Ludzie w Szczyrku są jak jedna wielka rodzina. Każdego dnia mijają się na ulicy, witają się ze sobą, dzielą dobrym słowem. Kilkadziesiąt godzin temu zimowa stolica Beskidów wstrzymała oddech i pogrążyła się w żalu i rozpaczy. - To była bardzo dobra rodzina. Dzielili się tym, co mieli. Co roku dokładali cegiełkę w ramach akcji "Podziel się nartami". Nie byli nastawieni na wielkie zyski - mówi ksiądz Jan Byrt, proboszcz parafii ewangelicko-augsburskiej w Szczyrku Salmopolu.

- Wczoraj miało być wielkie otwarcie sezonu zimowego. Zazwyczaj takie wydarzenie jest hucznie obchodzone. Tym razem sezon ruszył po cichu. W drodze widziałem, jak wielu jest już narciarzy na Białym Krzyżu. Zdarzyła się jednak wielka tragedia, która dotknęła wszystkich mieszkańców Szczyrku. Zginęli dobrzy i sympatyczni ludzie. Z dziada pradziada szczyrkowianie. Przed nimi było całe życie - podkreśla ks. Jan Byrt.

Rodzina z wielkim sercem

Ksiądz Jan Byrt mieszka w Szczyrku od 30 lat. Jest znany ze swoich nietuzinkowych akcji na rzecz potrzebujących, ale nie tylko. Na stokach rozdawał narciarzom Biblię, a kierowcy otrzymywali nalepki na samochody promujące wiarę w Boga. - Można głosić Ewangelię przez dobrą pomoc. Ważne są także czyny - deklaruje.

To dzięki niemu na Białym Krzyżu stanęły kamienne tablice z Dekalogiem. Od ośmiu lat prowadzi projekt "Podziel się nartami" oraz jego letni odpowiednik "Podziel się rowerem". - Ludzie bardzo chętnie dzielą się tym, co mają. Nie brakuje chętnych do współpracy. Tak trafiłem na rodzinę, która zginęła w tragicznych okolicznościach. Co roku obdarowywała nas nartami, kijkami, butami. Pozwalała także potrzebującym dzieciom korzystać nieodpłatnie z wyciągu. Na koniec sezonu narciarskiego organizowali zawody dla dzieci - wspomina ksiądz.

Takie gesty mają znaczenie. Nie każdego stać na zakup drogiego sprzętu narciarskiego. Kijki, buty, kaski oraz narty nie należą do tanich. W zeszłym roku udało się zebrać aż 240 par. Darowany sprzęt trafia w dobre i sprawdzone ręce. Otrzymują go dzieci z całego regionu. Nie tylko ze Szczyrku, ale także z Gilowic, Lipowej, a nawet z Bielska-Białej.

Warto kontynuować ich dzieło

- Ostatnio dzwoniła do mnie rodzina z Kóz z prośbą o narty dla dzieci, bo dzieciaki marzą o prezencie pod choinkę, ale jest to zbyt drogie na możliwości finansowe rodziców - dodaje nasz rozmówca. - Zawsze też znajdzie się jakiś instruktor, który powie, że można do niego wysyłać dzieciaki, których nie stać na lekcje. Tak było w ubiegłym roku.

Ksiądz ma nadzieję, że tegoroczna edycja spotka się z równie ciepłym przyjęciem. - Warto kontynuować to dzieło. Nie tylko w samym Szczyrku. Jestem przekonany, że będzie z tego samo dobro - zachęca Jan Byrt.

Każdy, kto chce się przyłączyć do akcji i podzielić się sprzętem narciarskim z drugim człowiekiem, może zadzwonić pod numer telefonu 33 817 86 84.

***

Tragedia, która wydarzyła się w Szczyrku, pochłonęła życie ośmiu osób. Zginęli dziadkowie, trójka dzieci w wieku 3, 6, 9 lat wraz z rodzicami oraz chłopczyk w wieku szkolnym, kuzyn rodzeństwa. - To była znana, wielopokoleniowa rodzina w Szczyrku, z bogatymi tradycjami sportowymi, narciarskimi. Ich wyciąg narciarski Kaimówka była bardzo mocno związany ze Szczyrkiem - mówi Sabina Bugaj, dyrektorka Miejskiego Ośrodka Kultury, Promocji i Informacji w Szczyrku.

Katarzyna Górna-Oremus