- Konsekwencją działań dyrekcji w przypadku mojego oddziału było odejście z pracy lekarzy ze specjalizacją oraz w trakcie szkolenia specjalistycznego. Najgorsze, że cierpią na tym pacjentki, które pozbawiono możliwości leczenia w pobliżu miejsca zamieszkania - mówi Wojciech Kochaj, były ordynator oddziału ginekologii onkologicznej w Beskidzkim Centrum Onkologii-Szpitalu Miejskim w Bielsku-Białej.

Nie ma dziś szans na reaktywowanie oddziału?

- Szanse by były, gdyby tylko dyrektor wyrażał taką wolę. Zapewniam, że po wznowieniu działalności oddziału nie byłoby żadnych problemów z pozyskaniem do pracy lekarzy z unikatową specjalizacją, nawet tych z tytułami naukowymi, od doktora do profesora nauk medycznych. Ale gdy najważniejszym kryterium pracy szpitala jest zysk, oczywiście nie opłaca się utrzymywać kosztownych oddziałów - ginekologii onkologicznej, neurologicznego czy opieki paliatywnej.

Wróciłby pan do kierowania reaktywowanym oddziałem?

- Za osiem miesięcy przechodzę na emeryturę, nie mam już ambicji bycia ordynatorem, chociaż chcę nadal pracować jako lekarz. Ale nie zamierzam też współpracować z dyrektorem Wędrychowiczem.

Cała rozmowa z Wojciechem Kochajem do przeczytania w „Kronice Beskidzkiej”. Nowe wydanie lokalnego tygodnika jest już w sprzedaży.

bb