Fundacja Psia Ekipa działa od siedmiu lat. Przez ten czas zrobiła tak dużo, że dziś wiele osób stawia ją za wzór. Joanna Kraj, która jest sercem organizacji, przyznaje, że siłę czerpie od wszystkich ludzi, którzy są dobrzy i życzliwi. Jej działalność ma jednak nie tylko blaski. - Podczas interwencji jestem wojowniczką. Płaczę w domu. Bo któż by nie płakał w obliczu ogromu cierpienia i okrucieństwa? Czasami jestem załamana tym, co widzę i ludźmi, którzy uważają, że nie ma nic złego w tym, jak postępują ze zwierzętami - podkreśla.

Z Joanną Kraj z Fundacji Psia Ekipa rozmawia Katarzyna Górna-Oremus

Wasza fundacja uwrażliwia miasto na problemy zwięrząt. Jak działa ten mechanizm?

- Dobrych ludzi nie brakuje - zawsze będę to powtarzała. Psia Ekipa to cała armia osób, które udostępniają zdjęcia zwierząt poszukujących domu. Jestem im za to wszystko bardzo wdzięczna. W bielskim schronisku, gdy stawialiśmy pierwsze kroki, przebywało ok. 200 zwierząt, a dziś jest ich 70 do 100. Na naszej stronie w Facebooku świetnie działa akcja związaną z szukaniem zaginionych czworongów. W dzień i w nocy otrzymujemy wiadomości i od razu je publikujemy na stronie. Później dostajemy informację, że zwierzę się odnalazło. Inaczej trafiłoby do schroniska. Lubi nas 33 tys. osób, to jest wielka moc.

To była droga przez mękę

Czekamy teraz na ogłoszenie wyników konkursu na nowego kierownika schroniska w Bielsku-Białej. Jakie macie oczekiwania?

- Kryterium, które tam zostało rozpisane jest naszym zdaniem zbędne. Nie trzeba być weterynarzem, aby zrozumieć istotę działania schroniska. To powinna być osoba, która kocha zwierzęta i jest bardzo dobrym menedżerem. Poprzedni kierownik to była droga przez mękę. Naszym marzeniem jest schronisko, które będzie prawdziwym azylem z należytą opieką weterynaryjną. Czasami musimy zawozić zwierzę do prywatnych klinik, za które trzeba płacić, a te pieniądze mogą być przeznaczone na inne działania. Przez te wszystkie lata nie oddaliśmy żadnego zwierzęcia do schroniska. Szukamy im nowego domu. Wzorcowym przykładem jest dla nas schronisko w Szczecinku. Tamtejsza pani kierownik jest świetnym zarządzającym i wspaniale pozyskuje darczyńców. Dodatkowo zna wszystkie zwierzęta, które przebywają w schronisku. Wie, jak mają na imię i jaką mają historię.

Z jakimi problemami zmaga się Psia Ekipa? To przecież nie tylko szczęśliwe adopcje zwierząt, ale także to, czego nie widzimy na co dzień.

- Czasami widzimy takie obrazki w telewizji i myślimy, że sprawa na całe szczęście nas nie dotyczy. A to się toczy tuż za miedzą! Cierpienia w Bielsku-Białej i okolicach jest tak dużo, że aż trudno uwierzyć. Otrzymujemy tak wiele wiadomości, że nie jesteśmy w stanie odpowiedzieć od razu na wszystkie. Bywa, że przyjeżdżamy za późno i zwierzę nie żyje. W interwencji działają tylko dwie osoby. Jeżdżę na nie z Magdą, po godzinach pracy w ramach wolontariatu. Zastanawiam się dlaczego w naszym mieście nie działa Eko Patrol czy Animals Patrol, jak ma to miejsce w Warszawie czy Łodzi.

Pies to skóra i kości i kona

Jak wygląda interwencja Psiej Ekipy? Z czym się wiąże?

- Otrzymujemy wiadomość, że dzieje się coś niepokojącego. Przyjeżdżamy na miejsce i staramy się zostawić samochód w takiej przestrzeni, aby mieć możliwość ucieczki. Wiele razy zdarzyło się, że trafiliśmy w momencie, gdy właściciel psa znajdował się pod wpływem alkoholu. Boimy się, że ktoś wbije nam nóż w plecy. W trakcie pierwszej wizyty rozmawiamy z właścicielami. Robimy rekonesans, badamy sprawę. Często jest tak, że ludzie nie wiedzą, że robią źle. Taka jest tradycja z dziada pradziada - trzymania psa na łańcuchu w kojcu na betonie, karmienia go raz na kilka dni. Niektórzy słuchają z uwagą, inni złorzeczą i obrzucają nas inwektywami. Mówimy, że wrócimy i sprawdzimy czy coś się zmieniło. Niekiedy zwierzę ma lepsze warunki, ale to tylko mydlenie oczu. Bywa, że przyjeżdżamy, a pies to skóra i kości i kona. Wtedy prosimy o zrzeczenie się praw.

Kogo spotykacie podczas interwencji? Jakie odwiedzacie domy?

- Myli się ten, kto sądzi, że sposób traktowania zwierząt jest związany z zasobnością portfela. Czasami przyjeżdżamy na miejsce i widzimy piękny dom, a gdzieś z tyłu ogrodu, za komórką jest wciśnięty kojec, z którego pies nie może wyjść i nie jest wypuszczany. Gdy pytamy dlaczego, słyszymy, że to chłopczyk, który podsikuje krzaki i może je zniszczyć. Że za szybko biega i bardzo ciągnie, gdy wyjdzie się z nim na spacer. To bezmyślne okrucieństwo jest niezależne od wieku, płci statusu materialnego czy intelektu.

Ze szczególnym okrucieństwem

Jakim terenem opiekuje się fundacja?

- Jeździmy na interwencje kilka razy w tygodniu - w Bielsku-Białej oraz powiatach bielskim, żywieckim i cieszyńskim. W naszym mieście odebraliśmy ostatnio cztery szczenięta, które od urodzenia były trzymane w klatce. Przez pół roku. Nie potrafiły chodzić i były głodne. Pani właścicielka uważała, że nie ma problemu i że bardzo o nie dba. W Chybiu odnaleźliśmy suczkę Dianę, która została zagłodzona. W Ligocie zareagowaliśmy na wieść od ludzi, że suczka Sara to tylko kości obleczone skórą z wielkimi guzami w uchu. One wszystkie mają złamaną psychikę. Jak można tak traktować zwierzę, które jest od nas zależne? Walczymy o zwierzęta, które patrzą na nas błagalnym wzrokiem. Przecież one czują! Dlatego nie odpuszczamy. Toczą się sprawy, także z naszych interwencji, z tytułu znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Mam nadzieję, że zakończy się to wyrokami pozbawienia wolnośco bez zawieszenia. Inaczej niczego ich to nie nauczy.

Ludzi dobrej woli jest jednak więcej. Wiele osób chce pomagać.

- To dzięki nim mamy siłę i nadzieję, że będzie lepiej. Są wspaniali ludzie. Potrafią przygarnąć zwierzę, które umiera, aby dać mu odrobinę ciepła. Bez tych wszystkich drobnych i życzliwych uczynków byłabym już w „wariatkowie“.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Katarzyna Górna-Oremus