Bielscy radni upamiętnili Galicję. W hołdzie zaborcy?
Na wczorajszej sesji Rady Miejskiej bielscy radni postanowili - po burzliwej dyskusji - że rondo w ciągu ulicy Hałcnowskiej będzie nosiło nazwę Galicyjskie. Może to budzić pewne wątpliwości.
Co prawda pojęcie „Galicja” cieszy się w społeczeństwie dużym sentymentem i co rusz można je spotkać w przestrzeni publicznej (w Bielsku-Białej działa m.in. restauracja o takiej nazwie, a w wielu miastach południowej Polski istnieją „galicyjskie” ulice albo place), to jednak nawiązuje do jednego z najczarniejszych okresów naszej historii. Czasów zaborów i zniewolenia. Jaki jest więc sens, aby ją honorować? I co właściwie w ten sposób honorujemy?
Można twierdzić, że Galicja kojarzy się z autonomią, ale także z biedą i głodem (oficjalną nazwę - Królestwo Galicji i Lodomerii - przekręcano nie bez powodu na Golicję i Głodomorię). To trochę tak, jakby w Warszawie ktoś chciał nazwać ulicę czy rondo imieniem Kraju Przywiślańskiego. Dlaczego więc Galicja większości nie razi? Większości, bo nie wszystkich - na sesji przeciwko takiej nazwie ronda ostro protestowała radna Urszula Szabla.
Więcej na ten temat można przeczytać w nowej „Kronice Beskidzkiej”. Świąteczne, liczące 80 stron wydanie lokalnego tygodnika pojawi się w sprzedaży tradycyjnie w czwartek.
WM
Oceń artykuł:
11 15