Było nas całkiem sporo. Osób, które w dzieciństwie połknęły haczyk pod nazwą akwarystyka. Jeszcze trzy dekady temu po rybki akwariowe, im bardziej egzotyczne, tym lepiej, ustawiała się długa kolejka. Dziś coraz trudniej o świadomego hodowcę. A jeśli już taki się znajdzie, to z pewnością pomogą mu w Tilapii. - Potrafimy stworzyć podwodny raj w niemal każdej przestrzeni - mówi pan Marek, założyciel małego sklepiku w sercu Bielska-Białej.

Ten podwodny świat znajduje się opodal ul. 11 Listopada, trzeba tylko wiedzieć gdzie skręcić. Sklepik mieści się w niepozornej kamienicy, jedno pomieszczenie wypełnione po brzegi akwariami (ul. Szkolna 10). Jest ich blisko setka, a zawartość każdego zachwyca. Chyba nie ma klienta, który nie zatrzymałby wzroku na morskim świecie za szybą.

Przetrwał pustki na deptaku

To skok w przestrzeni do zupełnie innego miejsca. Z zimowej stolicy Podbeskidzia na Bali, Sri Lankę, do Indonezji, Kenii czy na Hawaje. Jeśli porównać to miejsce do jego odpowiedników w centrach handlowych, to ma ono swój niepowtarzalny klimat, który pozwolił mu przetrwać ekonomiczną zawieruchę i pustki na głównym deptaku miasta.

- Miejsce specjalizuje się tylko w akwarystyce. Nie chodzi o wielką sprzedaż, ale o pasję. Tyle lat tutaj przychodzę. Tutaj kupowałem pierwsze rybki do akwarium i wciąż wracam, bo wiem, że mogę liczyć na rozmowę, a przede wszystkim na fachową poradę - mówi Seweryn, który ma w domu dwa akwaria z Tilapii.

Kiedyś ludzie chętnie zakładali akwaria. - Byli bardzo świadomi, chcieli się uczyć tej dyscypliny. Teraz jest inaczej. Ci, którzy zdecydują się na akwarium czynią to bardzo często ze względów dekoracyjnych. Uważają, że jest to ciekawe rozwiązanie w domu - przekonuje Marek Osierda, który w 1990 roku założył dziś jeden z najbardziej cenionych sklepów zoologicznych w regionie. Wystarczy poczytać opinie zamieszczone w sieci, aby się o tym przekonać.

Rybki z sieci

- Gdy zaczynałem pracować, to 20 proc. moich klientów, to były dzieci. Przychodziły ze słoikami, woreczkami i kupowały mieczyki, molinezje, gupiki, skalary, neonki. To co akurat było na stanie. Była w nich pasja, która przetrwała lata i trwa po dziś dzień. Mam stałych kupców, którzy dorastali na moich oczach. To dzięki nim dalej istniejmy - dodaje akwarysta.

Pan Marek stara się trzymać rękę na pulsie. Był czas, kiedy nawet otworzył wirtualny sklep. - Nie wypaliło. Jest bardzo duża konkurencja, która tylko czeka na potknięcie. Poza tym cenię sobie kontakt w realu. Rozmowę i spotkanie z osobą, której zależy na ładnym akwarium - twierdzi. Sklepikarz ubolewa, że tak rzadko jego progi przekracza młodzież. Może jakieś dziecko zainspirowane bajką „Gdzie jest Nemo” zabłądzi w okolice?

- Teraz można mieć akwarium na wyświetlaczu telefonu. Nie potrzeba specjalnej wiedzy ani dodatkowych obciążeń związanych z obowiązkami. Wielka szkoda. Ubolewam nad tym, bo przecież akwarium wycisza, buduje naszą obowiązkowość, a przede wszystkim przynosi radość i satysfakcję. Jak to możliwe, że w ciągu zaledwie kilku dekad tak bardzo zmieniło się to wszystko? - zastanawia się nasz rozmówca.

Odskocznia od szarej codzienności

Ci, którzy urodzili się przed kilkoma dekadami wiedzą, że zakup pięknego mieczyka graniczył z cudem. Wielu kupowało poradniki, aby przygotować się do opieki nad akwarium, aby stanowiło ono powód do dumy. W Bielsku-Białej odbywały się nawet spotkania hodowców i miłośników akwarystyki. Dziś wybór jest znacznie większy.

- Jest akwarystyka słodkowodna. Tutaj chyba ostatnim szczeblem jest hodowla pyszczaków, a później można pomyśleć o morskim akwarium. Mamy bardzo wiele ciekawych propozycji w tym zakresie. Koralowce, rybki, doskonałe środki, które sprawiają, że akwarium wygląda tak, jak powinno. Choć tutaj trzeba mieć jeszcze większą wiedzę. I nie jest to bardzo kosztowne hobby. Myślę, że w świecie wypełnionym kakofonią dźwięków dobrze jest pomyśleć o takiej odskoczni od szarej codzienności. Akwarium może przynieść spokój, a my potrafimy go zbudować od podstaw - zachęca Marek Osierda.

Katarzyna Górna-Oremus