Czy w Bielsku-Białej można zjeść tanio, zdrowo i smacznie? To pytanie zadał sobie w 1992 roku jeden z reporterów Dziennika Beskidzkiego, ale po upływie ponad ćwierćwiecza jest ono nadal aktualne. - Do dzisiaj trudno znaleźć w Bielsku miejsce, w którym przyjemnie i szybko można zjeść urozmaicony posiłek, a gdy jeszcze nie chce się na to wydawać wiele pieniędzy, zadanie staje się wręcz niewykonalne - pisał redaktor MŁ. Jak jest teraz?

"Jeśli kochacie jakieś miasto i dużo po nim spacerujecie, wasze ciało, nie wspominając już o duszy, uczy się rozkładu ulic, także w chwili smutku, gdy smętnie sypie śnieg, nogi same niosą was na ulubione wzgórze" - napisał Orhan Pamuk. Naszym zdaniem miał rację. Dlatego zapraszamy Państwa do Bielska-Białej sprzed trzech dekad, które opisywał reporter Dziennika Beskidzkiego. Był to pierwszy papierowy dziennik na Podbeskidziu, który ukazywał się w latach 1992-1995. Czasy nieodległe, a tak dawne i odmienne od dzisiejszej rzeczywistości. Jak bardzo zmieniło się nasze miasto na przestrzeni lat? Z jednej strony te same problemy, z drugiej jednak... Sami Państwo oceńcie.

Smaki sprzed lat

- Czystość z gastronomią rzadko chodzą w parze - czytamy w Dzienniku Beskidzkim z 6 maja 1992. - Centrum miasta i okolice PKS i PKP to skupiska różnego rodzaju tzw. punktów małej gastronomii. Potrawy (?) z takich przerobionych przyczep kempingowych, małych kiosków, a czasem nawet budek, są tanie, ale nie ma w czym przebierać. Hot-dogi, zapiekanki, czasami hamburgery, placki ziemniaczane, frytki - to właściwie jedyna oferta w tego rodzaju punktach. Najczęściej przyrządza się je w kuchenkach mikrofalowych, które na pewno są znamieniem postępu, niestety, nie dodają smaku potrawom. Do tego trzeba dorzucić sposób podawania jedzenia na papierowej serwetce, którą trudno uchwycić całość potrawy - nie sposób nie ubrudzić rąk - relacjonuje dziennikarz podpisany jako MŁ.

Czy gdyby dane mu było zobaczyć wtedy tą samą przestrzeń za niemal trzy dekady, to czy dodałoby mu to otuchy? Miejsca związane z bielskimi dworcami pozostają od lat niezmienne. Te same budki, to samo jedzenie, a nawet ci sami prowadzący gastronomię. Może tylko do menu wprowadzono kebaby, które tak bardzo przypadły Polakom do gustu. Frytki w dalszym ciągu cieszą się popularnością szczególnie wśród młodzieży, która w drodze ze szkoły chętnie kupuje je w budkach na dworcu PKS. W kioskach przy dworcu głównym PKP nadal sprzedają bułki z pieczarkami.

- Ten smak z dzieciństwa nie ma sobie równych. Lubię po podróży kupić taką bułkę. I choćbym miała stać na mrozie, to mi nie przeszkadza. Uszczęśliwia mnie ten smak - mówi znajoma bielszczanka.­

Na ratunek bary mleczne

- Ale i tak wokół dworców łatwiej niż w centrum znaleźć lokale, w których tanio i szybko mogą podać dania jarskie lub mleczne - czytamy dalej i myślimy o naprawdę smacznych miejscach w mieście, gdzie można dziś dobrze zjeść, ale jednak trzeba liczyć się z niemałym wydatkiem.

- Osobnym problemem są bary mleczne, Kiedyś było ich w Bielsku-Białej. Warunki pozostawiały wiele do życzenia, ale można było szybko rzucić coś na ząb, wybierając między pierogami, naleśnikami i różnego rodzaju kluskami. Dzisiaj w zasadzie pozostał Bar Pierożek na Rynku, gdzie właściwie pierogów prawie już nie ma, za to można wybrać z wielu rodzajów naleśników i klusek na parze - pisze autor, a jednocześnie zaznacza, że takie bary jak "Pod Gwiazdą" czy "Tempo" już nie odstraszają miłośników smacznego jedzenia. - Przydałoby się więcej takich lokali - kończy z nadzieją.

Z dawnych barów mlecznych obecnie pozostał chyba tylko Pierożek, który do teraz przyciąga bielszczan i nie tylko. W menu pojawiły się na nowo pierogi. Może tylko smak „klusek na parze” trochę się zmienił, ale nie na tyle, aby odmówić sobie wizyty w tym jakby nie było kultowym miejscu na mapie kulinarnej Bielska-Białej. Na tej samej mapie odnajdziemy dziś liczne punkty gastronomiczne typu fast food zlokalizowane w dużych centrach handlowych. Mają rzeszę fanów podobnie jak food trucki, które doczekały się swojego festiwalu.

***

Na podstawie artykułu z dnia 6 maja (środa) 1992 roku, Dziennik Beskidzki, Wolno, drogo i brudno, gastronomia na cenzurowanym (autor MŁ).

Katarzyna Górna-Oremus