Kandydaci na prezydenta Bielska-Białej. Piękne i dobre wspomnienia z dzieciństwa
Przez pryzmat dzieciństwa wszystko wydaje się beztroskie i często po prostu piękne. Wspomnienia z pierwszych wypraw w góry, nauki żeglarstwa, długich letnich wieczorów spędzonych na osiedlu pod trzepakiem. Do odbycia podróży sentymentalnej udało nam się namówić dwóch polityków, którzy w tym roku ubiegać się będą o fotel prezydenta Bielska-Białej. Nasze miasto w ich wspomnieniach nabiera głębszego kolorytu.
Obaj byli bardzo dobrymi uczniami, choć nie stronili od przygód. Jeden wracał ze szkoły czasami dłużej niż powinien. Często zbaczał z trasy, aby spędzić czas z rówieśnikami w parku jordanowskim. Drugi świetnie radził sobie w "trudnej" dzielnicy, gdzie przetrwał, bo potrafił grać w piłkę i umiał się bić. Każdy pamięta Bielsko-Białą jako najlepsze miejsce do życia, gdzie wszystko jest intensywne.
We wspomnieniach Janusza Okrzesika i Przemysława Drabka nasze miasto na nowo odżywa. Widzimy go takim, jakim było dla wielu z nas. Źródeł dnia dzisiejszego należy szukać właśnie w przeszłości. Gdy nie było telefonów komórkowych czy tabletów i wszędzie trzeba dostać się na piechotę, bo rodzice nie mieli samochodów.
Przemysław Drabek: - Po drodze zdarzały się przygody
- Urodziłem się w Bielsku-Białej i tu spędziłem całe swoje dzieciństwo. Jako dziecko nie byłem zbyt uciążliwy. Trochę się psociło, ale wszystko było w granicach normy. Uczęszczałem do Szkoły Podstawowej nr 9, a potem do Liceum Ogólnokształcącego nr 6. Wychowałem się w Białej Północ, na tzw. Obszarach.
Ubłocony, ale szczęśliwy
Jak dziś pamiętam moją drogę do szkoły. Czasami przejście 2,5 km zajmowało mi 30 minut, ale bardzo często wracałem do domu trzy godziny. Po lekcjach chodziliśmy z kolegami pograć w piłkę nożną do Parku Jordanowskiego, który jest dzisiaj wyremontowany, ale wtedy pozostawiał wiele do życzenia. Byłem cały ubłocony, w mokrych butach, ale szczęśliwy. Zimą zjeżdżaliśmy na reklamówkach z górki. Czasami, gdy zajęcia rozpoczynałem w południe, chodziłem z mamą na spacer lub pomagałem dziadkom w ogrodzie. Później dostawałem plecak na plecy i szedłem do szkoły.
Od dziecka kocham sport. Zawsze lubiłem chodzić po górach. Miałem swoją ulubioną trasę. Dojeżdżałem na ostatni przystanek "11" i wychodziłem na Magurkę, aby później zejść do Międzybrodzia i stamtąd wrócić PKS-em do Bielska-Białej. Do dziś biegam po tych samych ścieżkach, które pokazali mi wówczas rodzice. Nauczyłem się także żeglarstwa, pływania kajakiem. Do nart nie mogłem się przekonać, ale za to bardzo polubiłem snowboard. W swojej działalności staram się wspierać wszystkie inicjatywy sportowe. Cieszę się z tras rowerowych, które u nas powstały.
Wsparcie starszego brata
Sporo czasu spędzałem z moim o sześć lat starszym bratem. Opiekował się mną i wspierał. Zabierał mnie na spotkania i warsztaty w teatrze. Spędzałem czas ze sztuką i dobrą literaturą. Teraz trochę brakuje w naszym mieście kulturalnych inicjatyw dla młodych. Takiej fajnej kultury, która jest napędem wszystkich miast.
Zbierałem, jak każdy chyba wtedy, obrazki z "Turbo", puszki po napojach, kolorowe naklejki. Marzyłem o tym, aby być jak "Pan Samochodzik". Być takim właśnie podróżnikiem i odkrywcą. Tak to działało - chcieliśmy być tacy, jak nasi bohaterowie z książek.
Z rozrzewnieniem wspominam smak lodów z "Delicji". Pamiętam jak dziś, gdy kupowałem kilka porcji i przynosiłem je w termosie do domu. Od czasu do czasu zaglądam także do "Pierożka". Cieszę się, że te miejsca się zachowały. Dzięki temu moje dzieciństwo może na chwilę odżyć w smakach i zapachach.
Janusz Okrzesik: - Bez grupy nie dało się przetrwać
- Wszystkie moje wspomnienia z dzieciństwa są związane z Bielskiem, a właściwie Białą, bo tu się urodziłem i wychowałem. Mieszkaliśmy na Komorowickiej, niedaleko Liceum Ekonomicznego. Mama prowadziła kiosk tuż obok, tata pracował w Zakładach Filcowych kawałek dalej, a my z siostrą chodziliśmy do nieistniejącej już szkoły "11" przy ówczesnej ul. PKWN (teraz Legionów).
Wszystko, co dziecku potrzebne
Całe moje dziecięce życie mieściło się w tej przestrzeni. Było tam wszystko co dziecku potrzebne: rodzina, koledzy, boisko. Teraz wszędzie się dzieci wozi. Mój świat był zdecydowanie mniejszy i wyglądał inaczej: po szkole i obiedzie szło się "na pole" (a nie "na dwór"!) i ganiało do wieczora. Z wczesnego dzieciństwa pamiętam też odwiedziny dziadka. Był woźnicą, miał wóz i konia, rozwoził węgiel. Czasem zgadzał się, żeby przewieźć mnie i kolegów i wtedy mieliśmy na ulicy prawdziwe święto. Nie było smartfonów i komputerów, więc całymi dniami graliśmy w Wyścig Pokoju kapslami od butelek albo w kampki lub po prostu w piłkę. Bawiliśmy się też ciągle w "wojnę" i nikt nie chciał być Niemcem. Czasem trudno mi uwierzyć, że to było tak niedawno, że tak szybko ten świat się zmienił.
Pierwszy raz poszedłem do szkoły ze swoją starszą o dwa lata siostrą, miałem więc pięć lat. I do końca życia będę pamiętał, że dostałem wówczas "piątkę" za ilustrację do zdania "stoi koza u woza". Jaki byłem wówczas dumny!
Prawdziwa szkoła życia
Potem, gdy już chodziłem do szkoły "legalnie", moją wychowawczynią była pani Szulakowska, mama znanych dziś bielszczan: Agnieszki, Zosi i Tomka. Nauka przychodziła mi bez trudu i byłem chyba najlepszym uczniem w klasie. I to wcale nie było dobrze: pamiętający tamte czasy wiedzą, że to była bardzo "trudna" dzielnica, były tam dzieciaki z ówczesnej ul. Róży Luksemburg i z Montażowej czy Konfirunku. Raczej nie lubiło się takich, którzy się dobrze uczyli...
Ratowało mnie to, że dobrze grałem w piłkę i potrafiłem się bić. Na szczęście, nie zrobiliśmy sobie nigdy krzywdy, ale gdy dziś sobie wyobrażę swoich synów w takich akcjach, to mi skóra cierpnie! Ta łobuzerka przydała mi się trochę później, gdy na naszej ulicy wybudowano w latach 70. trzy hotele robotnicze FSM i nagle pojawiło się kilkuset młodych chłopaków z Kieleckiego czy Lubelszczyzny, z dużymi pieniędzmi i swoistymi obyczajami. To była prawdziwa szkoła życia. Bez trzymania się w grupie nie dało się przetrwać na ulicy.
Katarzyna Górna-Oremus
Oceń artykuł:
26 13
Autor: Katarzyna Górna-Oremus
Dziennikarka portalu bielsko.biala.pl









A w ogóle trollu, wstydziłbyś się takich porównań z czasami okupacji.