Dzikie zwierzęta odwiedzają miasto, ale przepisy nie nadążają
W ostatnich dniach wszystkie służby postawił na nogi dorodny jeleń, który przywędrował do centrum Bielska-Białej, doprowadzając do kolizji z samochodem osobowym. Na podobne zdarzenia miasto nie jest przygotowane, choć w różnych dzielnicach pojawiają się sarny czy dziki. Urzędnicy bielskiego magistratu są otwarci na współpracę z podmiotami zajmującymi się dzikimi zwierzętami, ale ogranicza ją brak stosownych przepisów.
- Do Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej złożyliśmy dwie propozycje współpracy: obsługi kompleksowej lub doraźnej. W tym drugim przypadku wspiera nas schronisko Reksia, które przekazuje nam dzikie zwierzęta wymagające pomocy lub z urazami po zdarzeniach. Jesteśmy w kontakcie z urzędnikami, ale postępowanie w tej sprawie trwa długo, a trzeba działać tu i teraz - powiedział nam Sławomir Łyczko z Fundacji Mysikrólik.
Wolontariusze z Fundacji Mysikrólik
Urzędnicy sprawdzają, na jakich zasadach formalnych magistrat mógłby współpracować z fundacją. Duże, dzikie zwierzęta pojawiają się w różnych dzielnicach Bielska-Białej, są także zdarzenia drogowe z ich udziałem. - W tej chwili Fundacja Mysikrólik nie ma obowiązku przyjazdu na miejsce zdarzeń, w których obrażenia doznają dzikie zwierzęta. Jeździmy jako wolontariusze w ramach naszego wolnego czasu i posiadanej wiedzy o zdarzeniu - tłumaczy Łyczko.
Formalnie Mysikrólik nie jest „służbą” dostępną 24 godziny na dobę. Dzięki umowie z miastem pomoc byłaby dostępna w szerszym zakresie niż dotychczas. Dodatkowy dochód z tego tytułu umożliwiłby fundacji zatrudnienie dodatkowego pracownika.
11 września br. na skrzyżowaniu w centrum Bielska-Białej doszło do zderzenia samochodu nauki jazdy z dużym jeleniem. Po kolizji zwierzę schowało się na pagórku przy ul. Partyzantów. Przez kilka godzin policja i Straż Miejska zabezpieczały sąsiednie ulice. Ze względu na bezpieczeństwo ludzi próbę czasowego uśpienia jelenia, a następnie wywiezienia za miasto przeprowadzono wieczorem i w nocy.
Jeden karabinek został w torbie
Od momentu kolizji „elki” z jeleniem do zakończenia akcji minęło około dwunastu godzin. W tym czasie w akcję zaangażowane były różne służby. Obecni na miejscu weterynarze mieli do dyspozycji dwa karabinki typu Palmer do usypiania zwierząt. Niestety, skorzystano tylko z jednego, a drugi został w torbie (więcej na ten temat pisaliśmy w artykułach Zderzenie "elki" z jeleniem w centrum Bielska-Białej. Zwierzę zahaczyło o samochód! - foto, Jeleń skrył się na pagórku przy Partyzantów. Okolice zabezpieczają patrole - foto, Nocna obława na jelenia w środku miasta. Zwierzę wróciło do swego środowiska - ZDJĘCIA).
- Mogę strzelać z karabinka, lecz strzykawkę z dawką usypiającą musi przygotować lekarz weterynarii, z którym współpracuję. W tym przypadku działania koordynowała przedstawicielka wydziału zarządzania kryzysowego Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej. Nie chciałem „wychylać się przed szereg” i ściągać na miejsce naszego lekarza weterynarii, nikt mnie również o to nie prosił - opowiada Sławomir Łyczko.
Środek służący do czasowego usypiania zwierząt podlega ścisłej kontroli. Żaden lekarz weterynarii nie może mieć go w dowolnej ilości. W przypadku, gdyby dzikich zwierząt pojawiło się w mieście kilka lub strzelający z karabinka parę razy chybił, leku mogłoby zabraknąć w krytycznym momencie. Również i na taką sytuację powinni być przygotowani urzędnicy miejscy i podmioty, z którymi współpracują.
Możliwości współpracy są ograniczone
Bielski magistrat jest otwarty na współpracę z Fundacją Mysikrólik, ale formalnie nie jest to proste, gdyż opieka nad dzikimi zwierzętami nie jest zadaniem własnym Gminy. Zgodnie z art. 76 pkt. 3 ustawy o ochronie przyrody, regionalny dyrektor ochrony środowiska może dofinansować z własnych środków budżetowych leczenie i rehabilitację zwierząt w ośrodkach.
Jak dowiedział się portal, Urząd Miejski w Bielsku-Białej wystąpił o opinię prawną, czy mógłby nawiązać szeroką współpracę z podmiotem, który będzie reagował w przypadku pojawiania się w mieście dzikich zwierząt. Do czasu uzyskania opinii możliwości współdziałania z Ośrodkiem Rehabilitacji Dzikich Zwierząt Mysikrólik są mocno ograniczone.
- Żadna ustawa lub inny przepis nie regulują warunków współpracy z podmiotami fizycznymi w kwestii dzikich zwierząt, dlatego taka opinia prawna ma dla nas szczególne znaczenie - tłumaczy Danuta Przybyło, naczelnik wydziału ochrony środowiska w bielskim Ratuszu.
Tekst i foto: Mirosław Jamro
Oceń artykuł:
20 13
Autor: Mirosław Jamro
Dziennikarz portalu www.bielsko.biala.pl
Galeria:
Komentarze 10
To że postawimy znak uwaga sarny w centrum miasta nic nam nie daje bo problem kolizji zwierzęcia z samochodem nadal istnieje. Tutaj należy podjąć inne kroki (pierwszeństwo to izolowanie śmieci).
Kolejna sprawa to mniej imprez w okolicach gór - co sobotę słyszę fajerwerki w okolicach dębowca, błoń itd (weselne wystrzały z okazji ślubów) - fajerwerki latają często po 22 płosząc zwierzynę - która później wędruje do centrum miasta.
Psy w górach bez smyczy to także problem, ale tego nie zauważy właściciel psa póki nie pomyśli że sarna przed jego samochodem w centrum miasta to może akurat sprawka psa który wywęszył i wystraszył zwierzynę z lasu.
Co do Fundacji "Mysikrólik" - znam ich osobiście i uważam że robią kawał dobrej roboty - nie tylko dla zwierząt ale i dla ludzi - czytaj wystraszone (ranne) zwierzę które nie zostanie złapane może narobić więcej szkód.
Mam nadzieję że miasto dogada się z Mysikrólikiem bo oni jak nikt inny robią to bardzo dobrze i to jeszcze w ramach wolontariatu.
Brawo za artykuł :)










Klauzula informacyjna ›