Najlżejsze czekany pochodzą z pracowni bielszczanina Jarosława Walewskiego. Dlatego mają opinię najlepszych na świecie i zdążyły już zdobyć wiele najwyższych szczytów na kuli ziemskiej. W ostatniej, słynnej już wyprawie na K-2 niemal cała ekipa himalaistów wyposażona była właśnie w czekany pana Jarosława. Wszystkie zostały wyprodukowane na konkretne zamówienie metodą „hand made”.

Niezwykłość czekanów produkowanych w bielskiej firmie „Eliteclimb” polega na ich ciężarze oraz na tym, że w całości wykonywane są ręcznie. Żadna fabryka na świecie o podobnym profilu produkcji nie może się z taką jakością równać.  Dowodem na to jest fakt, że wielu znanych himalaistów i alpinistów używa właśnie czekanów z Bielska-Białej.

Jak z Formuły 1

- Moje czekany są rzeczywiście najlżejsze, ale tak naprawdę tajemnica ich doskonałości, jeśli mogę tak nieskromnie powiedzieć, tkwi w odpowiednim wyważeniu i balansie - przybliża Jarosław Walewski, właściciel „Eliteclimbu”. - To jest najważniejsze, bo taki czekan w ręce praktycznie sam chce się wbić w lodową ścianę.

Czekany z bielskiej firmy powstają z włókna węglowego i kevlaru, super lekkich kompozytów. Podobnych używa się do produkcji np. pojazdów Formuły 1. Jarosław Walewski sam opracował technologię ich produkcji i jak na razie nie ma na tym polu właściwie żadnej konkurencji. - Są jeszcze tylko trzy firmy używające do produkcji czekanów włókna węglowego: w USA, Rosji i we Włoszech, ale ich wyroby są cięższe i dwa razy droższe od moich - dodaje nasz rozmówca.

Pozycja na ekskluzywnym rynku

Jak to się stało, że mieszkaniec Bielska-Białej postanowił spróbować szczęścia na dość ekskluzywnym polu, jakim niewątpliwie jest produkcja profesjonalnego sprzętu do wspinaczek wysokogórskich? - Po pierwsze, sam od dziecka pasjonuję się górami - mówi pan Jarosław. - Pochodzę z Radomia, ale kiedy poznałem moją żonę, przeprowadziliśmy się do Bielska-Białej i pięć lat temu rozpocząłem przygodę właśnie z czekanami.

Na pomysł uruchomienia takiej specjalistycznej produkcji pan Jarosław wpadł podczas wspinaczki na Kazalnicy. - Pracowałem wtedy w zakładach szybowcowych przy laminatach - wspomina. - Mój przyjaciel, z którym się wspinałem zobaczył, że mam młotek owinięty kevlarem i zaproponował, abym zrobił czekan z laminatu. I tak to się zaczęło.

Coraz więcej zamówień

Dzisiaj firma pana Jarosława skupia się głównie na przekonywaniu sympatyków wspinania do swoich czekanów.

- To trochę konserwatywne środowisko - tłumaczy bielszczanin. - Sporo ludzi wciąż uważa, że czekan musi być odpowiednio ciężki, aby mógł się wbić w skałę albo lód. A ja przekonuję, że najważniejsze jest odpowiednie wyważenie. Lekkość jest istotna, bo przecież chodzi o wagę całego sprzętu dźwiganego przez wspinacza. I chyba mi się to udaje, bo nie narzekam na brak pracy.

Kk

Foto: arc Jarosława Walewskiego