Pani Maria mieszka w bloku należącym do jednej z bielskich spółdzielni. Jest osobą starszą, chciałaby więc spędzać spokojnie czas w swoim przytulnym mieszkaniu. Niestety, na spokój nie może liczyć.

- Od dłuższego czasu sen z powiek, i to dosłownie, spędza mi sąsiadka z góry. Zostawia dzieci same i wychodzi na noc, a gdy wraca nad ranem, chodzi po mieszkaniu w butach, więc słyszę, w którym pomieszczeniu aktualnie jest. Wiesza na zewnątrz mokre pranie, nie przejmując się, że zalewa stolik i krzesła na moim balkonie. Nie zwraca też uwagi na to, że jej goście palą papierosy na balkonie i strzepują popiół, jak gdyby byli na dworze. Najgorsze jednak, że ta pani kilkakrotnie zalała mi łazienkę - relacjonuje kobieta.

Sąsiadka pani Marii wynajęła mieszkanie od właściciela, który - jak dowiedziała się starsza pani - z podnajmowania kupionych przez siebie lokali uczynił dochodowy biznes. Sam praktycznie tu nie zagląda. Ma przedstawicielkę, młodą dziewczynę, która działa w jego imieniu, ale kontakt z nią jest niełatwy, bo rzadko odbiera telefony. Pracownicy spółdzielni powiedzieli pani Marii, że niewiele w tej sytuacji mogą dla niej zrobić.

Czy znaczy to, że spółdzielnie - które zgodnie przyznają, że w administrowanych przez nie budynkach dochodzi, bywa że często, do łamania norm porządku społecznego - są bezradne, gdy lokatorzy wszczynają głośne kłótnie, imprezują po nocach, brudzą i śmiecą w bloku lub koło niego?

- W przypadku otrzymania skargi dotyczącej łamania regulaminów obowiązujących w spółdzielni oraz niestosowania się do ogólnie przyjętych norm współżycia społecznego przez osoby zamieszkujące lokal kierowane jest pismo upominające do właściciela mieszkania - informuje Jerzy Skwark, prezes zarządu Karpackiej Spółdzielni Mieszkaniowej.

Czy to wystarczy? Jakie jeszcze środki mają do dyspozycji spółdzielnie wobec lokatorów łamiących - jak to określa prezes - normy społecznego współżycia? Odpowiedź w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży.

bb

Imię lokatorki zostało zmienione