- Jako poseł ślubowałem pracę na rzecz całego kraju, jako członek rządu zajmuję się problemami o znaczeniu ogólnopaństwowym, ale to nie oznacza, że tracę z oczu problemy mojego rodzinnego miasta. Dość często w ministerstwie przyjmuję interesantów lub delegacje z Bielska-Białej, np. ostatnio z MZD w sprawie opóźnień przy rozbudowie ul. Cieszyńskiej, Krakowskiej i Żywieckiej. Inwestycje te realizowane są przy udziale środków europejskich, więc niedotrzymanie terminów może mieć skutki finansowe.

Z Grzegorzem Pudą, wiceministrem funduszy i polityki regionalnej, o świętach Bożego Narodzenia rozmawia Robert Kowal

Jakie będą te święta w domu państwa Pudów?

- Jak zwykle, rodzinne. Wigilie spędzamy wszyscy u rodziców, a później wszyscy idziemy na góralską pasterkę do kościoła Matki Bożej Pocieszenia w Straconce. Natomiast w drugi dzień świąt odwiedzamy rodzinę i przyjaciół w ich domach. W sumie zbiera się nas wtedy ok. 15 osób.

O to proszę zapytać Aniołka!

Jakie potrawy przygotowujecie państwo na Wigilię?

- Obowiązkowo jest zupa grzybowa lub barszcz, choć pamiętam czasy, gdy mama gotowała zupę z rybich głów. Jest karp, galareta z ryb, miód, chałka, różne potrawy z maku. Czyli tradycja beskidzka wzbogacona przez rodzinne tradycje mamy.

Choinka naturalna czy sztuczna?

- Zawsze naturalna, zawsze ekologiczna. Najczęściej to jodła. W sklepach są piękne choinki z tworzyw sztucznych, spraye z zapachami lasu. Ale tylko naturalna choinka gwarantuje prawdziwie polski klimat świąt Bożego Narodzenia.

Ile osób zasiądzie u państwa przy stole wigilijnym?

- Łącznie osiem. To jedyny czas w roku, gdy możemy spotkać się wszyscy przy jednym stole. Co roku sobie obiecujemy, że się nie przejemy, a po świętach zawsze narzekamy, że nie dotrzymaliśmy obietnicy.

Bogaty będzie tegoroczny Aniołek?

- O to proszę zapytać Aniołka! Najbardziej nam zależy, aby to dzieci były zadowolone. Prezenty dla dorosłych mają od zawsze w naszej rodzinie wymiar bardziej praktyczny. Osobiście jestem zadowolony, gdy pod choinką znajduję np. skarpety, lecz był czas, gdy były tam... żarówki

Tonacja nie ma większego znaczenia

Z jakich tradycji świątecznych jest Pan szczególnie dumny?

- Kilka lat temu do rodzinnej tradycji wprowadziliśmy nowy element - wspólne kolędowanie. Przy okazji porządków na strychu znalazłem zeszyt do muzyki ze szkoły podstawowej, który teraz służy nam jako śpiewnik. Będąc dzieckiem, uczyłem się grać na flecie prostym C pod kierunkiem pana Michalika, nauczyciela muzyki w Straconce. Wtedy byłem z tego obowiązku bardzo niezadowolony, ale sporo zapamiętałem z tamtych lekcji i dziś wraz z siostrą bez trudu wykonujemy kolędy na flecie.

„Cicha noc” na dwa flety - brzmi pięknie.

- Gry na instrumentach uczą się też moje dwie siostrzenice i siostrzeniec. W rodzinnym zespole gram na gitarze lub na akordeonie, młodsze dzieci na cymbałkach i keyboardzie. Przed wspólnym kolędowanie każdy trochę potajemnie prowadzi własne próby. Gdzieś w listopadzie ustalamy tonację i tytuł, ale w zasadzie nie ma to większego znaczenia. Najważniejsze, że wspólnie muzykujemy. Osoby, które nie mają instrumentu przydzielonego na stałe, otrzymują np. tamburyn lub przynajmniej kastaniety. Każdy ma na czym grać.

Co chciałby Pan otrzymać w prezencie od wigilijnego Aniołka?

- Czas! Odkąd zostałem sekretarzem stanu w resorcie inwestycji i rozwoju, a od niedawna w Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej ciągle odczuwam deficyt czasu. W naszym resorcie są obecnie tylko dwaj wiceministrowie, pracy jest więc bardzo wiele. Do Bielska-Białej wracam na weekendy, w piątki wieczorem. Mogę się wtedy wreszcie wyspać, ale w soboty, często także w niedziele, jestem zapraszany na różne wydarzenia oficjalne. Czasu dla rodziny jest zawsze zbyt mało.

Delegacje z Bielska-Białej

Dość często słyszę opinie, że w Radzie Miejskiej brakuje obecnie osoby, która z podobną jak niegdyś Pan determinacją walczyłaby o sprawy bielszczan. Jak dziś pracuje Pan dla Bielska-Białej?

- Jako poseł ślubowałem pracę na rzecz całego kraju, jako członek rządu zajmuję się problemami o znaczeniu ogólnopaństwowym, ale to nie oznacza, że tracę z oczu problemy mojego rodzinnego miasta. Dość często w ministerstwie przyjmuję interesantów lub delegacje z Bielska-Białej, np. ostatnio z MZD w sprawie opóźnień przy rozbudowie ul. Cieszyńskiej, Krakowskiej i Żywieckiej. Inwestycje te realizowane są przy udziale środków europejskich, więc niedotrzymanie terminów może mieć skutki finansowe.

Będzie kara za opóźnienia?

- Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie.

Często pojawia się Pan w biurze poselskim?

- W każdy poniedziałek na dyżurze przyjmuję wyborców z naszego okręgu, nawet kilkanaście osób dziennie. Przede wszystkim są to interwencje dotyczące działalności wymiaru sprawiedliwości. Najczęściej doradzam i wskazuję instrumenty prawne umożliwiające rozwiązanie konkretnego problemu, z którym przyszedł wyborca.

Na co dzień tego nie doceniamy

Kiedy był Pan ostatnio na spacerze ulicami Bielska-Białej?

- Dobrze bawiłem się na jarmarku bożonarodzeniowym „Święta na Starówce”. Bywam też czasem w barze Pierożek na Rynku.

Czego życzy Pan Bielsku-Białej na Nowy Rok?

- Bielszczanom życzę przede wszystkim zdrowia, a miastu utrzymania dotychczasowego tempa rozwoju. Proszę Państwa, mieszkamy w mieście relatywnie bogatym na tle innych ośrodków miejskich, głównie dzięki indywidualnej przedsiębiorczości. Na co dzień często tego nie doceniamy.

Kiedy zobaczymy Pana znów na sesji Rady Miejskiej?

- Sesje odbywają się we wtorki, gdy pracuję w ministerstwie, ale obiecuję, że przemyślę, jak pogodzić wszystkie obowiązki służbowe, by ponownie pokazać się na sesji Rady Miejskiej.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał: Robert Kowal