Wojna o Bolka i Lolka. Kim jest i czego żąda tajemnicza spadkobierczyni?
Dotarliśmy do osoby, która sprawiła, że z kanału Studia Filmów Rysunkowych na YouTube zniknęły filmy z udziałem Bolka i Lolka. Jak przekonuje spadkobierczyni praw do filmów, to nie pieniądze są powodem wniesienia zastrzeżeń, a dbałość o pamięć Władysława Nehrebeckiego i oburzenie rzekomo samowolnymi decyzjami bielskiego Studia Filmów Rysunkowych.
Zaledwie kilka dni można się było cieszyć kreskówkami z udziałem Bolka i Lolka zamieszczonymi na kanale Studia Filmów Rysunkowych w portalu YouTube. Na skutek zastrzeżenia jednego ze spadkobierców praw do filmów zostały one przez studio 1 kwietnia wycofane z kanału. Po tej decyzji i publicznym ogłoszeniu jej powodów w internecie zawrzało, a większość czytelników nie zostawia suchej nitki na domniemanym sprawcy zamieszania. Jak więc są powody, dla których przytoczony spadkobierca wniósł zastrzeżenia? I kto nim jest?
Nie o pieniądze chodzi
Marzena Nehrebecka, córka Władysława Nehrebeckiego, od lat, jak się okazuje, toczy prawny spór ze Studiem Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej. I to ona wniosła wspomniane zastrzeżenia co do możliwości umieszczenia na kanale YouTube filmów z udziałem Bolka i Lolka. Powodem jednak, jak przekonuje nasza rozmówczyni, nie są względy finansowe.
- Gdyby chodziło jedynie o pieniądze, wówczas ścigałabym prawnie jako spadkobierca mojego ojca prywatne osoby, które od dawna zamieszczają odcinki filmów z Bolkiem i Lolkiem w internecie - tłumaczy pani Marzena. - Ale nie robię tego, bo wychodzę z założenia, że przeciętny Kowalski nie do końca orientuje się w prawie. Jednak gdy prawo w tym względzie pomija w części taka instytucja państwowa, jak Studio Filmów Rysunkowych, które powinno stać na straży tego prawa, to nie mogę postąpić inaczej. Tu chodzi o pamięć mojego ojca, o jego dorobek twórczy i prawa do niego.
Troska o pamiątki
Marzenie Nehrebeckiej w szczególności chodzi - jak twierdzi - o filmy „Bolek i Lolek na Dzikim Zachodzie” oraz „Bolek i Lolek w Europie”. Jej zdaniem, bielskie studio do obu tych filmów nie ma w całości praw. - I do jeszcze paru innych z lat 80. ub. wieku - dodaje nasza rozmówczyni. - Poza tym z roszczeniami wobec bielskiego studia wystąpiłam już wiele lat temu i do dzisiaj sprawy te nie zostały załatwione, bo brak jest dobrej woli po drugiej stronie.
Pani Marzenie nie podoba się też, że SFR wyprzedaje na aukcjach pamiątki po jej ojcu. - Tato zostawił takie ilości rysunków, folii animacyjnej i rekwizytów związanych z Bolkiem i Lolkiem, że, jak mówił jeszcze przed śmiercią, można by to zgromadzić w odrębnym budynku. Pytam się więc, gdzie to wszystko się podziało?!
Lepsza ugoda niż wojna
Córka Władysława Nehrebeckiego przekonuje, że nie zależy jej na wojnie z kimkolwiek, tym bardziej z bielskim studiem. - Uważam, że to studio powinno zwrócić się do mnie i innych uprawnionych o zawarcie ugody. Trzeba po prostu rozmawiać na równych zasadach, a nie stosować uniki, jak to się dzieje do tej pory - tłumaczy pani Marzena. - Chciałabym po prostu zobaczyć rzeczy ojca, które zostawił w swojej pracowni. Chciałabym godnie czcić jego pamięć, bo zrobił coś wspaniałego dla nas wszystkich.
***
Do zarzutów Marzeny Nehrebeckiej odniósł się dyrektor Studia Filmów Rysunkowych Andrzej Orzechowski: - Wycofaliśmy filmy z kanału YouTube, żeby nie eskalować konfliktu. W przypadku wspomnianych filmów z lat 80. pani Marzena Nehrebecka wykorzystuje fakt, że zawarta nie za mojej dyrekcji umowa studia ze spadkobiercami była faktycznie wątpliwej jakości. Ta sprawa jednak już się przedawniła i nie łamiemy tu żadnego prawa. Co do pamiątek, to nie prowadzimy żadnej ich sprzedaży. Tylko raz przekazaliśmy jedną sztukę - był to drobny gadżet - na cele Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, w szczytnym więc celu. Czym innym są projekty plastyczne twórców, które przechowujemy, a czym innym celuloidy, które jeszcze za dawnych czasów były rzeczywiście rozdawane np. dzieciom odwiedzającym studio.
Dyrektor Andrzej Orzechowski zapewnił portal, że SFR również jest zainteresowane zawarciem ugody. - Ale do tego trzeba dobrej woli dwóch stron - dodaje.
KJ
Foto: ARC Romana Nehrebeckiego
Oceń artykuł:
29 22Galeria:
Komentarze 31
Zgłosiłam bezpośrednio do kanału YouTube naruszenie przez Studio Filmów Rysunkowych praw do filmów: „Bolek i Lolek na Dzikim Zachodzie” (86) i serii „Bolek i Lolek w Europie”. Zostały one wyprodukowane nielegalnie z naruszeniem nie tylko moich praw, które odziedziczyłam po ojcu, ale także Leszka Lorka i Alfreda Ledwiga. Nie miały nawet prawa się ukazać, bo studio nigdy nie nabyło kompletu praw po moim ojcu, a zezwolenie na tą produkcje udzielone przez Alfreda Ledwiga ( współautora plastycznego) sąd uznał za udzielone pod presją i bezskuteczne. Także Jan i Roman Nehrebeccy wypowiedzieli SFR cesje praw po ojcu ze względu na „naruszenie osobistych i majątkowych praw Władysława Nehrebeckiego”.
Z roszczeniami wystąpiłam juz wiele lat temu, ale do tej pory ja i znakomita część właścicieli praw byliśmy lekceważeni a nasze pisma pozostawały bez odpowiedzi.
Nie może być tak, że Państwowa Instytucja Kultury dla której przepisy i prawa twórców powinny być świętością w sposób absolutnie świadomy je ignoruje. Postępowanie Sfr ma o wiele wiekszą wagę niż działania przypadkowych użytkowników zamieszczających filmy z Bolkiem i Lolkiem w sieci.
Nie ma zgody na to by instytucja, która wprowadza w błąd co do autorstwa, lub co najmniej lekceważy obowiązek informacyjny a także bez porozumienia z twórcami udziela zgód i zezwoleń na zmiany w utworach i takie pokaleczone prezentuje za granicą decydowała o udostępnieniu utworów mojego ojca i czerpała z tego tytułu profity. Czółowki wielu filmów nie są zgodne z wyrokami sądowymi a przykładowo w Anglii w serii filmów z Bolkiem i Lolkiem (funkcjonujących tam jako Jym&Jam) podmieniono bez jakiejkolwiek zgody dźwięk, zmieniono czołówkę z której usunięto informację iż filmy zostały zrealizowane pod nadzorem Władysława Nehrebeckiego co miał zagwarantowane w umowie na konsultację wszystkich serii z Bolkiem i Lolkiem.
Nie ma też zgody i na to by Sfr rozsprzedawało ostatnie istniejące rysunki, folie animacyjne czy użyte do realizacji filmów rekwizyty na aukcjach internetowych, jak to do niedawna miało miejsce. W jednym ze swoich ostatnich wywiadów mój ojciec mówił z dumą, że SFR zgromadziło taka ilość rysunków i dekoracji że trzeba będzie wybudować osobny budynek na muzeum. Gdzie to się wszystko podziało? Gdzie są ostatnie pozostawione w studio scenariusze mojego ojca do „Kosmicznej podroży Bolka i Lolka”?
Te wszystkie rzeczy powinny być pieczołowicie kolekcjonowane i przechowywane a nie wyprzedawane na aukcjach internetowych. Nie powinny trafiać w prywatne ręce a tylko dzięki mojemu zaangażowaniu jeden wyprzedawanych eksponatów znalazł się w muzeum.
Od lat już skupuję i zbieram folie filmowe, stare czasopisma z artykułami dotyczącymi mojego ojca, jego prace, rysunki. Udało mi się nawet dotrzeć i nabyć jedyny znany w Polsce egzemplarz komiksu autorstwa mojego ojca wydany w 1947 roku oraz kilka innych z tego okresu. Chciałabym żeby ludzie znali jego dorobek, wiec póki co udostępniam informacje o tym na tej stronie ale kiedyś zmierzam przekazać to do muzeum.
Co mnie martwi, to to ,że nie ma tego gdzie zdeponować. Nie ma żadnej izby pamięci twórców, a przecież nie zaniosę tego do bielskiego studia tylko po to żeby zobaczyć że zostało to później gdzieś sprzedane bądź dowiedzieć ,że zaginęło. Jest jeszcze Muzeum Dobranocek, ale oni maja swoja siedzibę w Rzeszowie. Czy nie jest tak, że prace twórców bielskiego studia powinny być do obejrzenia w mieście w którym powstawały? Niestety nawet w projektowanym Centrum Bajki i Animacji nie znalazło się miejsce na taką izbę pamięci. Uważam też, że SFR powinno podjąć wszelkie działania aby zlokalizować i odzyskać jak najwiecej zaginionych eksponatów. Tymczasem nikogo to nie obchodzi.
Oczywiście, że w wielu sprawach można się porozumieć, ale wszyscy muszą tego chcieć, wzajemnie się szanować, odpowiadać na pisma. Po prostu współpracować bez uprawiania samowolki. Po europejsku a nie polskimi zaściankowymi metodami. Należy unieść dywan i wymieść latami zamiatane pod niego śmieci. Ale oczywiście do tego potrzeba jest dobra wola obu stron.Tej po stronie bielskiego studia niestety brak.
Marzena Nehrebecka
I straca wszyscy. Pani Nehrebecka, Studio filmow Rysunkowych, stracą dzieci, straci miasto swoja wizytowke.
Osobiscie apeluje do SFR i P. Nehrebecka o dialog w celu dzielenia sie dobrem regionu zamiast chowaniem tego dobytku w piwnicy


Klauzula informacyjna ›