Nie każdy jest Szpiegiem z Krainy Deszczowców - felieton
Moja żona postanowiła pokazać swojemu ośmioletniemu siostrzeńcowi Studio Filmów Rysunkowych. Po powrocie stwierdziła, że właściwie jest to temat na felieton. - Tylko, błagam cię, nie hejtuj studia, bo to przecież takie fajne miejsce - zapowiedziała na wstępie.
- No dobrze - odparłem. - Też jestem lokalnym patriotą, bielszczaninem i wychowałem się na Bolku i Lolku. Ale w takim razie, co jest z tym studiem nie tak, że to temat na felieton? I wtedy usłyszałem, że po pierwsze ktoś, kto się tam wybrał już na wstępie zatrzymuje się na terenie SFR i tak po prawdzie gapi się jak sroka dookoła, bo nigdzie nie ma jakiejś widocznej informacji, tablic, gdzie człowiek ma się udać, aby cokolwiek zobaczyć. Jest jakiś pan zamknięty w budce na placu, ale okazuje się, że to nie ani Bolek, ani Lolek, ani nawet Baltazar Gąbka, a jedynie pracownik ekipy budowlanej remontującej obiekt i nic o muzeum albo o zwiedzaniu nie wie. I trudno się dziwić. Nie za to mu płacą.
Po takim rozglądaniu się wokoło i ciągłych pytaniach siostrzeńca: „Ciocia, no i co? Gdzie ten Bolek jest? Pojechał na wakacje czy co?”, moja żona z ulgą dostrzegła, że nie jest jedyną osobą rozglądającą się bezradnie dookoła niczym peryskop. Okazało się, że na placu jest też rodzina ze Szczecina i ktoś, kto objeżdżając Polskę, przyjechał zdyszany z Bieszczad.
W grupie, wiadomo, raźniej i odważniej. Można było więc wspólnie wejść do budynku, gdzie w końcu znalazł się ktoś, kto wyjaśnił, że muzeum jest nieczynne, bo trwa remont. Ale można za to posłuchać opowieści pracownika studia i obejrzeć rekwizyty związane z produkcją bajek. I tak też się stało, oczywiście po uiszczeniu odpowiedniej opłaty.
Sytuację uratował więc pracownik, który - jak przekonuje moja żona - bardzo ciekawie, kompetentnie i z pasją opowiadał o produkcji bajek. Dzieci z kolei, w tym siostrzeniec żony, w sumie też nie narzekały, bo mogły na specjalnym rekwizycie „zrobić wiatr” - jak usłyszałem z ust ośmiolatka. Czy rodzice byli do końca zadowoleni, tego nie wiem. W każdym razie jechać ze Szczecina, aby zrobić sobie wiatr… Cóż. Dobre i to przy takiej pogodzie.
Ps. Mam nadzieję, że nie zhejtowałem SFR. A, nawiasem mówiąc, ludzie z ratusza powinni się zastanowić, jak w odpowiedni sposób oznaczyć dojście i dojazd do tej bielskiej perełki, bo osobom spoza Bielska-Białej naprawdę trudno tam trafić nawet przy użyciu nawigacji. W końcu nie każdy jest Szpiegiem z Krainy Deszczowców.
Max B.
Oceń artykuł:
14 7