Izby wytrzeźwień powstały w roku 1956 i - mimo kilkukrotnych prób ich zamknięcia - funkcjonują pod zmienionymi nazwami nadal. Bielska placówka działa od 1957, na brak klientów nie narzeka i jest jednym z najpopularniejszych oraz najdroższych obiektów noclegowych w mieście. Klientom za pobyt jest wystawiany rachunek w wysokości 295 zł. Zdarzają się wśród nich policjanci, politycy, dziennikarze, lekarze, a nawet księża.

- Dotychczasowy rekord został pobity w roku ubiegłym. Przyjęliśmy 7076 osób. W tym, choć do sylwestra zostało jeszcze nieco czasu, mieliśmy już ponad 6,5 tys. pacjentów - mówi Iwona Zaporowska, dyrektor Ośrodka Przeciwdziałania Problemom Alkoholowym przy ul. Karola Miarki 11 w Bielsku-Białej. Placówka ta przed sześciu laty przejęła zadania, majątek i zobowiązania wcześniej działającej izby.

Noclegi pod specjalnym nadzorem

Na świecie jest zazwyczaj tak, że pijaków odwozi się albo do domów, albo - jeśli ich zdrowie i życie jest w niebezpieczeństwie - do szpitali, albo też, gdy popełnili przestępstwo lub są zagrożeniem dla otoczenia, do policyjnych aresztów. W Polsce większość z nich trafia do izb, które działają na podstawie ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, specjalnego rozporządzenia ministra zdrowia oraz statutu nadanego przez samorząd.

Krajowe przepisy pozwalają na arbitralne, pozbawione nadzoru sądowego zatrzymywanie osób nietrzeźwych i stosowanie wobec nich przymusu bezpośredniego, czyli umieszczanie w izbie, przypinanie do łóżka, używanie kaftanu bezpieczeństwa. Budziło to i budzi szereg kontrowersji. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał jednak, że choć takie zatrzymanie jest pozbawieniem wolności, to można je usprawiedliwić dbałością o interes społeczny i bezpieczeństwo osoby pijanej.

Bielska izba jest od 1989 prowadzona przez samorząd powiatowy. Przyjmuje nietrzeźwych, którzy swoim zachowaniem dają powód do zgorszenia w miejscu publicznym lub zakładzie pracy, znajdują się w okolicznościach zagrażających ich życiu lub zdrowiu albo zagrażają życiu lub zdrowiu innych osób. Zatrudniająca 21 etatowych pracowników placówka działa przez całą dobę. Pensjonariusze, pozostając pod opieką lekarzy, mogą liczyć na pomoc psychologa i psychoterapeuty, są informowani o możliwościach leczenia odwykowego.

Wszyscy oprócz zakonnicy

- Trafiają do nas przedstawiciele wszystkich warstw i profesji. Najwięcej jest oczywiście osób z marginesu społecznego oraz bezdomnych. Mamy stałych bywalców, rekordzista był tu ponad 300 razy. Ale do ośrodka przywożeni są również ludzie „zwyczajni”, którzy mają pracę, rodzinę i - niestety - problem alkoholowy. Zdarzają się wśród nich policjanci, politycy, dziennikarze, lekarze, a nawet księża. Nie przypominam sobie tylko żadnej zakonnicy - opowiada Iwona Zaporowska. Nowym zjawiskiem jest systematyczny wzrost liczby cudzoziemców korzystających z usług placówki. Przodują pod tym względem Ukraińcy.

Wśród klientów izby bezapelacyjnie przeważają mężczyźni. W tym roku, do 21 grudnia trafiło ich tam ogółem 5795, kobiet było 724. Odnotowano też pobyt dziewięciu nieletnich chłopców i czterech dziewcząt. Przyczyny doprowadzeń to: zakłócanie porządku publicznego (2474 przypadki) awantury domowe (2297), zagrożenie zdrowia i życia (1753), wykroczenia i przestępstwa (8).

Obszar działalności placówki przy ul. Miarki to nie tylko stolica Podbeskidzia, ale również gminy ościenne. W tym roku izba przyjęła ogółem 6532 osoby. Bielszczan i bielszczanek było 2652, reszta to mieszkańcy okolicznych miejscowości. W lutym doszło do zgonu pacjenta. Od 1982 roku podobnych przypadków było 16.

***

Ośrodek wyposażony jest w 38 łóżek. Są w nim 22 miejsca dla mężczyzn, sześć dla kobiet i trzy dla nieletnich. Dodatkowe siedem znajduje się w izolatce oraz w sali, w której krnąbrnych pacjentów wiąże się pasami bezpieczeństwa. Personel i utrzymanie obiektu sporo kosztuje. Klientom za pobyt jest wystawiany rachunek w wysokości 295 zł. Ci jednak przeważnie nie płacą. Ściągalność obecnie wynosi ok. 37 proc. Tegoroczny budżet placówki to prawie 2 mln zł. Planowane wpłaty od pacjentów to zaledwie 745 tys. zł. Brakującą resztę pokrywają poszczególne gminy oraz samorząd Bielska-Białej.

Marek Żuliński