Od kilkunastu dni trwa protest lekarzy-rezydentów. Wczoraj symboliczne wsparcie protestującym udzielili m.in. anestezjolodzy pracujący w Szpitalu Wojewódzkim w Bielsku-Białej. Zdaniem posła Stanisława Pięty, forma protestu jest „grubym nieporozumieniem”, a lekarze „jeśli uczciwie głodują, to trochę schudną”.

Protest lekarzy-rezydentów trwa od początku miesiąca. Głównym postulatem protestujących jest wzrost nakładów na służbę zdrowia do minimum 6,8 proc. PKB w ciągu trzech lat. Ponadto rezydenci oczekują rozwiązania problemu braku personelu medycznego (w Polsce na 1000 pacjentów przypada tylko 2,2 lekarza), zmniejszenia kolejek do lekarzy specjalistów, likwidacji biurokracji oraz poprawy warunków płacowych (obecnie podstawa „na rękę” dla lekarza-rezydenta wynosi 2215 zł).

Stanisław Pięta protest głodowy lekarzy-rezydentów nazywa „grubym nieporozumieniem”. Bielski poseł zgadza się, że podstawa wynagrodzenia rezydentów jest bardzo skromna, ale lekarze mają również inne, sowicie płatne możliwości zarobku. - Za całodobowy dyżur mogę uzyskać od 2 do nawet 2,5 tys. zł, a takich dyżurów mogę mieć nawet 4-5 w miesiącu. W tych okolicznościach organizowanie protestu w formie głodówki jest grubym nieporozumieniem - przekonuje poseł PiS.

Nasz rozmówca zwraca uwagę, że protest ma charakter happeningu, w którym lansują się politycy opozycji. - Nie twierdzę, że lekarze nie mają racji w swoich niektórych postulatach, ale ta formuła jest wysoce niestosowna i znieważająca dla osób, które pracują za 2 tys. zł lub emerytów, którzy mają niewiele ponad połowę tej kwoty. Zwłaszcza, że nakłady na służbę zdrowia już rosną i będą rosły w kolejnych latach - przekonuje parlamentarzysta w rozmowie z portalem.

bak