Korpus zapory jak galareta. Pęknięcie zbiornika zagraża Bielsku-Białej?
Strażacy od blisko doby walczą o obniżenie poziomu wody w zbiorniku w Wilkowicach. Korpus zapory jest jak galareta i kolejne opady deszczu mogą spowodować jego przerwanie. Taka sytuacja nie tylko doprowadziłaby do zalania kilkudziesięciu domów w Wilkowicach, ale również znacząco podwyższyła poziom wody w Białej. Potencjalne błędy w budowie zbiornika wskazuje ekspert.
Adam Bolesta jest m.in. autorem opracowania o osuwisku w Międzybrodziu Bialskim, które uaktywniło się po powodzi w 2010 (artykuł znajdziesz TUTAJ). Tym razem ekspert publicznie wypowiedział się na temat możliwości rozszczelnienia zbiornika retencyjnego w Wilkowicach. Jego zdaniem, w tym przypadku nakłada się na siebie kilka poważnych wad projektu oraz wykonawstwa zapory. Listę problemów zidentyfikował na podstawie interpelacji poselskiej (najprawdopodobniej chodzi interwencję poseł Małgorzaty Pępek z początku 2018 roku i odpowiedź Ministra Gospodarski Morskiej i Żeglugi Śródlądowej - dostępne są TUTAJ).
Zdaniem eksperta, połączenie popełnionych błędów może doprowadzić do katastrofy obiektu. Adam Bolesta na podstawie zebranych informacji zakłada, że nie wykonano m.in. odwodnienia stoku, a woda napływająca ze wzgórza trafia prosto w korpus zapory. Innym problemem może być wadliwe wykonany drenaż powierzchniowy skarpy odpowietrznej, umożliwiający wnikanie wody opadowej. Najprawdopodobniej wadliwie zaprojektowano również urządzenia upustowe zbiornika. Te nie potrafią sobie poradzić z napływem wody, która nie była rekordowa.
- Na każdym zbiorniku, z którym miałem dotychczas do czynienia, obowiązywała zasada przepływu kontrolnego. Czyli musimy oddać do rzeki tyle, ile maksymalnie może dopłynąć z określonym prawdopodobieństwem wystąpienia. Opady w zlewni absolutnie nie były rekordowe. Raczej to 30-40 proc. rekordu - stwierdza fachowiec z branży budownictwa wodnego.
Zagrożeniem jest nasiąknięty wodą korpus. - Zaczyna przypominać galaretę, a nie obiekt hydrotechniczny. W takiej sytuacji może zwyczajnie stracić stateczność, zwłaszcza, że cały czas dostaje strumień wody w prawy przyczółek. Jeśli straci stateczność, to rozpadnie się w ciągu 20-30 sekund, a opróżni w ciągu maksimum dwóch minut. To moje szacunki w oparciu o inne tego rodzaju zdarzenia.
- Fala, która w takiej sytuacji zejdzie - załóżmy, że w zbiorniku będzie wtedy jedynie 30 tys. m3 wody - może mieć od 250 do 500 m3/s. Zniszczy dużo więcej niż tylko 25 domów w Wilkowicach. Spowoduje przede wszystkim katastrofalną powódź na Białej. Dla porównania w czwartek maksymalnie płynęło nad ranem Białą ledwie 55 m3/s. Dlatego sytuacja jest tak groźna - kończy Adam Bolesta.
bak
Foto: Nowe Studio
Oceń artykuł:
62 6Komentarze 40
Fakt napisania jednego artykułu nie czyni z nikogo eksperta. Pan Bolesta nie jest znany w środowisku zajmuje się jedynie publicystyką. W tym przypadku opiera się dodatkowo na nieprawdziwych faktach zaczerpniętych z Internetu.
połączenie z Antonim robi wrażenie
i ta logika
1. Poziom maksymalny zależy od wysokości grzbietu przelewu awaryjnego, co oczywiste.
2. "Zestruganie" od góry kesonu przelewowego (jeśli ta pionowa spłaszczona żelbetowa megarura nie nazywa się keson, to przepraszam) pewnie nie wchodzi w grę, no i jest raczej nieodwracalne .
3. Lepiej wyciąć w ścianie kesonu odpowiedni otwór/otwory na odpowiedniej lub najniższej możliwej wysokości lub wręcz wyciąć od góry do dołu pionowy segment gwarantujący, że woda w zbiorniku nie będzie się niebezpiecznie gromadzić (do czasu zakończenia wszystkich postępowań, przetargów, rozbiórki, ewentualnej naprawy i innych polek).
4. Oczywiście zakładam, że przepustowość sztolni przelewu awaryjnego jest większa od natężenia ewentualnego dopływu maksymalnego.
Tak w ogóle pozostają 2 pytania co na te rewelacje mają do powiedzenia panowie: Klimaszewski oraz Okrzesik, być może pewnego pięknego dnia przyjdzie się zmierzyć z problemem tez zapory w sąsiedniej gminie, która może nie wytrzymać kolejnego naporu wody, cóż nasze miasto zostało wywołane do tablicy.
Po drugie jeśli w gminie Wilkowice, wiedzieli, że nadchodzi nad Polskę niż, który przyniesie dużo deszczu, czy nie można było zbiornika opróżnić aby mógł on przyjąć dodatkową wodę, spowodowaną ulewnymi deszczami, które przekraczają jedną lub dwu miesięczną normę przewidzianą dla naszego regionu?
Nie wyobrażam sobie że gmina Wilkowice nie ma planu B i C w razie kiedy plan A zawiedzie, to niedopuszczalna sytuacja. Wypompowywanie wody przez strażaków to na pewno plan B nie jest, jakby intensywne opady się utrzymały przez kolejne 10-12 godzin,to nawet 20 pomp by nic nie dało, człowiek z siłą natury nie wygra.
Jaka jest wiarygodność owego pana Adama Bolesty??
- właśnie, po co?
- nikt nie wie, nie trzeba się więc obawiać, że ktoś zapyta. Jako konsultanci dostajemy premię od wartości kontraktu, więc im jest droższy, tym ... Koniaczek?
- podwójny, stać mnie!
To nie może być prawda, kto to projektował, student 1. roku na zaliczenie?

Klauzula informacyjna ›