Jako wyznawca proletariackiego humanizmu piszę ten tekst ku chwale rewolucji, bo zmiotły arystokratów. Natomiast współczesnym bielszczankom, które nie wyszły za bogaczy i nie mieszkają w pałacach, chciałbym uświadomić, że ich życie z tego powodu wcale nie jest gorsze.

Trudno być kobietą. Wiem to dzięki autoanalizie, którą przeprowadzam z okazji 8 marca oraz dni matki, babci i położnej a także tłustego czwartku. Mógłbym być psem albo hamburgerem, ale nie mógłbym stać się kobietą. Szacunek więc dla Anny Grodzkiej, która udowodniła, że jednak można.

Najpiękniejsza kobieta epoki

Jak dowodzi moje doświadczenie, nie można natomiast być kobietą szczęśliwą. Intensywnie takiej szukałem i nie znalazłem, więc postanowiłem rozejrzeć się gdzieś poza horyzontem znanej mi rzeczywistości. Tak trafiłem na pamiętniki księżnej Daisy Hochberg von Pless, która mieszkała w Pszczynie, czyli o rzut beretem od Bielska i Białej, często na Podbeskidziu bywała, a ostatnią - niestety pośmiertną wizytą - zaszczyciła nas na początku tego roku. Wtedy to w muzeum na zamku Sułkowskich mogliśmy podziwiać jej uwodzicielski uśmiech utrwalony na fotografiach z przełomu XIX i XX wieku.

Mary Theresa Cornwallis-West urodziła się w angielskim pałacu. Nie robiła niczego szczególnego poza noszeniem kapeluszy, a i tak mając lat 17 wyszła za jednego z najbogatszych Niemców, Hansa Hochberga von Plessa. Herr von Pless był właścicielem wielu kopalń węgla, tysięcy hektarów ziemi, browaru oraz wielkiego zamku w Książu. Miał też pałac w Pszczynie. Jan Kulczyk, który uśmiecha się do nas z zaświatów, to przy Hochbergu parweniusz.

Daisy uchodziła za najpiękniejszą kobietę epoki, w której zakochiwał się każdy cesarz, car, król, arcyksiążę i arcybiskup. Pamiętniki zostały w Polsce opublikowane pod tytułem „Lepiej przemilczeć” i są prawdopodobnie niezakłamanym opisem jej stanów emocjonalnych, umysłowych i poznawczych.

Cierpiała z braku pieniędzy

Trudny do wyobrażenia dobrobyt ją męczył: - Zawsze żywiłam pogardę wobec wielkich domów z całą świtą, etykietą i bezsensownym przepychem. Według mnie, to, że dusza człowieka może być przytłoczona masą mebli, obrazów i innych bogactw jest rzeczą obrzydliwą i przygnębiającą. Jej charakter także kolidował z przypisaną rolą: - Chciałabym móc zachowywać się jak dyktuje natura, jak zwierzę, żyć na słońcu w ogrodzie, jeść, kiedy jestem głodna.

Księżna, będąc najzamożniejszą kobietą w Niemczech, cierpiała (!) z braku pieniędzy: - Ciągle brakowało nam gotówki. Wydatki w Pszczynie i Książu przerażały mnie. Ogrody i stajnie pożerają fortunę.

Kolejnym powodem do utyskiwań była jej porażająca uroda: - Każdego dnia muszę składać jakieś wizyty i bez końca uczestniczyć w balach, na których podchodzą do mnie ludzie z wyznaniami „Wyglądasz jak królewna z bajki”, „Nareszcie słońce zaświeciło”. Przyzwyczaiłam się i nie robi to na mnie żadnego wrażenia. Czasami tylko się zastanawiam, czy rzeczywiście tak myślą?

Uważała męża za idiotę

Daisy o mężczyznach: - We Francji panowie, którzy się do ciebie lepią, plotą absolutne bzdury. Każdy gada ze mną przeważnie o przyjaźni lub miłości. Rzadko można znaleźć kogoś, z kim uda się mieć rozsądną rozmowę na temat aktualnych wydarzeń, polityki, socjalizmu czy religii.

Księżna miała bajkowo bogatego męża, ten jednak według niej był idiotą: - Hans nigdy nie czyta, nie pozwala sobie nawet na myślenie, więc nie dyskutuję z nim o żadnych sprawach.

Daisy dużo podróżowała, co pozwoliło jej wyrobić sobie samodzielnie opinie o świecie: - Paryż jest jak zgniłe ziarno ze swoim brakiem moralności i zepsutym rządem. Berlin z zasady jest okropny. Rosjanie są zdemoralizowani od stóp do głów. Wśród niemieckiej arystokracji wszyscy są snobami, nienawidzącymi każdego, kto ma więcej od nich. Podczas rejsu statkiem zanotowała: - Tłumy Żydów przechadzają się tam i z powrotem! Mam ochotę wstać z leżaka i wyrzucić kogoś za burtę.

Księżna cierpiała również z powodu zaburzeń o charakterze mentalnym i poznawczym: - Miałam w zwyczaju leżeć z książką wśród tego pysznego, szczerego piękna i rozważać czy jestem bardzo nieszczęśliwa, czy tylko smutnie nieszczęśliwa. Zaczynam to pisanie w nastroju smutku i rozczarowania z wieloma pogruchotanymi poglądami na świat. Och, nie pisałam przez wiele miesięcy, ale przeszłam tyle cierpień psychicznych i fizycznych oraz czułam się tak źle, że nie miałam siły wziąć pióra do ręki.

Wrażliwość pokojówki

Jednak najbardziej księżna Daisy cierpiała z powodu nudy, a poznała wszystkie jej rodzaje: nudne przyjęcia, nudne bale, nudni adoratorzy, nudne polowania, nudne manewry, nudne przedstawienia.

Chciałbym oszczędzić Czytelnikom ślęczenia nad 500 stronicami pamiętników, chyba że ktoś czuje potrzebę sformułowania nowej definicji nudy. Pisarka i feministka Virginia Woolf, która również była nieszczęśliwa i popełniła samobójstwo, o dziele swojej rodaczki pisała tak: - Zmarnowałam cztery dni czytając wynurzenia Daisy, ale nic nie poradzę, że ją lubię za niepohamowany idiotyzm, szczerość, wrażliwość pokojówki i sentymentalizm kucharki.

Przypominam, że tytuł pamiętników brzmi „Lepiej przemilczeć”. Nic dodać, nic ująć.

Marek Żuliński