Prezydent nowej generacji, czyli wrzuć monetę - felieton
W Bielsku-Białej parkingowych mają znów zastąpić parkomaty. A co, gdyby tak prezydenta zastąpić prezydentomatem? Wielką metalową szafą pełną guziczków, otworów, gałek i wyświetlaczy cyfrowych? Ustawioną w holu wejściowym ratusza.
Człowiek nie miałby problemu ze spotkaniem z takim prezydentomatem. Podszedłby, wrzucił monetę - dajmy na to dwa złote za kwadrans rozmowy, a każde następne pięć minut po złotówce. Powiedziałby co mu tam na wątrobie leży, nacisnął guzik, a następnie odebrał paragon, czyli dowód na to, że został wysłuchany. Z takim kwitkiem obywatel mógłby później biegać po wydziałach i żądać swego.
Przy takiej zamianie nie dosyć, że odpadłyby tzw. koszty osobowe, z wyjątkiem oczywiście serwisowania od czasu do czasu prezydentomatu, to jeszcze budżet by sporo zarobił. Wszak ludzie lubią rozmawiać z władzą i nawet jeśli nie mieliby nic ważnego do powiedzenia, to przynajmniej kadziliby ile wejdzie. Nie mówiąc już o samych urzędnikach! Tutaj kasa wręcz by się sypała szerokim strumieniem.
Nie bez znaczenia jest też fakt, że prezydentomat na nikogo by nie burczał, nie krzyczał i nie obrażałby się. Można by nawet na frontowej części namalować wielki, soczysty uśmiech. Prezydentomat ma więc sens i rację bytu. W przeciwieństwie do parkomatów, które w przeszłości miały już swój epizod w Bielsku-Białej, ale nie przez wszystkich jest on dzisiaj dobrze wspominany.
Max B.
Oceń artykuł:
18 16