Wracam do sprawy hojności miasta wobec klubów TS Podbeskidzie oraz BBTS SA. Przez kilka miesięcy toczyłem batalię z Urzędem Miejskim o uzyskanie dokumentacji dotyczącej stypendiów dla piłkarzy i siatkarzy oraz dotacji dla obu klubów. W ramach tego biurokratycznego pojedynku we wrześniu br. wygrałem z miastem przed Samorządowym Kolegium Odwoławczym, które uchyliło decyzje Prezydenta o odmowie wydania mi stosownej dokumentacji. Wreszcie otrzymałem interesujące mnie materiały, ale dziwnym trafem dopiero po wyborach samorządowych.

Dzisiaj zajmę się stypendiami dla zawodników TS Podbeskidzie i BBTS wypłacanymi bezpośrednio z miejskiej kasy. Sprawę dotacji opiszę w odrębnym artykule.

Wypacza ideę stypendiów

Najpierw ogólna refleksja. Analiza dokumentów utwierdza mnie w przekonaniu, że przekazanie piłkarzom i siatkarzom ok. 20 mln zł w latach 2014-2018 wypacza ideę stypendiów sportowych wynikającą z art. 31 ustawy o sporcie. Moim zdaniem, celem ustawodawcy było umożliwienie gminom wspomaganie lokalnych sportowców, którzy - po pierwsze - odnoszą sukcesy, a po drugie - uprawiają niekomercyjną dyscyplinę. Spełnienie pierwszego i drugiego warunku w opisywanych przypadkach jest wątpliwe.

Teraz o kilku osobliwościach wynikających z lektury urzędowych dokumentów:

1. Można powiedzieć, że Prezydent Miasta stał się nieformalnym pracodawcą zawodników. Dodam, że szczodrym. Rzuca się w oczy wysokość stypendiów, która wynosiła najczęściej od kilku do kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie, a w niektórych przypadkach nawet dwadzieścia tysięcy miesięcznie na zawodnika (zdarzały się stypendia w wysokości kilkuset złotych, najprawdopodobniej dla początkujących sportowców). Taki poziom wynagrodzeń w zawodowym sporcie nie szokuje, jednak mówimy tutaj o wsparciu przekazywanym zawodnikom bezpośrednio z publicznych środków.

2. Sportowcy nie musieli wykazać się szczególnymi osiągnięciami, aby otrzymać stypendium. Stworzone przez Radę Miejską regulacje prawne w praktyce wymagały od stypendystów jedynie bycia w kadrze zespołu grającego w wysokiej klasie rozgrywkowej. Składane przez kluby uzasadnienia wniosków o przyznanie stypendiów są krótkie oraz zwykle takie same albo bardzo podobne dla różnych zawodników. Próżno w nich szukać informacji o istotnych sukcesach. Jeżeli chodzi o TS Podbeskidzie, to w prawie wszystkich przypadkach pojawia się ogólny zwrot „o wyróżnianiu się” podczas treningów i meczów, co same w sobie jest zabawne, ponieważ liczba wniosków o stypendia sugeruje, że obejmowały całą albo prawie całą kadrę pierwszego zespołu. W przypadku najprawdopodobniej młodszych sportowców dopisywano informacje o „zadatku na dobrego piłkarza”, a w przypadku starszych o „przykładzie dla młodszych zawodników”. Jeszcze mniej zróżnicowane były uzasadnienia wniosków dotyczących siatkarzy BBTS - tu zazwyczaj dokonywano tylko nieznacznych zmian ze względu na młody wiek zawodnika.

Pilnie potrzeba reformy

3. We wrześniu 2014 weszła w życie uchwała Rady Miejskiej, zgodnie z którą, aby otrzymać stypendium trzeba było mieszkać w Bielsku-Białej. Jaki był tego skutek? Na przełomie 2014 i 2015 nastąpił nagły wzrost liczby sportowców posiadających miejsce zamieszkania w Bielsku-Białej. Konkrety. W 2014 na 48 wniosków TS Podbeskidzie tylko 17 dotyczyło piłkarzy wskazujących adres zamieszkania w Bielsku-Białej. Tymczasem rok później wszystkie 44 wnioski obejmowały piłkarzy mieszkających w naszym mieście. W przypadku BBTS w 2014 na 31 wniosków 17 dotyczyło siatkarzy mieszkających w Bielsku-Białej, natomiast w 2015 roku 100 proc. z 41 wniosków odnosiło się do sportowców mieszkających w mieście nad rzeką Białą. Różnice dotyczące deklarowanego miejsca zamieszkania mogły teoretycznie wynikać z bardzo dużych zmian kadrowych na przełomie 2014 i 2015, zmierzających do pozyskania zawodników z Bielska-Białej, ale na informacje o takich zmianach nigdzie nie natrafiłem. Kolejna refleksja - przepis art. 25 kodeksu cywilnego stanowi, że „Miejscem zamieszkania osoby fizycznej jest miejscowość, w której osoba ta przebywa z zamiarem stałego pobytu”. Nie jest to zatem miejsce, gdzie ktoś po prostu przebywa, ale miejsce gdzie ktoś przebywa „z zamiarem stałego pobytu”. Trudno uwierzyć, aby sportowcy zmieniający czasami co kilka miesięcy kluby uznawali siedzibę bielsko-bialskich klubów za miejsce, w których przebywają „z zamiarem stałego pobytu”.

Na koniec oczywisty wniosek. Pilnie potrzebujemy zreformować model finansowania sportu w mieście tak, aby podział publicznych pieniędzy był celowy, sprawiedliwy, nie faworyzował zawodowych sportowców kosztem amatorów, a także upowszechniał aktywność sportową i zdrowy styl życia wśród wszystkich pokoleń mieszkańców Bielska-Białej.

Janusz Buzek