Zdaniem byłego prezydenta miasta, a obecnie radnego Bielska-Białej, Jacka Krywulta, tak właśnie jest. Radnego Krywulta zirytował bowiem zarzut, że za jego kadencji doprowadzono do niszczenia jednego z bielskich zabytków. Pomówiony urzędnik radzi tymczasem radnemu, żeby się zastanowił zanim się odezwie.

Były prezydent na sesjach Rady Miejskiej jest raczej powściągliwy i rzadko się odzywa. Ale jeśli już zabierze głos, wygłaszane przez niego opinie niejednemu mogą pójść w przysłowiowe pięty. Tym razem podczas ostatniej sesji oberwało się miejskiemu konserwatorowi zabytków, tyle, że niesłusznie. Po tym, jak radny Konrad Łoś zaprezentował fotografie zrujnowanej, zabytkowej willi przy ul. Działkowców w Wapienicy, którą miasto postanowiło sprzedać.

Wywołany do tablicy

Radny Łoś wprost dał do zrozumienia, że wina za taki stan zabytku leży po stronie byłych władz miasta. Oliwy do ognia dolał zaś jego partyjny kolega, radny Roman Matyja, dziwiąc się, „jak można przez lata nic nie robić”. - To działanie na szkodę gminy - oświadczył zbulwersowany radny Matyja.

Na reakcję nie trzeba było długo czekać. Wywołany do tablicy poczuł się, rzecz jasna, były prezydent miasta. - Nic o tym zabytku nie wiedziałem i nie słyszałem - tłumaczył radny Jacek Krywult. - To zresztą absolutnie wina konserwatora miejskiego. Gdzie był do tej pory? Powinien się zajmować zabytkami skoro jest konserwatorem zabytków. Jego szczęście, że byłem w szpitalu. Konserwator wygaduje głupoty.

Ostatnie zdanie były prezydent odniósł do sytuacji, w której - jak przekonywał - zabytek niszczeje i konserwator nic w tym temacie nie mówi, a zabiera głos dopiero wówczas, gdy ktoś dokonuje remontu. - Ruina mało się nie zawali, a on zajmuje się oknami, że mają być barokowe - kpił radny Krywult.

To było mało eleganckie

W odpowiedzi radny Konrad Łoś przypomniał, że za majątek gminy odpowiada prezydent miasta.

Miejski konserwator zabytków, Piotr Kubańda, nie mógł się bezpośrednio odnieść do słów swojego byłego szefa, bo był na sesji nieobecny. Dlatego po posiedzeniu Rady Miejskiej zapytaliśmy urzędnika wprost, dlaczego wygaduje głupoty zamiast zajmować się zabytkami.

- Powiem tak: pan były prezydent powinien raczej nieraz milczeć niż się odzywać - twierdzi konserwator. - Nie jeden raz byłem atakowany przez prezydenta, bo ośmieliłem się powiedzieć „nie”. Cóż mogę dodać? To było mało eleganckie z jego strony tym bardziej, że jako były prezydent miasta doskonale się orientuje, jakie są kompetencje konserwatora zabytków. Nie posiadam na swoim urzędzie budżetu, który pozwoliłby w sposób satysfakcjonujący zabiegać o nasze zabytki. To domena właściciela tych obiektów, którym jest gmina, a nie konserwator. Tyle w temacie - kończy Piotr Kubańda.

KJ