Bielscy parlamentarzyści jeżdżą na potęgę, co wynika ze sprawozdań biur poselskich, które obejmują tzw. kilometrówkę. To pieniądze, jakie każdy poseł może wydać na przejazdy własnym lub innym samochodem w związku z wykonywaniem mandatu. Rekordziści pobrali z kasy Sejmu ok. 35 tys. zł, czyli przejechali w 2018 roku ponad 40 tys. kilometrów.

Kilometrówka to zwrot kosztów przejazdu posła w związku z wykonywaniem mandatu poselskiego samochodem własnym lub innym. W skali roku parlamentarzysta może w ten sposób rozliczyć kwotę do 35 103,60 zł (rekompensata za 1 km wynosi niecałe 84 gr). Jak łatwo obliczyć, aby pobrać takie pieniądze, trzeba w skali roku przejechać ponad 40 tys. km.

Sprawdziliśmy sprawozdania biur poselskich bielskich parlamentarzystów, w których rozliczana jest tzw. kilometrówka. W ub. roku maksymalną kwotę pobrał poseł Jerzy Jachnik z Kukiz’15 (35 103,60 zł), ale niewiele mniej wyjeździli Małgorzata Pępek z PO-KO (34 800 zł), Kazimierz Matuszny z PiS (34 695,74 zł), niezrzeszony Stanisław Pięta (33 367,56 zł), Mirosława Nykiel i Mirosław Suchoń z PO-KO (odpowiednio 32 700 zł i 31 625 zł) oraz Grzegorz Puda z PiS (30 000 zł).

Na tym tle słabo wypadają dwaj pozostali parlamentarzyści partii rządzącej. Stanisław Szwed rozliczył w ten sposób kwotę 20 589,92 zł (jako członkowi rządu przysługuje mu ministerialny samochód z kierowcą), a Jacek Falfus - 17 886,12 zł. Łącznie z tytułu zwrotu kosztów w związku z wykonywaniem mandatu poselskiego samochodem własnym lub innym bielscy posłowie pobrali ponad 270 tys. zł.

bak