Według planów z lat 70., w wieżowcu miała mieścić się m.in. stołówka oraz administracja Fabryki Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej, ale kilkanaście lat później zakład popadł w kłopoty finansowe i wysoki budynek nigdy nie został ukończony. Zanim runął, służył jako słup ogłoszeniowy i był miejscem nielegalnych wycieczek. Mija dziesięć lat od wyburzenia „szkieletora”.

Decyzja o budowie wieżowca zapadła pod koniec lat 70. Według planów Fabryki Samochodów Małolitrażowych, w biurowcu miała mieścić się m.in. przychodnia, stołówka, hotel oraz część administracyjna zakładu. Projekt upadł w następnej dekadzie, gdy podupadającej fabryki nie było stać na dokończenie budowy, a przejęciem inwestycji nie był zainteresowany następca FSM.

Dynamit tańszy, ale niebezpieczny

Spółka Fiat Auto Poland poszukiwała inwestora, który zechciałby wydzierżawić niedokończony dwunastokondygnacyjny wieżowiec, ale chętnych nie było. Włoski koncern nie miał pomysłu na jego zagospodarowanie (gmach służył jedynie jako słup ogłoszeniowy centrum handlowego). W tej sytuacji wiosną 2007 roku władze FAP postanowiły wyburzyć nieformalny symbol Bielska-Białej (wcześniej identyczny los spotkał bliźniaczy „szkieletor” w Tychach).

Rozbiórka wieżowca rozpoczęła się w czerwcu 2008. Początkowo planowano, że nieukończony biurowiec zostanie wysadzony w powietrze, ale wskutek protestów znajdującego się po drugiej stronie ulicy centrum handlowego (obawiano się, że wybuch uszkodzi konstrukcję obiektu) pomysł porzucono. Ostatecznie do rozbiórki przystąpiono tradycyjną metodą.

Konstrukcję wyburzano przy pomocy kuli o wadze ponad dwóch ton umieszczonej na kilkudziesięciometrowym dźwigu. - Koszty demontażu tego budynku będą prawie dwukrotnie większe niż gdyby do wyburzenia doszło w sposób dynamiczny - informował wtedy Bogusław Cieślar, rzecznik Fiat Auto Poland. Co zrozumiałe, proces rozbiórki konstrukcji był też odpowiednio dłuższy.

Runął w kilkanaście sekund

Według planów, budynek miał przestać istnieć do końca lipca, ale jego koniec nadszedł dużo szybciej. Po kilkunastu dniach osłabiania konstrukcji nośnej, symbol niespełnionych marzeń bielskiej fabryki runął w czwartek, 3 lipca 2008 roku, kilka minut po godz. 18.00. Budynek o wysokości 60 metrów w kilkanaście sekund zniknął z krajobrazu Bielska-Białej.

Sprzątanie pozostałości po betonowym kolosie trwało kilka tygodni. Władze włoskiego koncernu zapowiadały, że w atrakcyjnym miejscu przy wjeździe do miasta powstanie „inwestycja, która stanie się ładną wizytówką Bielska-Białej”, ale skończyło się wyłącznie na deklaracjach.

Bartłomiej Kawalec