Właściciele inwestycji przy ulicy Józefa Braka w Bielsku-Białej skarżą się, że zalewają ich sąsiedzkie ścieki i wody opadowe. - Dostają mandaty i nic sobie z tego nie robią - narzeka deweloper. - Tyle na tym etapie można zrobić. Takie są procedury wynikające z prawa - tłumaczą w magistracie.

- Ręce opadają, dosłownie - mówi Magdalena Jeruzel-Zajdel, właścicielka firmy będącej inwestorem przy ulicy Braka. - Prowadzimy tu budowę kilku domków, ale ta sprawa dotyczy też innych prywatnych właścicieli, którzy budują swoje domy. Jesteśmy cały czas zalewani ściekami i wodami opadowymi z pobliskich kilku domów.

Deweloper twierdzi, że już kilka miesięcy temu zgłosił sprawę w wydziale ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej. - Skończyło się na tym, że przyjechała Straż Miejska i wlepiła mandaty - tłumaczy pani Magdalena. - Ale nic to nie dało. Tylko jeden z sąsiadów podłączył się wreszcie do kanalizacji. A dzisiaj, po opadach, zalało nas totalnie. Przecież to nie jest normalne!

W Ratuszu potwierdzono nam, że prowadzone jest postępowanie w sprawie skargi z ulicy Braka. - Była tam inspekcja i faktycznie potwierdzono nieprawidłowości - informuje Tomasz Ficoń, rzecznik bielskiego magistratu. - Sprawę zgłoszono do Straży Miejskiej. Tyle na tym etapie można zrobić. Takie są procedury wynikające z prawa. W każdym razie będzie tam kolejna wizja terenowa.

- Ja rozumiem, że są procedury, też ich przestrzegam jako firma prowadząca inwestycje - twierdzi nasza rozmówczyni. - Tu nie chodzi jednak o karanie mandatami, ale o to, aby doprowadzić sytuację do normalności skoro już wiadomo, że ktoś łamie przepisy i po prostu truje środowisko, a przy okazji uniemożliwia nam normalną pracę.

Sprawą ma się też zająć, jak się dowiadujemy, nadzór budowlany. Do tematu wkrótce wrócimy.

KJ

Zdjęcie wykonano we wtorek, 30 kwietnia.