- Na całej trasie temperatury były przyjemnie znośne - do 30 °C w dzień i od 15-18 °C w nocy. I zupełnie bez deszczu - i w dzień i w nocy. Zebraliśmy wrażenia z ponad 4 tys.km - pisze dla portalu bielski podróżnik Marek Tomalik, który latem br. przebywał na trzytygodniowej wyprawie w Australii.

Z Darwin przejechaliśmy przez Park Narodowy Kakadu, gdzie dwukrotnie pływaliśmy łodziami po otwartych wodach bilabongów, podziwiając najbogatsze siedliska ptaków na kontynencie oraz żyjące tu krokodyle i innych mieszkańców tej pierwotnie dzikiej krainy.

Był czas na kąpiele w wolnych od krokodyli perlistych oczkach wodnych przycupnietych w bajkowych w kanionach - w dzień i nocą - w naturalnych basenach termalnych - pod palmami i gwiazdozbiorami hemisfery południowej.

Dalej już według szlaku Savannah Way, przejechaliśmy przez pustynne obszary od Roper Bar, przez aborygeńskie miasteczka zastygłe w czasie, a mające początki w pionierskiej epoce poszukiwaczy złota (Borroloola, Croydon, Georgetown). Załoga wyprawy dzielnie znosiła trudy podróży - spanie w dzikich i półdzikich kempingach, strawę z ogniska, upały i codzienne przejazdy 4×4. Nagrodą był niemal nietknięty przez człowieka świat, pierwotność surowego piękna Natury.

Był czas na duchowe oczyszczenie, na złapanie mocy, naładowanie akumulatorów do życia w innym, mniej przyjaznym świecie (patrz fotogaleria niżej). Pierwotność, surowość krajobrazu nie pozostawia obojętnym, trzeba się tylko na ten Świat otworzyć. Co ciekawe, na całej trasie nie spotkaliśmy jakichkolwiek przybyszy spoza Australii. Na szlaku Savannah Way trafia się zaledwie kilka samochodów dziennie. Rozpruliśmy dwie opony, jedna po drugiej. I co? Pomogła nam rodzina Aborygenów, zabierając mnie z uszkodzonym kołem z buszu do miasteczka Borroloola. I z powrotem. W stosunku do swojej trasy nadłożyli ponad 150 km.

W wyprawie wzięło udział czworo śmiałków: dwie panie i dwóch panów z Polski. Na deser nacieszyli oczy podwodnym bogactwem Wielkiej Rafy Koralowej i nasycili oczy i umysły bonusową, dwudniową dogrywką, odwiedzając m.in. Cape Tribulation, miejsce, gdzie spotykają się dwa cuda tego świata - Las Deszczowy (Rainforest) i Wielka Rafa Koralowa oraz słynne z rysunków aborygeńskich miejsce Laura.

Na całej trasie Savannah Way 2017 temperatury były przyjemnie znośne - do 30 °C w dzień i od 15-18 °C w nocy. I zupełnie bez deszczu - i w dzień i w nocy. Podróżowaliśmy ośmioosobową, wygodną toyotą landcruiser V8 (rocznik 2017!), królową off the beaten tracks. Auto ciągnęło przyczepę kempingową wyposażoną w aneks sypialny i biwakową kuchnię (zlew, lodówka, itp.). Zebraliśmy wrażenia z ponad czterech tysięcy kilometrów północnej Australii.

W roku 2018 zapraszam na kolejne Wyprawy w Sedno Sprawy: www.wsednosprawy.pl.

Tekst i foto: Marek Tomalik

Marek Tomalik - podróżnik, publicysta, pisarz, z wykształcenia geolog. Pasjonat i znawca Australii, do której jeździ systematycznie od 1989 roku. Menadżer zespołów rockowych. Organizuje wyprawy duchowo-przygodowe nie tylko w australijski Outback. Stały współpracownik National Geographic i Jazz Forum. Przez 15 lat prowadził w Radiu Kraków program podróżników „Globtroter”. Zasiadał w jury Travelerów - prestiżowych nagród przyznawanych przez National Geographic. Odwiedził m.in. takie kraje, jak Australia, Singapur, Malezja, Tajlandia, Birma, Laos, Indonezja, Indie, Nepal, Egipt, Syria, Liban, Algieria, Brazylia, Meksyk, Peru, Boliwia.