Do pechowego lotu doszło po zakończeniu pokazów w pierwszym dniu pikniku lotniczego, który odbywał się w miniony weekend w bielskich Aleksandrowicach. Po oberwaniu chmury pilot sprawdził stan płyty lotniska i podjęto decyzję o starcie. Samolot zbyt wolno nabierał prędkości, ale w porę nie podjęto decyzji o przerwaniu manewru. Moment startu zarejestrowano na filmie, który jako dowód będą teraz analizować eksperci.

Jak już informowaliśmy, do wypadku doszło w minioną sobotę kilkanaście minut przed godz. 19, kilkadziesiąt metrów za pasem lotniska. Startujący samolot typu RWD-5R zahaczył kołem i skrzydłem o znak drogowy, po czym spadł w rejonie skrzyżowania ul. Zwardońskiej i Lotniczej. Na pokładzie znajdował się 59-letni pilot i 70-letni pasażer. Obaj wyszli z maszyny o własnych siłach i nie odnieśli praktycznie żadnych obrażeń.

Rekonesans przed startem

Feralny lot nie był wykonywany w ramach odbywającego się tego dnia pikniku lotniczego. Jak ustalił nasz portal, maszyna po zakończeniu pierwszego dnia pokazów wracała na lotnisko w Łososinie Dolnej k. Nowego Sącza, gdzie na co dzień stacjonuje. Eksponat dopuszczony do latania jest własnością Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Pilotował go doświadczony lotnik, któremu muzeum powierza maszynę. Kilka minut przed startem dokonano rekonesansu płyty lotniska.

Kłopoty zaczęły się już w momencie startu, gdyż samolot zbyt wolno nabierał prędkości. Coraz dłuższy rozbieg miała wymuszać nasiąknięta wodą nawierzchnia lotniska. Podwozie oderwało się od pasa przy prędkości ok. 60 km/h. W przypadku konstrukcji tego typu to zbyt mało, by maszyna szybko wzbiła się w powietrze. W efekcie najpierw koło, a następnie skrzydło zahaczyło o znak drogowy. Samolot runął w zarośla. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że pilot nie zgłaszał żadnych problemów z maszyną. 

Na płycie lotniska w Aleksandrowicach pojawiły się natychmiast służby ratunkowe oraz prokurator, a następnie ekspert Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Po oględzinach miejsca zdarzenia maszyna została usunięta. Jej uszkodzenia nie są duże. Praktycznie nienaruszony jest kadłub samolotu. Uszkodzone zostało śmigło, koło oraz skrzydło. Eksponat w najbliższym czasie przejdzie remont i wróci do latania.

Problem rozwiąże betonowy pas?

Wiadomo również, że całe zdarzenie udało się zarejestrować na filmie wideo. Widać na nim, jak niewielki samolot zbyt wolno nabiera prędkości, przez co opóźnia się moment poderwania maszyny do lotu. Równocześnie jest już zbyt późno, by zatrzymać samolot i próba startu jest kontynuowana. Niemal w tym samym czasie bez problemu wzbił się w powietrze Jak-18, startujący kilkadziesiąt metrów obok.

To nie pierwsza tego typu sytuacja, kiedy przez brak utwardzonej nawierzchni pasa startowego dochodzi do incydentu lotniczego. W maju 2010 roku awionetka z dwoma osobami na pokładzie nie zdołała poderwać się do startu na nasiąkniętym wodą pasie. Maszyna skosiła płot okalający teren lotniska i wpadł do rowu - podobnie jak teraz - u zbiegu Zwardońskiej i Lotniczej. Zarówno wtedy, jak i w minioną sobotę nie ucierpiała żadna z osób znajdujących się na pokładzie samolotu ani nikt ze spacerowiczów.

Bartłomiej Kawalec