Szpital na skraju bankructwa
Ponad dwa miliony złotych rocznie - tyle kosztuje obsługa 70-milionowego zadłużenia Beskidzkiego Centrum Onkologii-Szpitala Miejskiego w Bielsku-Białej. By ratować sytuację, placówka w ostatnim czasie zaciągnęła wielomilionowy kredyt. Ale prognozy nie są optymistyczne. Bez wsparcia zewnętrznego szpital nadal będzie miał problemy ze spłatą zadłużenia.
- Sytuacja ekonomiczno-finansowa szpitala jest trudna i wymaga podejmowania zdecydowanych działań naprawczych - czytamy w ocenie ekonomiczno-finansowej BCO-SM za 2016 roku. Podczas ostatniej sesji Rady Miejskiej dokument trafił do radnych. Wynika z niego, że zadłużenie miejskiego szpitala na koniec ub. roku przekroczyło 70 mln zł. Tylko obsługa zadłużenia kosztuje rocznie 2 mln zł.
Częściowa odpłatność usług
W zeszłym roku przychody szpitala wyniosły 140,21 mln zł (128,21 mln zł pochodziło z kontraktu z NFZ). Pozostałą część tej kwoty stanowią tzw. przychody medyczne wynikające z pobieranych częściowo odpłatności od pacjentów, wpływy z najmu, dzierżaw oraz opłat parkingowych. Inne dochody to efekt rozliczenia dotacji, darowizn oraz środki z Ministerstwa Zdrowia za lekarzy-rezydentów.
W 2016 roku szpital poniósł wydatki w wysokości 146,2 mln zł, z czego ponad 40 proc. (ok. 49,5 mln zł) stanowiły wynagrodzenia. Pozostałe znaczące koszty to zużycie materiałów i energii - 50,22 mln zł (ok. 75 proc. tej kwoty stanowią leki). Ogólny rachunek jest zatem smutny. Wynik finansowy placówki za ub. rok wyniósł (-) 6,4 mln zł (6,4 mln zł straty).
Istotne zagrożenie wypłacalności
- Analizując strukturę, należy zauważyć, że wynik finansowy na działalności operacyjnej, który to odzwierciedla działalność szpitala (bez obciążeń kosztami finansowymi z tytułu zadłużenia) wyniósł (-) 4,2 mln zł. Aktualny poziom niepokrytych strat z lat ubiegłych wynosi w sumie (-) 82,45 mln zł. Zadłużenie aktywów wskazuje, ze w 2016 roku zobowiązania szpitala stanowiły 65 proc. jego majątku.
Analiza wskaźnikowa danych finansowych za zeszły rok potwierdza istnienie trudności w bieżącym regulowaniu płatności i wypłacalności placówki. - Szpital osiąga wyniki na każdym z poziomów analizy poniżej wartości uznanych za zalecane. Analiza w tym zakresie pozwala stwierdzić, że BCO-SM zarówno w przypadku nagłego wezwania do płatności, jak i w każdym dłuższym okresie czasu posiada istotne zagrożenie wypłacalności - czytamy.
Miasto się przygląda
- Ryzyko niewypłacalność placówki jest duże i może mieć miejsce, ale wątpliwe, by do tego doszło - przekonuje Roman Matyja, przewodniczący komisji budżetu, strategii i rozwoju gospodarczego Rady Miejskiej. Jego zdaniem, prognoza finansowa na najbliższe trzy lata przy dobrej realizacji planu daje możliwość stabilizacji sytuacji szpitala. - Ale już na pewno nie na jego oddłużenie. Niestety, w obecnej sytuacji nie ma bardzo dobrego ani nawet dobrego rozwiązania - podkreśla radny Matyja.
Jedną z możliwości byłby wykup długu przez organ założycielski lub dofinansowanie szpitala kwotą pozwalającą na znaczne zredukowanie wielomilionowego zadłużenia. - Kiedy w zeszłym roku miasto umorzyło pożyczkę udzieloną szpitalowi [14,5 mln zł - przyp. red.], sytuacja bilansowa się poprawiła. Obecnie nie ma jednak decyzji o przekazaniu placówce pieniędzy - kończy Roman Matyja.
Bartłomiej Kawalec
Komentarze 51
jeszcze dodaj, jak się bierze udział w obcych wojnach i wspiera finansowo Ukrainę
To oczywiście uproszczenie ale Polska musi iść podobną drogą bo inaczej będzie tylko gorzej.
Ja rozumiem ambicje by w każdym miasteczku czy mieście była klinika na poziomie co najmniej tej rządowej ale nas na to zwyczajnie nie stać.
A co mnie obchodzi, kto był wcześniej? Interesują mnie działania OBECNEGO rządu, zamieniającego ten kraj w krainę miodem i mlekiem płynącą :D Prawda taka, że wolą marchewkę 500+ rozdawać, która na dodatek nie jest ich, zamiast konkretnie działać.Wolałbym tej marchewki nie dostać, za to nie czekać pięć lat na zabieg w szpitalu. No, chyba, ze zapłacę, to nawwet wczoraj może być.
A czy wiesz, że poprzedni dyrektor wynegocjował z NFZ kontrakt dla BCO większy o ponad 30 mln złotych, a z Ministerstwa uzyskał ponad 20mln na sprzęt. Jak nie wiesz to się nie odzywaj.Rezonans nie działa prawidłowo bo NFZ nie chce go zakontraktować, a zapotrzebowanie na to badanie jest duże. Pacjenci z Poradni Onkologicznej BCO muszą robić ambulatoryjnie badanie w Wojewódzkim bo tak sobie NFZ ubzdurał.
Tak po chłopsku rozumując, ktoś chciał zrobić biznes za bezcen, niestety się nie udało. Teraz pozostał problem długu, którego nie da się rozwiązać bez jednorazowej spłaty większej jego części, bo jak zauważył autor tekstu, sama obsługa kredytowa pochłania 2 mln zł rocznie. Inną sprawą jest, że fundusz nie płaci za nadwykonania. Teraz ustawa o sieci szpitali może mu dać jeszcze bardziej w kość bo na dobrą sprawę szpital jest zakwalifikowany w całości jako onkologiczny i powinien przyjmować tylko planowych pacjentów. A co z ludzmi którzy nie chcą iść gdzie indziej bo: nie chce mi się, nie mam do innych zaufania, mam za daleko, itp.A żaden lekarz nie odeśle pacjenta z bólem w klatce i ten pacjent będzie miał zrobione badania często za kilka tysięcy, okaże się, że to jednak od żołądka i pójdzie do domu. A za takiego pacjenta, często bez skierowania, szpital nie dostanie ani złotówki.
Z mojej pensji około 9% idzie na ochronę zdrowia i za chwile się okaże że wiele szpitali czeka upadłość i to w czasie kiedy mamy wzrost gospodarczy na poziomie ponad 4% najniższą w historii stopę bezrobocia oraz średnią krajową na poziomie ponad 4,4 tys pln.
To wszystko do kupy złożone nie pozwala na w miarę normalne funkcjonowanie służby zdrowia. I co jak szpitale upadną z powodu zadłużenia to na co ja przeznaczam te blisko 10% do państwowej kasy, żeby wystarczyło na szpitale w Warszawie dla polityków oraz ich rodzin, a co z resztą?
kolejny raz , to ile tych razy juz było ?
A teraz trochę poteoretyzujmy: jeżeli czas oczekiwania na planowaną operację (powiedzmy jakąś chirurgiczną) to dwa lata, bo kontrakt kończy się na nie w połowie roku, a placówek wykonujących ten zabieg w Polsce jest dwadzieścia. Budżet każdej z tych placówek to 100 mln, czyli każda wydaje na płace 40 mln. Zlikwidujmy pięć z tych oddziałów, a kontakty przenieśmy do tych co zostają. Czy oczekiwanie na zabieg się wydłuży? Nie bo pozostałe będą je robić przez cały rok. A oszczędności z tej operacji to 200 mln złotych. Te oszczędności można przeznaczyć np. na zwiększenie kontraktów w SOR , etc. a które to oddziały obecnie pogrążają szpitale. Nie będzie brakować lekarzy ani pielęgniarek, bo ci z zamykanych będą gdzieś musieli pracować. A to nie wszystkie oszczędności- potrzeba będzie mniej specjalistycznej aparatury, która też będzie lepiej wykorzystana albo zwyczajnie będzie ona wszędzie, dochodzą koszty utrzymania budynków itd. To drastyczne rozwiązanie ale chyba nie ma innego sposobu na przecięcia węzła gordyjskiego jakim jest obecnie związana służba zdrowia.
Oczywiście w każdym mieście powinien być szpital który w nagłych przypadkach ratuje życie, ale czy jest potrzeba by ten szpital był wszędzie wielodziałowy? Oczywiście byłaby pewna niedogodność dla pacjentów, związana z odległościami , ale nie przesadzajmy dodatkowe kilkadziesiąt kilometrów w przypadku planowanej operacji to obecnie, z reguły nie jest problem

Klauzula informacyjna ›