Od wtorku oflagowane są w Bielsku-Białej wszystkie obiekty sportowe zarządzane przez BBOSiR. To początek protestu pracowników, którzy domagają się podwyżek płac. Związkowcy czekają na wyznaczenie mediatora, a jeśli rozmowy nie przyniosą porozumienia, nie wykluczają referendum strajkowego.

Związkowcy mają tylko jeden postulat - chcą 500 zł podwyżki netto z wyrównaniem od 1 lipca. Ich zdaniem, pensje w BBOSiR są za niskie. - Brakuje rąk do pracy. Kandydaci przychodzą, dowiadują się, jakie są zarobki i pytają, czy to stawka za pół miesiąca - mówi Czesław Jarosz, szef zakładowej „Solidarności”, który czeka na wyznaczenie mediatora, by usiąść do rozmów z dyrekcją. Jeśli nie dojdzie do porozumienia, planowane jest przeprowadzenie referendum strajkowego.

Czesław Jarosz dodaje, że podwyżki miał obiecać pracownikom prezydent Jarosław Klimaszewski przy okazji organizacji młodzieżowych mistrzostwa świata w piłce nożnej, jakie wiosną odbywały się na Stadionie Miejskim w Bielsku-Białej. - Pracowaliśmy w pocie czoła od rana do nocy, by miasto świetnie wypadło w transmisji na cały świat. Nie usłyszeliśmy nawet "dziękuję" - ubolewa nasz rozmówca.

Grzegorz Jania, dyrektor BBOSiR, wyjaśnia, że choć rozumie postulaty pracowników, to nic nie jest w stanie zrobić. - Jesteśmy jednostką budżetową miasta. W tym roku w naszym budżecie, który wynosi ponad 20 mln zł, nie przewidziano środków finansowych na podwyżki dla pracowników - tłumaczy dyrektor. Jego zdaniem, średnie zarobki w firmie to ok. 3,5 tys. zł brutto.

Zgodnie z prawem, do 15 listopada władze Bielska-Białej muszą przedstawić radnym projekt uchwały budżetowej miasta na 2020 rok. Czy znajdą się w nim środki finansowe na podwyżki? Tego nie wiadomo. W Ratuszu nie chcą komentować protestu pracowników BBOSiR.

bak