Na tę przebudowę mieszkańcy Straconki czekali długo. Bo odwodnienie nie działa tak jak powinno. Gdy marzenia stały się faktem i prace ruszyły, a wraz z nimi wycinka drzew, wielu przecierało oczy ze zdumnienia. - O co tu chodzi? Dobrze, że coś zaczęło się dziać, ale czy naprawdę trzeba wycinać wszystkie drzewa, jak leci? - pyta nasz Czytelnik.

W Straconce rozpoczęły się właśnie prace związane z inwestycją u zbiegu ulic Złoty Potok i Saneczkowej. Mieszkańcy bardzo długo o nią zabiegali. Głównie z uwagi na kiepski stan drogi i system odwodnienia. Nie kryją jednak zaskoczenia, że remont jest związany z wycinką niemal wszystkich drzew, które nieopodal rosną. 

Na podstawie specustawy

- A przecież rosła tu piękna aleja akacji. Od dwóch dni słychać dźwięk pił. Nie wiem tak naprawdę, czy  trzeba było wszystko wycinać tak, jak leci? Od razu podkreślę, że chcemy tego remontu. Ale można było to przemyśleć i w mądry sposób przystąpić do działań. Można było oszczędzić niektóre z tych drzew, np. wbudować w chodnik - nie ukrywa jeden z mieszkańców Straconki.

Tadeusz Januchta, naczelnik wydziału ochrony środowiska Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej twierdzi, że wycinka odbywa się na podstawie specustawy, która wyłącza stosowanie innych przepisów ochronnych. - Dlatego ani nasz wydział, ani marszałek województwa nie musieliśmy wydawać szczególnych pozwoleń na wycinkę. Ja do tego ręki nie przyłożyłem - podkreśla naczelnik.

W poszukiwaniu złotego środka

Sprawę wyjaśnia przewodnicząca Rady Osiedla. - W tej sprawie odbyło się odrębne spotkanie z urzędnikami. Była rozmowa na temat wycinki. Każdy mógł zapoznać się z planami, i zobaczyć dokładnie, które dokładnie drzewa będą wycinane - mówi Józefa Wawak. - Ta inwestycja jest bardzo dla nas ważna. Bez wycinki nie można jej przeprowadzić. A odwodnienie jest w bardzo złym stanie. Gdy przyjdzie ulewa, podtapia domy i cmentarz - dodaje przewodnicząca Rady Osiedla Straconka.

Według naszej rozmówczyni, każdy kij ma dwa końce. - Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia. Zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie niezadowolony. Jednak trzeba poszukać złotego środka. Ze swojej strony zrobię wszystko, aby na wiosnę odbyły się nasadzenia, aby za każde wycięte drzewo zostało posadzone inne - deklaruje nasza rozmówczyni.

- Akacjami jednak w tym roku na pewno nie będzie pachnieć - kończy z żalem nasz Czytelnik.

Katarzyna Górna-Oremus

Foto: Czytelnik