Z tygodniowym opóźnieniem w Teatrze Lalek Banialuka odbyła się premiera widowiska muzycznego pt. "Tuwim i …", wystawianego z okazji roku stulecia powstania grupy Skamander, której ten poeta był współtwórcą. - Przepraszam za odwołanie premiery. Podjęcie tej decyzji było bardzo trudne, ale wydarzenia ostatnich dni utwierdziły mnie w przekonaniu, że była ona słuszna - powiedziała widzom dyrektor "Banialuki” Lucyna Kozień.

Spektakl, którego premiera zbiega się z obchodami stulecia odzyskania niepodległości przez Polskę jest oparty na tekstach Juliana Tuwima, jednego z "wielkiej piątki poetów".

Rodzaj koncertu

- Przedstawienie, skierowane do całych rodzin, jest całkowicie inspirowane twórczością Tuwima. Są w nim bardziej znane wiersze, jak "Lokomotywa", "Zosia samosia", "Ptasie radio" czy "Słoń Trąbalski", do których dołożyliśmy nieco sentymentalnych utworów. W Tuwimie było - co nie jest takie oczywiste - bardzo wiele melancholii, koncentracji na prostych, ludzkich przeżyciach dotyczących przemijania. W twórczości dla dzieci tego jest niewiele, ale już w krótkim wierszu "Cuda i dziwy" widać, jak zajmowało go przemijanie. Piosenka ma w nim główne znaczenie - tłumaczy reżyser sztuki Paweł Aigner.

Grupa Skamander ukształtowała się podczas spotkań w kawiarni artystycznej "Pod Picadorem", która została otwarta w listopadzie 1918 w Warszawie. Tworzyli ją oprócz Tuwima także Antoni Słonimski, Jarosław Iwaszkiewicz, Kazimierz Wierzyński i Jan Lechoń. Związani z nią byli m.in. Kazimiera Iłłakowiczówna, Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i Józef Wittlin.

Bielszczanie budowali Tuwima

Niesamowitą scenografię do spektaklu zaprojektował Pavel Hubicka, znany artysta specjalizujący się w spektaklach lalkowych. - Można powiedzieć, że scenografia powstawała dzięki mieszkańcom miasta. Potrzebowaliśmy bardzo wiele małych laleczek, które podarowali nam bielszczanie. Zgromadziliśmy ich kilkaset. Pracownia misternie ułożyła z nich ogromną twarz Tuwima w kapeluszu - dodaje reżyser.

- "Tuwim i…” może być tym przedstawieniem, w którym użyto największą liczbę lalek w historii teatru. Jest ich co najmniej trzysta - mówi dyrektor bielskiej Banialuki Lucyna Kozień.

Światło i dźwięk

Tuwim w nowatorskiej interpretacji Aignera staje się ponadczasową rozrywką, ale także skłania do refleksji. Wstawienie wiersza zdecydowanie dla dorosłych odbiorców pt. "Pif paf” obok żywiołowych interpretacji "Słonia Trąbalskiego” czy "Zosi Samosi” jest bardzo kontrowersyjnym zabiegiem. Sztuka nie jest przez to przeznaczona dla dzieci poniżej 8. roku życia (chociaż i starsze zadają w tym momencie niewygodne pytania), ale na długo pozostaje w pamięci dorosłych widzów.

W przedstawieniu nie zabrakło też innych mniej znanych wierszy Juliana Tuwima dla dorosłych odbiorców, jak choćby ,,Wlazł kotek według Bolesława Leśmiana”. Na tym jednak reżyser nie poprzestaje. Na scenie pojawia się m.in. rockowa "Rzepka” czy "Ptasie radio” jako manifestacja przeciwko władzy.

Ogromne brawa należą się całemu występującemu w tej sztuce zespołowi aktorskiemu, gdyż wymaga ona ogromnej kondycji fizycznej oraz umiejętnej interpretacji poezji, ale szczególne wyróżnienie można przyznać obdarzonej pięknym głosem Dagmarze Włoszek i jej interpretacji tuwimowskich wierszy.

Powala na kolana

Dużą rolę w spektaklu odgrywa dźwięk, ale także światło, które potrafi tworzyć dodatkowy komizm na scenie.

Scenografia Pavla Hubicki rzeczywiście powala na kolana, bo z jednej strony mamy salę lekcyjną, która bardziej przypomina futurystyczne wizje czy "Martwą klasę” Tadeusza Kantora niż klasyczny spektakl dla dzieci, a z drugiej ogromną, stworzoną z setek pluszaków głowę Tuwima, która w niespodziewany sposób pokazuje swoje ukryte talenty.

Nic dziwnego, że tytuł posiada tajemnicze "Tuwim i…”. Zespół artystyczny bardzo silnie działa na wyobraźnię widza, ale jednocześnie pozostawia mu wolną drogę dla własnej interpretacji twórczości wielkiego poety.

Agnieszka Pollak-Olszowska

Foto: Darek Dudziak

PS. Premiera została przełożona, gdyż Ewa Tuwim-Woźniak, córka Juliana Tuwima, która zarządza prawami autorskimi do jego tekstów, poprosiła ,,Banialukę” o usunięcie ze spektaklu tekstów przeznaczonych dla widzów dorosłych. Była także zdania, że niektóre efekty wizualne i niepojąca scenografia spektaklu mogą wzbudzać u najmłodszych odbiorców poczucie zaskoczenia i strachu. W swoim liście napisała:

- Jego poezja dla dzieci, to nie tylko pierwsza, dostosowana do ich wrażliwości wersja opowiadania o świecie, podana przez kochającego je dorosłego i dojrzałego człowieka, ale też opis świata widzianego oczyma szczęśliwego i kochanego dziecka. Zmiany sensu, czy jak to Teatr nazywa, nowego odczytywania utworów, trzeba dokonywać ostrożnie, tak, żeby nie przekroczyć granicy, gdzie ta nowa interpretacja bez wiedzy odbiorcy odbiera pierwotnym utworom ich zamierzony sens.