Afera w Hałcnowie, czyli ciężki los emigranta
Odkąd Polska stała się częścią Unii Europejskiej, wielu rodaków z regionu Podbeskidzia wyjechało do pracy za granicę. Najwięcej jest ich w Anglii, Niemczech ,Włoszech i Irlandii. Jednak problem migracji zarobkowej nie jest tylko oznaką współczesności. Pojawił się już wiele lat temu. Dochodziło wtedy do nadużyć, jak w biurze emigracyjnym ,,Olma” w Hałcnowie, które wywoziło za morze poborowych chcących uniknąć wcielenia do armii.
- Specjalnymi pociągami na roboty sezonowe do Niemiec wyjechało 31 marca 4500 osób - odnotowała w 1911 roku lokalna gazeta ,,Silesia”. Zainteresowanie pracą w Niemczech było wtedy tak duże, że specjalne pociągi kursowały do Niemiec przez dwa tygodnie. Podróżowali nimi jednak nie tylko mieszkańcy Podbeskidzia, ale też całej Galicji, dla których Bielsko było punktem przesiadkowym.
Nowe fabryki w rejonie Bielska
- Charakter lokalnej emigracji był bardzo zróżnicowany, bo na terenie Podbeskidzia stosunkowo łatwo było o pracę. Wiele wskazuje na to, że ówcześni mieszkańcy naszego regionu kierowali się zasadą: lepszy wróbel w garści niż gołąb na dachu. Idąc z duchem czasu, chłopi przekształcili się w chłoporobotników. Nadal uprawiali ziemię, lecz głowa rodziny pracowała też w pobliskiej fabryce - pisze historyk Jacek Kachel w książce Sekrety Bielska-Białej.
W okresie, gdy z okolic Tarnowa i z Podhala emigrowały duże grupy ludności, rejony Bielska i Żywca rozwijały się na tyle szybko, że za granicę do pracy wyjeżdżały jedynie pojedyncze rodziny. Nowo wybudowane zakłady przemysłowe w Mikuszowicach, Łodygowicach czy Buczkowicach zatrudniały po kilkaset osób.
Afera w Hałcnowie
Wyjazdy ,,za chlebem” często wiązały się z ryzykiem oszustwa i nadużyć finansowych. W 1913 roku w biurze emigracyjnym ,,Olma” w Hałcnowie wykryto szereg nieprawidłowości, którymi zainteresował się prokurator. Okazało się, że biuro pomagało wywozić za morze poborowych, którzy nie chcieli zostać wcieleni do armii. Firmę zamknięto, a jego właścicielka Kornelia Olma została aresztowana.
Z czasem okazało się, że ów lokalny skandal był elementem wielkiej afery biura o nazwie ,,Canada Pacific”, którego udziałowcem był poseł Jan Stapiński z PSL. Bankructwa firm umożliwiających emigrację pod przykrywką wyjazdów turystycznych zdarzały się wtedy wyjątkowo często. Wielu mieszkańców Podbeskidzia, marząc o lepszym życiu za granicą, straciło wszystkie swoje oszczędności, a często także zdrowie i zaufanie rodziny.
Ślub na odległość
Podróż z krajów emigracji do Polski była długa i uciążliwa, dlatego prawo przewidywało m.in. możliwość zawarcia związku małżeńskiego na odległość. Pomagało to w unormowaniu spraw rodzinnych i majątkowych.
- W 1908 roku niejaki Fryderyk Malcher, pracujący jako inżynier w Meksyku nie zdołał przybyć na swój ślub do Bielska. Panna młoda, Anna Beckerówna nie odwołała uroczystości, bo Fryderyka zastąpił jego brat Ernest, który uzyskał odpowiednie pełnomocnictwo. Kilka dni po zaślubinach młoda małżonka udała się do swojego męża do Meksyku. Śluby takie nie były wtedy rzadkością - dodaje Jacek Kachel.
Agnieszka Pollak-Olszowska
Na zdjęciu tytułowym: dworzec w Bielsku, fot. Monika Ćwikowska-Broda i Wiesław Ćwikowski, Bielsko-Biała i okolice pocztówką pisane.
Oceń artykuł:
16 4
Autor: Agnieszka Pollak-Olszowska
Dziennikarka portalu bielsko.biala.pl

Klauzula informacyjna ›