Komunikacja miejska w Bielsku-Białej działa bez zarzutu niczym dobrze naoliwiony mechanizm - przekonują urzędnicy. Tymczasem Czytelnicy portalu od lat nie zostawiają na MZK suchej nitki. Aby sprawdzić, czy przejazd bielskimi autobusami to przyjemność, czy katorga wybrałem się we wtorek wczesnym popołudniem w podróż po mieście. Liczba połączeń jest wtedy stosunkowo duża, a korki nie są największe. Moje uwagi polecam szczególnie autorom raportu, według których MZK ma optymalną siatkę połączeń, zaspokajającą potrzeby przewozowe mieszkańców (patrz TUTAJ).

Odcinek I: Lipnik - Wapienica

Wycieczkę po mieście rozpoczynam o godz. 14:12 na remontowanej ul. Krakowskiej (przystanek Solskiego). Jako pierwszy cel wybieram Wapienicę. Już start jest pechowy. Autobus linii 6 przyjeżdża z 11-minutowym opóźnieniem, ciągnąć się wolno za sznurem innych aut. W komfortowych warunkach, bo z miejscem siedzącym dla prawie wszystkich pasażerów autobus dojeżdża na Hulankę o 14:43.

Tutaj szczęście mi dopisuje, gdyż trzy minuty później przesiadam się do linii nr 7 w kierunku centrum Wapienicy, objeżdżając fragmenty remontowanej Cieszyńskiej. Nie ma korków. Wraz z licznymi uczniami i emerytami docieram do celu o 14:58. Reasumując, podróż na odcinku Krakowska-Wapienica - doliczając czas oczekiwania na spóźniony autobus - zajęła mi 46 minut. Grubo ponad dwa razy dłużej niż przejazd samochodem. W przeszłości tę samą trasę regularnie pokonywałem rowerem w około pół godziny.

Odcinek II: Wapienica - Hala Pod Dębowcem (nieukończony)

Te 6 km pokonuje się autem (nie uwzględniając korków) w około 11 minut. Niestety, podróże autobusami MZK rządzą się swoimi prawami. Mapa google pokazuje, że najlepiej jechać „siódemką” przez centrum. Bagatela, to aż 46 minut, nie licząc opóźnień! Mam jednak jeszcze kilka miejsc do odwiedzenia oraz plany na wieczór, więc odrzucam ten pomysł. Postanawiam zaryzykować i improwizując trochę, wybieram trasę na przełaj przez osiedle Karpackie.

Najpierw dziesięć minut stoję na przystanku w Wapienicy w oczekiwaniu na pierwszy lepszy autobus w odpowiednim kierunku. Wreszcie o 15:15 wsiadam w "dziesiątką" i o 15:22 jestem na Hulance. Niezły czas! Przechodzę na drugą stronę jezdni i już po 12 minutach podjeżdża „23”, która zabiera mnie pod sam Szpital Wojewódzki, dokąd przyjeżdżam o 15:48. Od startu w Wapienicy mijają "tylko" 33 minuty (z czego 21 minut jazdy)! Teraz tylko kawałek pod ZIAD. Niestety, z rozkładu wynika, że na autobus w tamtym kierunku musiałbym sporo poczekać. Na miejscu byłbym o 16:16, czyli później niż gdybym wybrał rozważaną na starcie "siódemkę".

Odcinek III: Szpital Wojewódzki - Hałcnów (poddany walkowerem)

Pod szpitalem wcielam się w rolę pacjenta wracającego po hospitalizacji do domu w Hałcnowie. Sprawdzam na komórce optymistyczne prognozy. Z przesiadką w centrum taka podróż zajęłaby ponad 50 minut, nie licząc stania w korkach (samochodem: 22 minuty). Odpuszczam, bo powrót do centrum połączony z oczekiwaniem na rzadkie połączenia mógłby potrwać drugie tyle.

Odcinek IV: Szpital Wojewódzki - Hotel President

A może chociaż zahaczę o centrum? Autobus linii 23 odjeżdża za minutę. Korzystam, tak będzie najszybciej. Wysiadam chwilę później (15:53) na osiedlu Karpackim na przystanku koło kościoła, aby tam zdążyć na przesiadkę na "Presidenta", od którego dzieli mnie 3,2 km (12 minut samochodem).

Autobus teoretycznie jedzie tą trasą niewiele dłużej, ale muszę czekać na niego ponad dziesięć minut. W tym czasie jedzie "stado", więc mam wybór. Współdzielące ten sam fragment trasy „28” i „50” mają przyjechać o 16:10. Według wskazań elektronicznej tablicy informacyjnej, "50" przyjedzie wcześniej niż w papierowym rozkładzie, a "28" będzie spóźniona o ponad 5 minut. Autobus linii 50 jest jednak punktualnie, ale później wlecze się w korkach. Przy "Presidencie" jestem o 16:30, czyli cztery minuty po czasie. Nie ma tragedii.

Odcinek V: Piłsudskiego - Lipnik (pokonany pieszo)

Po załatwieniu spraw w centrum planuję wrócić do miejsca startu, ale tu spotyka mnie przykra niespodzianka. Gdy docieram pieszo na przystanek na Piłsudskiego, okazuje się, że spóźniłem się. Cztery minuty przede mną odjechała "szóstka" Aby było ciekawiej, w tym samym momencie wraz z nią odjechała również "trzynastka" z jej "stada".

Według rozkładu, najbliższy autobus w stronę Lipnika mam za pół godziny, więc co robić? Krakowska jest na czas remontu jednokierunkowa. Z przystanku na "objazdowej" Lipnickiej do skrzyżowania Krakowskiej i tak czekałby mnie marsz. Wybieram więc powrót pieszo, ale i tak do miejsca startu docieram przed odjazdem autobusu z przystanku na Piłsudskiego.

Podsumowanie

Czas. Aby dojeżdżać z domu do pracy i z powrotem autobusem, trzeba mieć bardzo wiele czasu i szczęścia. Nie wyobrażam sobie jednak korzystania z komunikacji miejskiej w celu dojazdu do odległych od siebie miejsc w jednym dniu. Miasto się rozrasta. Mieszkańcy, sklepy, instytucje usługowe, szpitale przenoszą się na peryferia. Dotarcie do nich i powrót autobusem to cała wyprawa.

Połączenia. Coraz częściej nasza aktywność zawodowa wymaga przemieszczania się na terenie miasta. Godzina czekania na autobus zamiast piętnastu czy dwudziestu minut jazdy samochodem to ważny argument zniechęcający do korzystania z komunikacji publicznej. Czy da się zmodernizować sieć połączeń i rozkłady jazdy tak, żeby zadowolić pasażerów? Trudno powiedzieć. Decydentom polecam pozostawienie samochodu w garażu raz na pół roku i realizację wszystkich codziennych obowiązków w terenie w oparciu o komunikację miejską i siłę własnych nóg.

Koszty. Przez cały dzień korzystałem z biletu dziennego kupionego za 12 zł przez aplikację Skycash. Można byłoby jednak zamknąć koszty w kwocie 4 zł za bilet godzinny na każdy z zaplanowanych celów. Niewiele jest tras w Bielsku-Białej, których pokonanie zajmuje więcej niż 60 minut. Pod warunkiem, że autobus nie trafi na korek, prace drogowe i nie będziemy musieli zbyt długo czekać na przesiadkę.

Autobusy. Podróżowałem stosunkowo nowym i czystym taborem. Ze względu na liczne prace drogowe szyby autobusów są często od zewnątrz pokryte pyłem, co ujemnie wpływa na komfort jazdy. Pogoda była umiarkowanie ciepła i słoneczna, więc o klimatyzację lub jej brak nie musiałem się martwić.

Tekst i foto: Piotr Bieniecki