Cierpią w ciszy, bo się boją. Za to sprawcy czują się bezkarni
O przemocy wobec kobiet i rodzin dowiadujemy się często dopiero wtedy, gdy dochodzi do tak tragicznych zdarzeń, jak niedawne zabójstwo bielszczanki. Tymczasem dramat nękanych na różne sposoby kobiet dzieje się każdego dnia. W ciszy, nieraz za ścianą naszych mieszkań, w rodzinach, o których mamy jak najlepsze zdanie.
Krystyna ma 32 lata i jest mamą 6-letniej Ani. Jest wykształcona, skończyła ekonomię i jeszcze trzy lata temu pracowała w prywatnej firmie księgowej, zajmując się rozliczaniem podatków. Dzisiaj jej życie, jak mówi, to piekło na ziemi. Tym gorsze, że musi się z nim zmagać w zupełnej samotności. A przynajmniej tak było jeszcze do niedawna.
- Kto mi uwierzy, że mój wspaniały na zewnątrz mąż zachowuje się niemal jak sadysta? - pyta retorycznie. - Przy ludziach czarujący, co chwilę cmokający mnie w policzek, głaskający, mówiący „moja kochana”, a kiedy zostajemy w czterech ścianach zmieniający się w brutala.
Źle zaczęło się dziać, kiedy dobrze prosperująca firma jej męża nagle zaczęła podupadać. - Akurat pół roku wcześniej mąż stwierdził, że skoro tak dobrze zarabia, to mogę zrezygnować z pracy i zająć się w pełni dzieckiem i domem - tłumaczy kobieta. - Dzisiaj wiem, że to był błąd, że nie powinnam się na to godzić.
Krystyna zrobiła tak, jak chciał mąż. A chwilę później, gdy zaczęło brakować pieniędzy, zaczął mieć o to pretensje właśnie do niej. - Doszło do tego, że nie miałam już grosza przy duszy na własne potrzeby - zwierza się bielszczanka. - A kiedy prosiłam go o jakieś drobne słyszałam, że jestem rozrzutna, ciągle czegoś chcę, nie potrafię oszczędzać i tysiąc podobnych argumentów okraszonych wyzwiskami. Zaczęłam się więc buntować. Wtedy mąż uderzył ją pierwszy raz. Bo się ponoć „zirytował”.
Sprawcy przemocy często czują się bezkarni. W Bielsku-Białej, według informacji uzyskanych w zespole ds. przemocy przy MOPS, rocznie zakłada się około 360 tzw. Niebieskich Kart - to kartoteki zakładane sprawcom przemocy. Mogą je zakładać właśnie ośrodki pomocy społecznej, policja, służba zdrowia, oświata i gminne komisje rozwiązywania problemów alkoholowych. Szefowa wspomnianego zespołu, Ewa Pająk, która pracuje w nim już od ponad dwudziestu lat twierdzi, że problem przemocy w rodzinach bielskich tkwi wciąż na tym samym poziomie.
- Zmienia się za to nasza, mieszkańców, świadomość - przekonuje nasza rozmówczyni. - Otóż z roku na rok mamy coraz więcej anonimowych zgłoszeń od sąsiadów, znajomych, a nawet członków tych rodzin o istniejącej gdzieś przemocy. Każdy taki sygnał sprawdzamy i dzięki temu możemy starać się jeszcze lepiej leczyć to zjawisko.
Więcej o problemie przemocy w rodzinie można przeczytać w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika pojawi się w sprzedaży w czwartek.
bb
Oceń artykuł:
24 6Komentarze 1
