzić, bo osiągnęłam już sporo w Dubaju, a tyle zostało ciekawych miejsc i wyzwań. Wydaje mi się, że nauczyłam się już wiele, i chętnie nauczyłabym się jeszcze czegoś więcej. Czekam, bo być może akurat się pojawi coś, co mnie zaskoczy, i wtedy powiem sobie znowu: a czemu nie?
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała: Agnieszka Ściera-Pytel (2BStyle)
Foto: Rafał Makieła

Magazyn 2BStyle jest partnerem medialnym portalu bielsko.biala.pl
Oceń artykuł:
45 17
Klauzula informacyjna ›