Małą bielszczankę czeka kosztowna operacja. Rodzice walczą z czasem
13 czerwca 2017 roku na świat przyszła Sara Mazur z Bielska-Białej. Po porodzie lekarze stwierdzili widoczne wady u dziewczynki - zrośnięcie odbytu, znacznie skrócone przedramię prawej ręki oraz brak kciuka. Rodzice nie poddali się i cały czas walczą o zdrowie i normalne życie dla ich dziecka. Pomoc znaleźli u doktora Dror Paley’a.
Rodzice konsultowali się w Polsce z chirurgami zajmującymi się wadami wrodzonymi ręki. - Wszyscy od początku kierowali nas do Poznania, mówiąc, że to najlepszy ośrodek w Polsce, który jest na najwyższym poziomie. Nie było się tam łatwo dostać. Raz na dwa miesiące przyjmowano dziesięć osób. Pojechaliśmy na wizytę z wielkimi nadziejami i dowiedzieliśmy się, że… Sara nauczy się świetnie radzić z tym w życiu. Wizyta trwała osiem minut. Przez pięć lekarz walczył z programem na swoim komputerze. W końcu napisał jedno zdanie - „instruktarz z ćwiczenia i masażu ręki”. I wróciliśmy do domu - mówi Paweł Mazur, tata Sary.

Kolejna wizyta miała być za dwa miesiące, a po tym czasie rodzice dowiedzieli się, że lekarz już nie przyjmuje. Później mailowo korespondowali z kilkunastoma lekarzami z całej Polski. - Większość odsyłała do kolejnego doktora, kolejny do następnego, a ten znów do kogoś innego. W końcu umówiliśmy się na prywatną konsultację do Krakowa, na którą czekaliśmy cztery miesiące. Została odwołana… dzień przed - dodaje.
- Nie wiedzieliśmy już, kogo i gdzie pytać. Człowiek szuka już nawet w internecie i czyta jakieś głupoty. Później nie wiedzieliśmy, czy jechać na kolejne konsultacje. W pewnym momencie się z tym wszystkim pogodziłem - mówi Paweł.

W międzyczasie dzięki Fundacji Kochaj Życie, której Sara jest teraz podopieczną, udało się skonsultować z lekarzem z Florydy. - Wybraliśmy fundację, która sprowadza do Polski doktora Dror Paley’a. Dzięki niej Sarze udało się z listy rezerwowej wskoczyć na konsultacje, które odbyły w Warszawie. Tak naprawdę nie było już na nie miejsc, kiedy Sara się rodziła. Jednak udało się. Na 40-minutowym spotkaniu dowiedzieliśmy się wszystkiego. Kosztowało nas to 750 dolarów, ale były to najlepiej wydane pieniądze w naszym życiu. Mieliśmy przygotowanych bardzo dużo pytań. Zadaliśmy właściwie tylko jedno: „czy możemy sobie zrobić z panem zdjęcie?”. Doktor Paley od razu rozjaśnił sytuację. Ma niesamowitą wiedzę i podejście do pacjenta oraz problemu. Od razu podczas wizyty opisywał stan dziecka, etapy, na jakie podzielił leczenie i w których okresach trzeba je wykonać. Nie zdążyliśmy zamknąć jeszcze drzwi, a raport z wizyty był już na mailu - mówią rodzice.
Pierwsza operacja odbyła się 29 stycznia, podczas której lekarzowi z Florydy udało się uruchomić łokieć i przeprowadzić zabieg unaryzacji, czyli prostowania nadgarstka. Do ręki Sary zostały wszczepione druty, które trzymały nadgarstek w odpowiedniej pozycji.

Wszystko wyglądało rewelacyjnie. Niestety, po pewnym czasie okazało się, że wdała się rozległa martwica skóry. - Przez trzy miesiące cały sztab walczył o uratowanie skóry. Oczyszczali ją, zbierali martwy naskórek i okładali srebrem. Kiedy podjęli decyzję, że będzie potrzebny przeszczep, doktor Paley przyleciał specjalnie do Polski. Okazało się, że martwa tkanka oddzieliła się od zdrowej i skóra się odbudowuje - mówi Paweł.
Sara cały czas przechodzi ciężką i bolesną rehabilitację. We wrześniu został wyznaczony termin drugiej kosztownej i niezbędnej operacji. Trwa zbieranie funduszy, bowiem jej koszt to około 200 tys. zł. Do tego dochodzą jeszcze kosztowne rehabilitacje.

Podczas drugiej operacji lekarze mają uzyskać najważniejszą funkcję, jaką jest chwyt. Zabieg będzie polegał na wstawieniu palca wskazującego w miejsce kciuka. Wszczepione zostaną także mięśnie i ścięgna. Zbiórka prowadzona jest na stronie Fundacji Siepomaga.pl.
aj
Oceń artykuł:
27 5
Klauzula informacyjna ›