Dług wdzięczności wobec mistrza. Opowieść o Marianie Kasprzyku
Jest jednym z najlepszych ambasadorów Bielska-Białej. Wielkim mistrzem, a zarazem skromnym człowiekiem.
- Pana Mariana poznałem w 1963 roku. Mój tatuś był narciarzem Ogniwa Bielsko-Biała i przyjaźnił się z bokserami. I pewnego dnia mówi, że idzie na trening, bo Marian będzie pierwszy raz po Katowicach. Pamiętam, jak przyszedłem na salę dzisiejszego Technikum Mechaniczno-Elektrycznego i pytam, dlaczego wujek Antek, czyli trener Antoni Zygmunt, siedzi panu Marianowi na plecach. Wtedy nie wiedziałem, o co chodzi - wspomina Bogdan Dubiel, pasjonat sportu, przyjaciel Mariana Kasprzyka.
O co chodziło? To i inne wspomnienia o mistrzu olimpijskim z 1964 i niedawnym jubilacie - do poczytania w nowym wydaniu „Kroniki Beskidzkiej”, które pojawi się w sprzedaży tradycyjnie w czwartek.
bb
Artykuł wyświetlono 1545 razy.
Oceń artykuł:
19 1
Średnia ocena 4.8/5 dla "Dług wdzięczności wobec mistrza. Opowieść o Marianie Kasprzyku" bazuje na 20 głosach.
REKLAMA
REKLAMA
Zobacz również
Komentarze 0
Aby dodać komentarz, musisz być zalogowanym użytkownikiem.
brak komentarzy
