Planować trzeba z głową. Miasto należy do mieszkańców - felieton
Ale ból! W przetargu na rozbudowę ulicy Cieszyńskiej wpłynęły jedynie dwie oferty. W dodatku obie o kilkadziesiąt milionów droższe niż planowano w ratuszu. I wiecie co? Zaczyna mi to przypominać sytuację związaną z projektem zagospodarowania Szyndzielni. Wtedy też coś sobie tam, u góry, planowano i pomimo, że od początku było wiadomo, iż plany te, to gruszki na wierzbie, decydenci trwali w swym uporze jak przysłowiowe sympatyczne kłapouchy.
Sympatycznie było jednak tylko na początku, bo skończyło się na zabudowie pagórka i sztucznym śniegu z wodociągu miejskiego. Dla mnie osobiście, OK. Nie dlatego, że mamy taki słynny sztuczny śnieg. Cieszę się, bo nie wycięto przy okazji drzew na połowie zbocza Szyndzielni. Ale nie o moje zadowolenie tu chodzi.
Nici wyszły też swego czasu z planów wyburzenia zabytkowego budynku byłej Szkoły Podstawowej nr 5 przy ul. Partyzantów, co również było od początku do przewidzenia, bo raczej nigdzie nie wyburza się zabytków po to tylko, aby poszerzyć drogę. Fiaskiem zakończyły się plany zagospodarowania placu Wojska Polskiego.
Nie zabetonowano pasa startowego w Aleksandrowicach. Ale co tam jakiś pas? W końcu ilu z nas posiada samoloty? Nowopiekarska, to miała być inwestycja, dzięki której zatłoczone ulice centrum miasta mogłyby wreszcie nieco się rozluźnić. Były więc plany, były obietnice i okazało się, że wszystko na wyrost. Podobnie jak nowoczesna hala koncertowa czy taki już drobiazg, jak ekspozycja zabytkowych wagonów tramwajowych na placu Żwirki i Wigury.
Na koniec tej krótkiej listy warto popatrzeć, jak wyglądają dziś nasze przydomowe śmietniki, pomimo budowy nowoczesnej ponoć sortowni (kuriozalne przy tym jest, że to gmina decyduje o tym, ile można w miesiącu wyrzucić odpadów zielonych). Myślę więc, że i z planów przerobienia Cieszyńskiej na miejską ekspresówkę nic nie wyjdzie, a skończy się na gruntownym remoncie ulicy, budowie nowych chodników i miejsc na przystanki MZK oraz zachowaniu w tej strukturze alei drzew zamiast ekranów akustycznych. Co jednych ucieszy, innych zaś rozwścieczy być może.
Tak, czy inaczej, planować wypada z rozmachem, ale i z głową, wsłuchując się w głosy mieszkańców. Bo to do nich należy miasto.
Kuba Jarosz
Na zdjęciu: niezrealizowany projekt reaktywacji tramwaju na placu Żwirki i Wigury
Oceń artykuł:
35 21