Gdy brakuje merytorycznych argumentów, pojawiają się epitety. Podczas wczorajszego spotkania z kibicami prezes Podbeskidzia Tomasz Mikołajko w nieładny sposób próbował dyskredytować nasz portal, równocześnie - być może nieświadomie - przyznając nam rację. Spółka nie odniosła się do wielu zarzutów przedstawianych przez portal w ostatnich artykułach o TSP. Inne informacje nie zawsze były pełne.

O osobach nieobecnych nie mówi się w ogóle albo mówi się dobrze. Tego drugiego nikt z nas nie oczekuje od prezesa Tomasza Mikołajki, ale słowa, jakie padły pod adresem redakcji oraz niżej podpisanego nie przystają dżentelmenowi. Zamiast odpowiedzieć na pytania przesłane do klubu przez redakcję przed publikacją środowego artykułu (TUTAJ), prezes chowa głowę w piasek i unika niewygodnych spraw. Zarzuty kierowane ad personam przemilczymy.

Zabrakło kilku milionów

W trakcie spotkania poinformowano kibiców, że Podbeskidzie otrzymuje z kasy miasta 3 mln zł (w formie stypendiów) rocznie. Niestety, nie jest to do końca prawda. W tym roku klub dostał jeszcze dodatkowo 2,5 mln zł z Ratusza. Prezes zapomniał także wspomnieć o grantach od spółek komunalnych (wielkość tych kwot prezentowała gmina w trakcie sporu z Murapolem).

Nasz portal nie przygląda się szczegółowo sytuacji finansowej innych bielskich klubów z bardzo prostej przyczyny. Żaden inny podmiot sportowy w mieście (poza BBTS) nie otrzymuje dotacji liczonych w milionach złotych (siatkarki BKS, futsaliści Rekordu i tenisiści stołowi BISTS dostają stypendia bezpośrednio z kasy miasta w granicach tysięcy złotych). W dodatku w BKS i BBTS gmina posiada wyłącznie symboliczny akcjonariat.

Obóz niezapłacony, transfer też

Prezes Mikołajko poinformował, że klub dokonał transferu Szymona Sobczaka (spółka, co nie jest żadną tajemnicą, aktywowała klauzulę odstępnego w kwocie ponad 100 tys. zł) i spłacił transfer Rafała Leszczyńskiego. Przyznał, że TSP nie spłaciło w całości zakupu Szymona Szymańskiego. Przed publikacją środowego artykułu redakcja kontaktowała się z przedstawicielem Rekordu, który poinformował nas, że Podbeskidzie do końca listopada miało uregulować drugą ratę transferu, czego nie zrobiło.

Cała kwota transferu to ok. 75 tys. zł, która została rozłożona na dwie raty. Bielski trzecioligowiec obwarował umowę w ten sposób, że brak płatności w terminie pierwszej raty unieważniłby cały transfer. Piłkarz w tym sezonie nie zagrał ani minuty w I lidze. Wbrew informacjom, które pojawiły się w trakcie wczorajszego spotkania, nie ma tematu anulowania reszty płatności (zawodnikiem dotychczas interesował się ROW Rybnik). Tymczasem zdaniem prezes Podbeskidzia, w sprawie licencji na grę w I lidze „można spać spokojnie”.

W odniesieniu do letniego obozu, Tomasz Mikołajko potwierdził w całości informacje z naszego środowego artykułu. - Niezapłacone są drobiazgi. Jest kwota sporna i muszę wyjaśnić, że wszystko jest w porządku - tłumaczył. Dodał, że „niewyjaśnione są pewne koszty, które są na fakturze”. W tym kontekście poinformowano, że właścicielem hotelu, w którym latem trenowało Podbeskidzie jest kolega szkoleniowca Jana Kociana. Dlatego zdecydowaliśmy się opublikować niezapłaconą fakturę na 13 338 euro (w załączniku).

Trzeba wytrzymać ciśnienie

By oddać klimat zagrożenia tworzony przez kierownictwo klubu, upubliczniamy apel rzecznika prasowego Podbeskidzia Marcina Zarębskiego do kibiców. - Jest rok wyborczy, początek kampanii. Klub jako miejski jest łatwym celem, żeby zarzuty wobec władzy wyciągnąć. Od paru miesięcy widzimy intensyfikację tekstów krytycznych na bielsko.biala.pl względem klubu i w ten sposób próbujących zaszkodzić prezydentowi. Musicie wytrzymać to ciśnienie. Teraz na pewno będzie się działo i będzie tego dużo więcej.

Do spraw sportowych poruszonych w trakcie wczorajszego spotkania przez dyrektora sportowego klubu Andrzeja Rybarskiego powrócimy wkrótce w osobnych publikacjach.

Bartłomiej Kawalec

***

Panu Zarębskiemu przypominamy. Zadaniem mediów jest patrzenie władzy na ręce, niezależnie od tego, z jakiej opcji politycznej ta władza pochodzi. Klub jest w znacznej części utrzymywany z pieniędzy publicznych. Mieszkańcy Bielska-Białej są więc pracodawcami prezesa Mikołajki i jego ekipy. Dlatego w imieniu kibiców, a także osób, które są przeciwne milionowym dotacjom przekazywanym przez miasto na utrzymanie TSP, domagamy się wyjaśnienia wszystkich wątpliwości finansowych dotyczących bieżącej działalności miejskiej spółki.

Jesteśmy portalem prywatnym i nie reprezentujemy interesów ani żadnej władzy, ani partii politycznej. Atakując bielsko.biala.pl, klub próbuje odwoływać się do autorytetu prezydenta miasta. Tymczasem niewyjaśnione sprawy finansowe są niewygodnym bagażem dla każdego polityka i w kampanii wyborczej mogą być wykorzystane przez jego przeciwników. Portal będzie pisał prawdę niezależnie od koniunktury politycznej czy jakiejkolwiek kampanii wyborczej. Działając w granicach ustaw, mamy prawo żądać informacji od podmiotów publicznych, a one mają obowiązek ich udzielać.

Robert Kowal