Natalia wie, gdzie jest jej dom. Pomimo sukcesów, które odnosi na trzech kontynentach, nie ma w niej pychy. Ostatnio otrzymała od życia srogą lekcję pokory, ale dzięki szczęściu wyszła z niej cało. Wygrała z chorobą, a teraz przygotowuje się do wyjazdu do Azji, aby wesprzeć działania organizacji WWF w ochronie oceanów. - Jeśli chce się mierzyć coraz wyżej, to trzeba mieć coraz więcej do zaoferowania - podkreśla jedna z najbardziej znanych gwiazd pochodzących z naszego regionu.

Z Natalią Janoszek, bielską aktorką, modelką i celebrytką rozmawia Katarzyna Górna-Oremus

Wróciłaś właśnie z Indii z nagrodą. Ile pracy kosztowało Cię to wyróżnienie?

- Z informacji, jakie do mnie dotarły wynika, że jestem pierwszą polską aktorką z indyjską nagrodą filmową (na festiwalu JIFFA, który odbywał się pod koniec maja Natalia zdobyła dwie nagrody: została najlepszą aktorką międzynarodową „Best International Actress 2018” oraz otrzymała laur za najlepszą główną rolę żeńską w dramacie „Chicken Curry Law”, o czym pisaliśmy w artykule Wesley Snipes zagra z bielską aktorką. Sukces bielszczanki w Indiach - przyp. red.). Oczywiście, to dla mnie wielkie wyróżnienie, że jestem w czymś pierwsza, ale nawet jakbym była dziesiąta, to nagroda jest nagrodą. Nie jestem w stanie powiedzieć, ile mnie to kosztowało, bo nie ukrywam, że nie gram dla nagród. Jest to jednak bardzo duża motywacja, ponieważ oznacza, że komuś podoba się to, co robię, a to daje chęć do dalszej pracy.

Przepaść między bogactwem a biedą

Czy według Ciebie konieczne jest poznanie kultury i obyczajów w kraju, do którego jedzie się pracować? Co było dla Ciebie najbardziej zaskakujące w Indiach?

- Indie od początku były dla mnie jednym wielkim zaskoczeniem. Jadąc tam po raz pierwszy, nie wiedziałam wiele o tym kraju. Pewne rzeczy zaskoczyły mnie pozytywnie, inne negatywnie. Można powiedzieć, że odkryłam Indie na swój własny sposób. To zainspirowało mnie do napisania książki "Za kulisami Bollywood". Nie jest to na pewno przewodnik po Indiach, a jedynie zapis uczuć osoby, która styka się z tym krajem po raz pierwszy i pewne rzeczy wprawiają w osłupienie, a inne w zachwyt. Indie zaskakują na wiele sposobów. Pozytywne jest nastawienie ludzi do życia, tolerancja dla wielu kultur i religii, które stykają się w tym kraju. Do negatywnych można zaliczyć przepaść między bogactwem a biedą i przywiązanie do przestarzałych zasad, rytuałów i kast.

Jak radzisz sobie z językiem? W filmie, który jest produkowany w Indiach obowiązuje chyba hindi, a ten do najłatwiejszych nie należy.

- Bollywood uwielbia dubbing i nadal często z niego korzysta. Gram w filmach w większości w języku angielskim, ale zdarza się też hindi. Obecnie pracuje nad znajomością tego języka, bo jak to mówią, apetyt rośnie w miarę jedzenia. Jeśli chce się mierzyć coraz wyżej, to trzeba mieć coraz więcej do zaoferowania.

Staram się żyć chwilą

Kiedy ostatnio rozmawiałyśmy, nie miałaś agenta, który zajmowałby się Twoją karierą. Byłaś sama dla siebie przewodnikiem. Czy coś się zmieniło?

- Nadal staram się radzić sobie sama, ale coraz częściej rozglądam się za pomocą. Świetnie jest być człowiekiem orkiestrą, ale mój organizm dał mi już do zrozumienia, że tak się nie da. Po chorobie, którą przeszłam (Natalia miała zator i zawał płuca, o czym pisaliśmy w artykule Natalia Janoszek w ciężkim stanie. "Cud, że żyję" - przyp. red.) powoli wracam do formy. Nie ukrywam, że czuję się jakbym zaczynała wszystko od początku.

Jakie plany na najbliższą przyszłość?

- Przez problemy zdrowotne musiałam odwołać czy odłożyć wiele projektów. Dlatego teraz nie planuję za wiele. Ktoś mi ostatnio powiedział - "Chcesz rozśmieszyć tego na górze? Powiedz mu, jakie masz plany". I coś w tym jest... Staram się żyć chwilą. Pozwalam, żeby życie mnie zaskoczyło. Oczywiście, mam ogólne plany. Chciałabym być szczęśliwa, rozwijać swoje pasje i karierę na trzech kontynentach, podróżować. A jak wyjdzie? Czas pokaże. Zazwyczaj, gdy ktoś mnie pyta o plany zawodowe i marzenia odpowiadam - "Oskar". Ale wcale nie chodzi mi o jego zdobycie. Trzeba mierzyć jak najwyżej. Wtedy osiągnięcie nawet połowy jest wielkim sukcesem i tego się trzymam.

W grudniu ub. roku zorganizowałaś pomoc pani Józefie. Dzięki Twojej akcji staruszka mieszka teraz w godnych warunkach. Lubisz się angażować w sprawy społeczne?

- Kiedy mam taką możliwość, oczywiście. Niestety, nie da się pomóc wszystkim, ale czasem wystarczy rozejrzeć się dookoła, aby wesprzeć kogoś w najbliższym otoczeniu. Często słyszę, że indywidualne działania nie mają siły przebicia, nie mają znaczenia. Ale trzeba zacząć od małych rzeczy. Dzięki mojej pracy mój głos jest bardziej słyszalny i mogę to wykorzystać. Dlatego też przygotowuję się do akcji we współpracy z WWF i jesienią wybieram się do Azji, gdzie będę pracować w programie ochrony oceanów i raf koralowych.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Katarzyna Górna-Oremus