Szczęśliwy finał poszukiwań. Zaginiona odnaleziona w rejonie Błatniej
Bielska policja poszukuje 32-letniej kobiety, która w środę wyszła z domu przy ul. Ciesielskiej w Bielsku-Białej i do tej pory nie nawiązała kontaktu z rodziną. Wczoraj poszukiwania kobiety w rejonie masywu Łysej Góry prowadził GOPR.
Jak informuje bielska policja, zaginiona wczoraj ok. godz. 11.00 wyszła z mieszkania przy ul. Ciesielskiej w Bielsku-Białej. Kobieta udała się w kierunku masywu leśnego w rejonie Łysej Góry i Magurki. Do tej pory nie powróciła do domu i nie nawiązała kontaktu z rodziną. Zaginiona może potrzebować pomocy medycznej.
Rysopis zaginionej - wiek 32 lata, wzrost około 165-170 cm, sylwetka szczupła, włosy koloru blond, krótkie do ramion, możliwe że upięte w kucyk, oczy niebieskie. Kobieta była w dniu zaginięcia ubrana w jednoczęściowy kombinezon koloru brązowego na szelkach i krótkimi nogawkami oraz klapki.
Osoby, które znają miejsce pobytu zaginionej proszone są o pilny kontakt z Komisariatem Policji I w Bielsku Białej przy ul. Składowej 2, tel. 33 825 01 00 lub 33 812 12 55 (oficer dyżurny) lub alarmowy 112.
***
Dziś po południu zaginiona kobieta została odnaleziona w rejonie Błatniej. - Jest cała i zdrowia - potwierdza asp. Ilona Michalczyk z KMP w Bielsku-Białej. Policja dziękuje za pomoc w poszukiwaniach.
bb
Oceń artykuł:
41 13Komentarze 17
Po pierwsze nic nie wiecie o tej sprawie (tak samo jak i ja), więc powstrzymajcie te głupie osądy i komentarze.
Po drugie w artykule jest napisane, że zaginiona może potrzebować pomocy medycznej, więc tym bardziej powstrzymałbym się od głupich komentarzy. Przypominam, że całkiem niedawno w pobliżu górnej stacji Szyndzielni zaginął chorzowianin chory na cukrzycę. Nie był sam, ale wystarczyło kilka chwil, żeby się zgubić, a odnaleziono go w Wilkowicach. Także mógł potrzebować pomocy medycznej, bo z cukrzycą, jak i z wieloma innymi przewlekłymi schorzeniami, da się normalnie żyć i funkcjonować, ale wystarczy dosłownie chwila żeby organizm zaczął zachowywać się inaczej niż zwykle i w takim momentach bardzo łatwo o tragedię. Po prostu nie oceniajmy sytuacji, której kompletnie nie znamy.
I po trzecie: cieszmy się, że dziewczyna odnalazła się w dobrym stanie i bardzo szybko, a poza tym pochwalmy ratowników, którzy zareagowali błyskawicznie i nie zwracali uwagi na to czy ktoś poszedł "w klapkach", tylko po prostu ruszyli na ratunek.
A tak przy okazji: niedawno szedłem ze znajomymi na Wielką Raczę, a stamtąd na Bendoszkę, ogólnie trasa około 20km i jedna koleżanka też szła w klapkach. Miała przy sobie też obuwie w góry, ale po prostu wygodnie jej się tak szło, więc od samogo auta aż do obozowiska, jak i następnego dnia schodząc już z powrotem w dół, nie przebrała butów, bo było jej wygodnie. Więc argument o klapkach też nie zawsze jest trafny, w końcu mówimy o niskich górach i lecie, a nie Tatrach w zimie.

Klauzula informacyjna ›