#strefa11. Początek ożywiania głównego deptaka Bielska-Białej
Było to kolejne spotkanie z cyklu i w ludziach na nowo zapaliła się lampka z napisem "będzie dobrze". Mówiono o zieleni czy oświetleniu, a przez to ożywieniu głównego deptaka w Bielsku-Białej. - Czułam się wysłuchana i dobrze potraktowana - mówi Ilona Dobija, założycielka Pracowni Caffe. - Wystarczy na portalach społecznościowych zaznaczyć #strefa11, gdy chcemy podzielić się zdjęciem, chwilą czy sytuacją związaną z ul. 11 Listopada - dodaje.
Powstała przed dwoma dniami strona jest pokłosiem ostatniego spotkania przedsiębiorców związanych z ul. 11 Listopada z władzami miasta. Strefa11 miłośnicy ul. 11 Listopada, jest miejscem wymiany doświadczeń, myśli. Teraz wystarczy wpisać odpowiednie słowa do wyszukiwarki na portalu społecznościowym. Strona ma inspirować i łączyć.
„Dlatego słuchamy mieszkańców“
- Początek był długi, ale teraz będzie siła, napęd oraz miejmy nadzieję, skuteczna reanimacja ul. 11 Listopada - mówi Ilona Dobija. - Przy tej ulicy powadzimy działalności gospodarcze, mieszkamy i przechodzimy nią każdego dnia w drodze do pracy czy szkoły. Musi być nam bliska, musi nam na niej zależeć. Nam wszystkim.
Spotkanie, które odbyło się w miniony czwartek było kolejnym poświęconym ożywianiu deptaka. Pierwszy raz zebrali się na początku tego roku. - Staramy się dobrze poznać problematykę. Rozmowy z przedsiębiorcami, to jeden z elementów. Naprawdę zależy nam, aby rozruszać główny deptak i przywrócić mu dawny splendor. Dlatego słuchamy mieszkańców - tłumaczy Adam Ruśniak, zastępca prezydenta Bielska-Białej. - Realizujemy politykę otwartych drzwi do Ratusza. Każdy może przyjść i porozmawiać - przekonuje nasz rozmówca.
- Widzimy potrzeby i znamy realia związane z tą ulicą. Chcemy działać i naprawdę mamy nadzieję, że coś się zmieni na plus. Na razie kolejne sklepy się zamykają - mówi Anna Andrzejewska, która wraz z rodziną prowadzi sklep obuwniczy z kilkudziesiecioletnią tradycją.
Pieczątki z różnych okolic deptaka
Czwartkowe spotkanie, na którym byli obecni Adam Ruśniak oraz Wiesław Maj, naczelnik Wydziału Gospodarki Miejskiej było zdaniem mieszkańców owocne. - Poczułam, że ktoś mnie słucha i traktuje poważnie. Spacerowaliśmy ul. 11 Listopada i zastanawialiśmy się, jak ją ożywić. Mówiliśmy o donicach z drzewami, oświetleniu, a także kolorowych ławkach przygotowanych przez uczniów szkoły plastycznej. O zielonych dachach - relacjonuje Dobija. Podkreśla, że to ich prywatna inicjatywa, a nie żadne stowarzyszenie na rzecz 11 Listopada. - To kosztowałoby nas zbyt wiele czasu. Musimy przecież normalnie pracować - argumentuje.
W czasie spotkania przedsiębiorcy rozmawaili z urzędnikami m.in. o wynajmowaniu lokali z zasobów miejskich. Przekonywali, że czynsz nie może iść wciąż do góry, bo wielu z nich po prostu zrezygnuje, a główny deptak stanie się zupełnym pustkowiem. - To jest efekt domina. Cały czas zamykają się sklepy na 11 Listopada. Chcemy działać, ale w ślad za deklaracjami władz miasta muszą pójść konkrety.
Na placu Wojska Polskiego rozpoczęła się właśnie budowa lodowiska, które ma uatrakcyjnić tę część miasta. - Myślimy o organizowaniu spacerów dla najmłodszych. Aby grupy rozpoczynały szlak przy hotelu President i zbierały pieczątki w różnych ważnych punktach na ul. 11 Listopada. Być może powstanie punkt kulturalny, coś na kształt piwnicy artystycznej - kończy wiceprezydent Ruśniak.
Katarzyna Górna-Oremus
Oceń artykuł:
82 23
Autor: Katarzyna Górna-Oremus
Dziennikarka portalu bielsko.biala.pl
Komentarze 64
Ludzie walczyli o to aby mogli mieć wybór, mogli chodzić i kupować, bawić się, tam gdzie im się podoba. Aby mogli mieć takie a nie inne poglądy, upodobania czy też być "wierzącym" lub "nie".
Teraz znowu muszą chodzić w jedynie słuszne miejsca ? być wyznawcami religii smoleńskiej itd ?
Obawiam się, że nadchodzący kryzs demograficzny pogłębi dodatkowo emigracja młodych, również absolwentów "+500", którzy nie będą chcieli żyć w kraju bolszewicko - kościelnym.
A "Kościół" to tylko agonalnie drgający przebierańcy w fazie zaniku.
„Nie da się ożywić ul. 11 Listopada, bo nie da się tam dojechać”
Przecież poniżej napisałeś:
„nie wiem tylko czy mieszkańcy chcą "ożywiania" okolicy. Mi się właśnie to podoba, że jest tu spokój i nic się nie dzieje. Jak miałbym mieć tu na okrągło jakieś imprezy to bym się stąd po prostu wyprowadził.”
To może się zdecyduj, czy jako lubiący spokój mieszkaniec chcesz, żeby tu panował właśnie spokój i nic się nie działo, czy może jednak wolisz, by coś się działo i przyjeżdżali tu mieszkańcy innych dzielnic oraz turyści?
O tym właśnie poniżej pisałem:
„podstawowy wybór, to: stawiamy na turystów, czy na mieszkających tu mieszczan?”
Bo można sobie zadawać pytania, w jaki sposób ten deptak (a szerzej: w ogóle centrum) rozruszać: co tam robić, sklepy, punkty usługowe, gastronomię, kawiarnie, puby z alkoholem, a może instytucje i wydarzenia kulturalne, a jeśli tak, to jakie?
Ale najbardziej podstawowe pytanie brzmi: dla kogo to robić?
Tutaj przychodzą na myśl trzy główne grupy:
- turyści,
- osoby zamieszkałe na peryferiach (i tych można dzielić na podstawie powodów, dla których w centrum się znajdują, np. czy tu pracują, czy specjalnie przyjeżdżają na koncert etc.);
- ale przede wszystkim – nie można zapominać o mieszkańcach...
Podoba mi się Twoje określenie „mieszczanie”, nawet, jeśli się kojarzy z przymiotnikiem „straszni” ;)
Wiele osób pisze tu, że niezbędne są miejsca parkingowe, bo bez tego do centrum nikt nie przyjedzie. Pomijając już fakt, że przyjeżdżać można też np. rowerem, autobusem czy taksówką, to można tu po prostu mieszkać i w ogóle nie dojeżdżać!
Mieszkanie w centrum miasta ma właśnie tę zaletę, że spokojnie, piechotą, można sobie pójść na zakupy, ale także do restauracji, kawiarni, do kina, teatru, galerii sztuki czy na koncert. I właśnie o to chodzi – jeśli będą tu mieszkali „mieszczanie”, którzy stołują się w restauracjach, ze znajomymi spotykają się w kawiarniach czy pubach, bywają w galeriach i na koncertach – to centrum będzie żyło. Nawet bez wielkich parkingów.
Ale jeśli dużą część mieszkańców stanowią patole – to niestety, np. przedsiębiorca prowadzący elegancki lokal będzie mógł liczyć głównie na turystów, względnie osoby pracujące lub załatwiające coś w pobliżu, o ile ci nie uciekną przed „złotóweczkę kierowniku”. Renoma restauracji musi być naprawdę wyjątkowa, by komuś mieszkającemu na peryferyjnym osiedlu chciało się specjalnie do niej. Tak więc podstawowy wybór, to: stawiamy na turystów, czy na mieszkających tu mieszczan?

Klauzula informacyjna ›