Pierwszego dnia wakacji wielu turystów z całej Polski odwiedziło Beskid Śląski. Wczoraj schronisko na Szyndzielni pękało w szwach. W jadalni i na zewnątrz z wielkim trudem wypatrzyliśmy wolne miejsca. W restauracji chwilowo przeniesionej ze względu na remont na pierwsze piętro turyści mają do wyboru m.in. żurek, zupę pomidorową albo schabowego (27 zł). Poza kartą menu jest kubek gorącej herbaty z cytryną w wersji XL.

Cudze chwalicie, a swego nie znacie. Ta zasada nie zawsze się sprawdza. Beskidy są bardzo popularnym celem pieszych wędrówek. Na trasy wracają często bielszczanie, którzy przemierzali je przed laty, a dziś korzystają z dobrodziejstw wynikających z mieszkania praktycznie w górach.

Schronisko pękało w szwach

Gdyby nie wczorajsza burza i deszcz, dotarlibyśmy do Szczyrku, a ściślej mówiąc do sanktuarium maryjnego na Górce. Trasa jest wyjątkową widokowa i bardzo przyjemna do przemierzenia. Wręcz rekreacyjna. Tymczasem połowę dnia spędziliśmy, chroniąc się przed ulewą w schronisku na Szyndzielni.

- Są dni, kiedy nie mamy wolnych miejsc. Turystyka górska ma się bardzo dobrze - mówi kierownik schroniska. - Nic dziwnego, przecież tutaj można wypocząć, pooddychać świeżym górskim powietrzem, posłuchać śpiewu ptaków, poopalać się na polanie, z której rozciąga się przepiękny widok na Bielsko-Białą - dodaje.

Rzeczywiście. Pierwszy dzień wakacji zachęcił turystów z całej Polski do odwiedzenia pasma w Beskidzie Śląskim. Schronisko pękało w szwach. W jadalni i na zewnątrz z wielkim trudem wypatrzyliśmy wolne miejsca. W restauracji ze względu na remont chwilowo przeniesionej na pierwsze piętro turyści mają do wyboru m.in. żurek, zupę pomidorową albo schabowego (27 zł). Poza kartą menu jest kubek gorącej herbaty z cytryną w wersji XL.

- To wersja turystyczna. Kosztuje 5 zł - zachęca pani kelnerka. Po zdobyciu szczytu taki kubek herbaty smakuje najlepiej na świecie. W połączeniu z kontemplacją przyrody stanowi nieodłączny element górskich wojaży.

Wieża widokowa przy górnej stacji

Szyndzielnię (1028 m n.p.m. - według map i przewodników), szczyt wznoszący się na północ od Klimczoka, usytuowany pomiędzy dolinami Olszówki, Wapienicy i Białki w granicach administracyjnych Bielska-Białej, można zdobyć kilkoma trasami. Albo przejść z Cygańskiego Lasu przez Dębowiec i Cuberniok (2,5 godz.), z Cygańskiego Lasu przez Kozią Górkę (2,5 godz.), z Olszówki Dolnej przez Dębowiec (2 godz.), albo z Wapienicy (1,5 godz.) i z Klimczoka (45 min.).

Można także pokusić się o wjazd kolejką gondową, która stanowi atrakcję dla wielu turystów. Koszt biletu normalnego w jedną stronę wynosi 18 zł (ulgowy 14 zł). W obie strony odpowiednio - 25 zł i 18 zł. Kolejka została uruchomiona w 1953 roku i gruntownie zmodernizowana w 2017. Dwa lata wcześniej oddano do użytku 18-metrową wieżę widokową przy jej górnej stacji.

Schronisko leży w granicach gminy Wilkowice na wysokości 1001 m n.p.m. Obiekt został zbudowany w 1897 roku i jest najstarszym schroniskiem w polskich Beskidach. Architekturą nwiązuje do budowli alpejskich z charakterystyczną wieżyczką. Ciekawostką jest, że w pokoju na wieży zamontowano stację meteorologiczną, na parterze była winiarnia, a nieopodal schroniska znajdowała się skocznia narciarska i tor saneczkowy. Poniżej jest alpinarium o powierzchni około 400 m², które zostało założone w 1905 przez bielskiego muzealnika i przyrodnika Edwarda Schnacka z inicjatywy ówczesnego prezesa Beskidenvereinu, Wilhelma Schlesingera. Kilka lat temu odnowione i przywrócone dla odwiedzających.

xxx

Na szlak wkrótce powrócimy. Tym razem na podstawie archiwalnych fotografii skonfrontujemy przeszłość z teraźniejszością. Jak bardzo zmieniły się szlaki górskie na przestrzeni lat? Czy cywilizacja zmieniła ich oblicze?

Tekst i foto: Katarzyna Górna-Oremus