Awantury, libacje, wyzwiska. Co zrobić z niechcianym sąsiadem?
Do tak ekstremalnych przypadków, jak ten, który zdarzył się niedawno przy ul. Cieszyńskiej w Bielsku-Białej, gdzie prawdopodobnie jeden z lokatorów spowodował wybuch i pożar kamienicy, dochodzi na szczęście niezwykle rzadko. Uciążliwi sąsiedzi istnieją jednak i dają innym w kość. W bielskim ZGM przekonują, że sygnały w podobnych sprawach nigdy nie pozostają bez echa. Na końcu tej drogi jest procedura eksmisyjna.
- Ten człowiek mieszkał pomiędzy nami od ośmiu lat i cały ten czas sprawiał jakieś problemy - mówi Agata Grabowska, jedna z osób poszkodowanych podczas pożaru przy ul. Cieszyńskiej. - Nikt z nas jednak nawet w najczarniejszych snach nie przypuszczał, że może zrobić coś tak okropnego.
Uciążliwe zbieractwo
Grabowscy mieszkali na poddaszu kamienicy od dwudziestu lat. W jednej praktycznie chwili stracili dobytek całego życia. - Zostały nam tylko jakieś dokumenty - wzdycha ze smutkiem pani Agata. - Wciąż trudno uwierzyć w to, co się stało. Dobrze, że wszyscy żyjemy…
Mężczyzna podejrzany o podłożenie ognia nie przyznał się do winy. Został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Tymczasem jednak na bielskich osiedlach, w tym w domach zarządzanych przez Zakład Gospodarki Miejskiej, wciąż są osoby, które swoim zachowaniem i postępowaniem wzbudzają niechęć pozostałych lokatorów.
Nie są to na szczęście, jak twierdzi ZGM, sytuacje nagminne (w ciągu roku do ZGM napływa około 30 skarg na uciążliwych lokatorów), ale - jak się okazuje - nie w liczbach jest problem. Mężczyzna z kamienicy przy ul. Cieszyńskiej był znany głównie z tzw. zbieractwa. I tylko to było przedmiotem skarg jego sąsiadów.
Awantury, libacje i wulgaryzmy
- Skargi są bardzo zróżnicowane - mówi Krzysztof Kwiatkowski, zastępca dyrektora ZGM. - Dotyczą takich sytuacji, jak głośne zachowanie dzieci, uciążliwe parkowanie, wyprowadzanie zwierząt na terenie nieruchomości, zagracanie korytarzy, wulgarne zachowanie, zakłócanie ciszy nocnej, naruszanie porządku domowego poprzez urządzanie libacji w lokalu.
Dyrektor Kwiatkowski twierdzi, że takie sygnały nigdy nie pozostają bez echa. ZGM najpierw przeprowadza własny wywiad w sprawie, konsultuje się z policją i Strażą Miejską. Jeśli skargi się potwierdzają, lokator dostaje pisemne upomnienie, przeprowadzana jest z nim rozmowa, a kiedy i to nie odnosi zamierzonego skutku, wypowiadana jest umowa, a w konsekwencji sprawa trafić może do sądu. Dopiero tam decyduje się, czy dana osoba będzie eksmitowana i dokąd. - W ciągu roku jest to zaledwie kilka przypadków - tłumaczy dyrektor ZGM.
Mężczyzna podejrzany o podłożenie ognia w budynku przy ul. Cieszyńskiej nie był objęty procedurą eksmisyjną. ZGM przeprowadzał z nim rozmowy jedynie w sprawie zaśmiecania i znoszenia do mieszkania rupieci. Nikt jednak nie przypuszczał, że może być zdolny do aż takiego czynu. Zapytaliśmy jednak policję, czy w przeszłości był karany za podobne rzeczy. - Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam - oświadczył nam Roman Szybiak z KMP w Bielsku-Białej.
KJ
Oceń artykuł:
20 6Komentarze 13
Ba, nawet ten człowiek opisany w artykule, pod odbyciu ewentualnej kary, jeżeli zostanie uznany za winnego, prawdopodobnie otrzyma jakiś lokal i znowu ktoś będzie miał z nim problem. W Polsce nie ma czegoś takiego jak eksmisja na bruk, więc eksmitowany najczęściej znowu ma sąsiadów którym stwarza problemy, jak nie w budynku to w otoczeniu.

Klauzula informacyjna ›