W letnie popołudnia i wieczory, a bywa, że i późną nocą, bielski Rynek oraz wiodące do niego urokliwe uliczki pulsują gwarem rozmów i muzyką. Zrobiło się światowo.

Atmosfera na starówce przypomina już taką, jaką znają bywalcy odwiedzający europejskie miasta i miasteczka, zwłaszcza na południu kontynentu. A ceny w bielskich lokalach, choć czasem wysokie, są jednak w miarę przystępne w porównaniu z tym, co za piwo, wino czy dobry posiłek trzeba zapłacić w Krakowie, Wrocławiu czy Warszawie.

Których lokali nie należy przegapić, wybierając się na bielski Rynek? Autorski przewodnik dziennikarza „Kroniki Beskidzkiej” jest dostępny w nowym numerze lokalnego tygodnika, który pojawi się w kioskach tradycyjnie w czwartek.

bb