Duma Cygańskiego Lasu. Basen z drewnianą zabudową ZDJĘCIA
„Pieniążki kto ma ten jedzie do Wieliczki, a kto pieniążków nie ma ten palcem do solniczki” - śpiewano w jednej z piosenek turystycznych ukazujących twarde realia ekonomiczne, które warunkują, gdzie i jak wypoczywamy. Bielszczanie ponad sto lat temu przede wszystkim chodzili po górach. Liczne schroniska i szlaki turystyczne, z których korzystamy i dzisiaj są niemymi świadkami tamtych czasów.
Ale gdy tylko robiło się cieplej, mieszkańcy Bielska i Białej szukali ochłody w wodzie. Do wyboru mieli pobliskie rzeki lub też dumę Cygańskiego Lasu, czyli kąpielisko, które na mapie sporządzonej przez kartografa Franciszka Swobodę widniało już w 1861. Obok leśniczówki w drodze na Kozią Górę zaznaczył on oryginalnie dziś brzmiącą nazwę „Natryski”. Tuż obok zbiornika znajdowała się drewniana szatnia oraz prysznice.
Basen z zabudową drewnianą
Obiekt nie był zbyt duży. Dlatego też wszyscy z wielką radością powitali nowy basen urządzony przez rodzinę Feldmanów i Bernarda Blocha w centrum Cygańskiego Lasu. Dzisiaj w tym miejscu są korty tenisowe. Był to obiekt, jak na tamte czasy bardzo nowoczesny, gdyż posiadał zabudowę drewnianą. Niecka kąpieliska miała wymiary 10x25 metrów i była obmurowana cegłą. Woda, w której kąpieli zażywali bielszczanie była regularnie wymieniana, gdyż pochodziła z kanału przekopanego na potrzeby mikuszowickiego tartaku.
Basen był wtedy niezwykle popularny. - Zbudowanie publicznego kąpieliska o pełnym wyposażeniu w Cygańskim Lesie z inicjatywy pana dyrektora Szkoły Realnej Ambrożego i dr. Bauma jak najbardziej popiera [Rada Miejska] i wyraża zgodę na pobieranie wody z kanału prowadzącego do miejskiego tartaku - czytamy w rozporządzeniu Rady Miejskiej z 8 maja 1884 roku.
Bogatsi, kiedy tylko mogli, jechali do „wód”, czyli obiektów sanatoryjnych, a w okresie letnim nad morze. Warto przypomnieć, że za czasów C.K. Austrii nasi pradziadowie wyjeżdżali ze swymi żonami nie nad Bałtyk, ale nad Adriatyk.
Najmodniejsze były trykoty
Nie byłbym typowym facetem, gdyby nie przedstawił porad stylistów dla pań, które w sezonie letnim opuszczały miasta i udawały się na wypoczynek. A jeżeli wypoczynek, to morze, a jak morze to plaża, a jak plaża to...coś co lubią mężczyźni, czyli skąpane w słońcu piękne kobiety, oczywiście w strojach kąpielowych.
- Otóż zauważyć muszę, że obecna moda zniosła dotychczasowe kostiumy spódniczkowe w ogóle z materiałów. Sport pływacki, który w tej dziedzinie nadaje ton modzie, doszedł do przekonania, że najlepszym i najelegantszym kostyumem kąpielowym jest trykot, ciemny lub czarny. To też obecnie nad brzegami morza zaczynają znikać owe kostyumiki płócienne lub jedwabne różnokolorowe, a natomiast panie występują w trykotach. Do poruszania się w wodzie są one bardzo wygodne, ale za to wymagają... bardzo zgrabnej figury - pisały „Nowości Ilustrowane” w 1912 roku.
Jacek Kachel
Na zdjęciu tytułowym: na pływani w Mikuszowicach w latach 50.
Oceń artykuł:
57 2
Autor: Jacek Kachel
Historyk, dzienikarz, fotograf. Autor dwudziestu książek
Galeria:
Komentarze 6
Ojciec mi opowiadał że w latach 50 był czynny, a woda do niego płynęła właśnie z potoku zasilającego tartak, ale przy pomocy drewnianych rynien, gdyż znajduje się on kilkadziesiąt metrów od tego potoku. Niestety nie udało mi się nigdzie trafić na jego zdjęcia w czasów świetlnosci













Klauzula informacyjna ›