W Akademii Techniczno-Humanistycznej w Bielsku-Białej odbyło się wczoraj VI Beskidzkie Dyktando o Pióro Prezydenta Miasta i tytuł Beskidzkiego Mistrza Ortografii. Wręczono nagrody w czterech kategoriach, a wśród VIP zwyciężył Marek Hetnał, wiceprezes bielskiej spółki ZIAD. Patronem honorowym dyktanda jest prof. Jerzy Bralczyk. Podajemy pełny tekst zadania!

VI Beskidzkie Dyktando o Pióro Prezydenta Miasta Bielska-Białej oraz tytuł Beskidzkiego Mistrza Ortografii, podobnie jak w poprzednich latach, miało formułę otwartą, co oznacza, że mogli wziąć w nim udział mieszkańcy Bielska-Białej i powiatów: bielskiego, cieszyńskiego, oświęcimskiego, żywieckiego i pszczyńskiego. Spośród 303 uczestników zgłoszonych do konkursu ortograficznego jury wyłoniło laureatów w czterech kategoriach.

Kategoria Młodziki (uczniowie klas 7 i 8 oraz III gimnazjów) - Tomasz Chrobak
Kategoria Junior (uczniowie szkół średnich) - Martyna Więzik
Kategoria Open (wszyscy uczestnicy) - Tomasz Chrobak
Kategoria VIP (osoby imiennie zaproszone przez organizatorów) - Marek Hetnał
 
Tekst tegorocznego dyktanda:

Będąc gościem w Beskidach, u podnóża Pilska, student etnografii z Kędzierzyna-Koźla zbiera materiały do pracy na temat zwyczajów świątecznych tutejszych górali.
Skarbcem wiedzy stanie się dlań Hela Pawlusowa, ciągle żwawa prababcia, choć słabowidząca. Dużo wie i pamięta, a nie mniej ma też zapisane - w spadku po wuju dostała notatki na kartkach postrzępionych, lecz wciąż lśniąco białych.

Student dowie się zatem, co to połaźnica: niegdyś drzewko świąteczne wieszane pod stropem (nawet nie najładniejsze doczeka Trzech Króli). Będzie umiał rozpoznać jukacy żywieckich w maskach z kawałka baraniego runa i czapkach w formie stożka z kulistym pomponem. Zwyczaj przetrwał do dzisiaj - czasem już w sylwestra (częściej po północy) przy trzasku batów składają życzenia, by w nowym roku nie zabrakło szczęścia, a w spiżarniach na co dzień pełno było jadła.

Góralskie zapusty to także sezon przebierańców - diabłów w kruczoczarnych, długich pelerynach, z różkami w kształcie zgrabnych półksiężyców (krwistoczerwonych, rzadziej rdzawozłotych). Najbardziej aktywni od tłustego czwartku - z krzykiem i hałasem odwiedzali domy, licząc na parę groszy i miniprzekąskę.

W śmigus-dyngus, zwany gdzieniegdzie śmigorzem, panny były nie tylko polewane wodą, ale i chłostane gałązką jałowca, by zmyć ślady zimowej chandry i apatii.

Cóż by dodać? Hela ma w zanadrzu więcej opowieści, niekoniecznie o świętach i dawnych zwyczajach. Wokół nie brak wszak legend, anegdot i gawęd - pół fantastycznych, pół realistycznych historyjek o bandach lokalnych zbójników, co hasali po zboczach sławnej góry Grojec. Mógłby to być temat na kolejną pracę?

bb

Foto: MDK