Dotarcie do szkoły przed godz. 8 i powrót do domu po zajęciach lekcyjnych w godzinach popołudniowych jest utrudniony - piszą do nas Czytelnicy. Bywa, że kierowcy autobusów PKS z powodu tłoku zamykają drzwi przed uczniami, dla których nie ma już miejsca. Problem dotyczy pasażerów na przystankach w Godziszce, Lipowej, Szczyrku, Bystrej i innych miejscowości w kierunku Bielska-Białej.

- Zadzwoniłam do syna, bo wiedziałam, że już dawno skończyły się lekcje w szkole i od godziny powinien być w domu - mówi mama ucznia Zespołu Szkół Plastycznych w Bielsku-Białej. - Jak się okazało, drzwi autobusu zostały przez kierowcę zamknięte, bo więcej osób nie mogło już wejść do pojazdu. Problem pojawił się na początku września, czyli w momencie rozpoczęcia nauki w nowym roku szkolnym.

Młodzi artyści z dużymi teczkami

Według rodziców, część uczniów w ogóle nie wsiada do pojazdu i bywa, że zostaje przez ponad godzinę na przystanku w oczekiwaniu na kolejny kurs. Sprawdziliśmy sytuację na przystanku przy placu Żwirki i Wigury, na którym najczęściej wsiadają uczniowie pobliskiego liceum.

- W poprzednim tygodniu największy tłok był rano - komentuje licealista. Wszyscy chcą dojechać na lekcje, które zaczynają się najczęściej o godz. 8.00. - W godzinach porannych sytuacja jest najgorsza, dlatego od zeszłego tygodnia zawożę syna do szkoły. Wiem, że powroty też są oblężone - dodaje jeden z rodziców.

W tym roku szkolnym w Zespole Szkół Plastycznych przybyło ponad 80 uczniów - dwie klasy po podstawówce i dwie po gimnazjum. Przy każdym kolejnym naborze naukę rozpoczyna młodzież zarówno z Bielska-Białej, jak i z okolicznych miejscowości. Sporo uczniów dojeżdża i taka tendencja utrzymuje od lat. „Plastyk” to elitarna szkoła, bo nie ma drugiej takiej w najbliższej okolicy.

Tłok z powodu „podwójny rocznika”?

- Nie odnotowaliśmy nadmiernych poślizgów czasowych wśród dojeżdżających. Jeżeli pojawiają się spóźnienia z powodu problemów komunikacyjnych, to obowiązkiem ucznia jest dostarczenie usprawiedliwienia od rodzica lub ze strony kolei czy też innego przewoźnika. Ostatnio jednak nie zauważyliśmy jakichś szczególnych sytuacji, może tylko na początku roku szkolnego - twierdzi wicedyrektor ds. artystycznych Sabina Staniura.

Zastępca dyrektora PKS w Bielsku-Białej Barbara Kozub przyznaje, że jest problem z połączeniami na terenie miejscowości na obrzeżach Bielska-Białej. - Znamy temat i aktualnie pracujemy nad tym. Wiemy, że jest problem z autobusami. Pomimo tego, że kursują duże autobusy, to nie zabierają wszystkich pasażerów z przystanków. Organizatorem komunikacji jest Beskidzki Związek Powiatowo-Gminny, który obsługuje cały powiat bielski i dziewięć gmin powiatu bielskiego.

Kłopoty z dojazdem dzieci do szkół pojawiły się na początku września. W godzinach popołudniowych sytuacja jest lepsza, bo młodzież kończy lekcje o różnych godzinach. - Kursy na odcinku Lipowa- Godziszka to czasami istny armagedon! - tłumaczy mama ucznia. - Fakt jest taki, że do szkół poszło znacznie więcej dzieci. Nie wszyscy są z Bielska-Białej i jest problem z dojazdami. Firma transportowa nie jest przygotowana na zaistniałą sytuację. Do tego dochodzi problem z bagażem, bo dzieci ze szkół artystycznych muszą wsiąść do autobusu z teczką, która jest nieporęczna. Osoby, które wsiadają do autobusu na początku trasy, czyli na dworcu PKS, mają jeszcze miejsce, ale uczniowie wsiadający przy placu Żwirki i Wigury z całym ekwipunkiem już nie wejdą!

Podstawiono drugi autobus

Na trasach jeździ obecnie dokładnie taka sama liczba autobusów bielskiego PKS, jak w 2018 roku. Dyrektor Beskidzkiego Związku Powiatowo-Gminnego, Seweryn Kobiela przyznaje, że wie tylko o jednym przypadku, gdy rano do pojazdu nie zmieścili się wszyscy pasażerowie oczekujący na kurs. Było to 2 września w jednej z miejscowości pod Bielskiem-Białą.

- Podesłaliśmy drugi autobus, który dowiózł wszystkich chętnych - przekonuje nasz rozmówca. - W tamtym dniu na trasę wyjechał nieduży autobus i nie wiedzieliśmy, ile dokładnie osób nim pojedzie, a tabor naszego przewoźnika jest ograniczony. Co prawda docierają do nas głosy, że autobusy są przepełnione, ale nikt nie zgłasza, że są zasadnicze problemy, a tym bardziej, że pasażer pozostaje na przystankach.

Jak zapewnia dyrektor Kobiela, PKS monitoruje, ilu pasażerów korzysta z konkretnych tras oraz gdzie i na jakim odcinku najczęściej kupowane są bilety. - Dzięki temu systemowi jesteśmy w stanie zweryfikować, czy konkretny autobus jest przepełniony, czy też nie - podkreśla Seweryn Kobiela.

Tekst i foto: Małgorzata Irena Skórska