Życie po śmierci
Ta historia ma tragiczny początek. Marcin i Joanna muszą zmierzyć się z doświadczeniem, którego nie zrozumie nikt, kto tego nie przeżył. Kolejny wspólny rozdział swojej doczesnej wędrówki zaczynają na nowo, bo na ringu życia ich czteroletni syn Antek przegrał walkę z bezwzględnym wrogiem - sepsą. Z naszymi Czytelnikami postanowili podzielić się tym, przez co musieli przejść. Chcą, aby ich doświadczenie pomogło osobom, które muszą zmierzyć się z taką samą traumą.
Pan Marcin mówi spokojnym głosem. Jeszcze kilka tygodni temu byli szczęśliwą rodziną spędzającą wakacje we Włoszech. Problemy zaczęły się w drodze powrotnej. Żadne z nich nawet nie przeczuwało wtedy, że dojdzie do tragedii (o tym tragicznym przypadku informowaliśmy w artykule Chłopczyk zmarł na sepsę w pediatryku).
Najgorsza jest bezsilność
- Syn miał objawy zwykłego przeziębienia. Około 6.00 rano wróciliśmy do domu i położyliśmy się spać. Wstaliśmy koło 11.00. Widać było, że mały jest zmęczony, ale myśleliśmy, że to efekt długiej podróży - opowiada pan Marcin. Sytuacja zmieniła się radykalnie w ciągu zaledwie kilku minut. Dziecku spuchła twarz, powiększył się znacznie łuk brwiowy. Antek zaczął tracić świadomość.
Zszokowani rodzice wezwali karetkę. - Przyjechali bardzo szybko i zabrali Antka do Szpitala Pediatrycznego. Natychmiast zrobiono tomografię głowy. Badanie nie wykazało żadnego urazu czaszki ani wstrząśnienia mózgu. Syna przewieziono szybko na oddział intensywnej terapii. Po 20 minutach lekarz wyszedł i powiedział, że Antek ma piorunującą sepsę - wyjaśnia ojciec dziecka. Pamięta, że kiedy zabierano syna na oddział intensywnej terapii, Antek jeszcze ich poznawał i słyszał. - To był nasz ostatni kontakt z przytomnym dzieckiem - dodaje cicho pan Marcin.
Trudny przeciwnik
Światowa Organizacja Zdrowia ocenia, że w Polsce rocznie z powodu sepsy umiera około 25 tys. osób. Na świecie 6 mln ludzi, w tym milion noworodków. Gdy więc tylko lekarz powiedział, że Antek ma sepsę, pan Marcin postanowił działać. Wiedział, że ma kilka godzin, by uratować syna. Postanowił sam podjąć walkę z niewidzialnym przeciwnikiem, choć lekarze uspokajali, że wszystko będzie dobrze. - W 70 proc. przypadków sepsa kończy się śmiercią. Zadałem ordynatorowi pytanie wprost, czy podadzą askorbinian sodu (witaminę C). Syn był już w stanie śpiączki. Liczyła się każda minuta - podkreśla ojciec Antka.
Po wykonaniu kilku telefonów okazało się, że askorbinian może kupić w Cieszynie. Bez wahania wsiadł do samochodu i pojechał. Po powrocie do bielskiego szpitala zaczął batalię o podanie synowi witaminy. Pomimo próśb, a nawet deklaracji, że razem z żoną podpiszą oświadczenie o wzięciu pełnej odpowiedzialności za taki zabieg, nie udało się.
Niecałą dobę po przewiezieniu Antka do szpitala zatrzymało się jego serce. Ponownie udało się je uruchomić dzięki adrenalinie. Walka o życie chłopca została jednak przegrana. Sekcja zwłok wykazała, że chłopiec miał białaczkę, o której rodzice nie wiedzieli. Brak odporności przyspieszył rozwój sepsy u Antka.
Wyraźny głos rodziców
Czteroletni Antek otrzymywał askorbinian sodu, ale w dawce mniejszej niż chcieli rodzice. Lekarze przekonywali, że zwiększenie ilości witaminy C może dziecko zabić. - W prywatnych klinikach robi się takie wlewy. To normalna usługa. Są także w Polsce szpitale publiczne, gdzie lekarze wykonują je po kryjomu. Tam przypadków sepsy nie ma - podkreśla pan Marcin.
Chce, aby tragedia, która ich spotkała, była impulsem do szerszej dyskusji o prawach rodziców, którzy w placówkach zdrowia powinni mieć możliwość podjęcia ostatecznej decyzji, czy ich dziecko poddane będzie jakiemuś zabiegowi, czy też nie. - Obecnie o wszystkim decyduje system. Lekarze są niewolnikami procedur, bo w sytuacji, gdy odejdą od ustalonych reguł, grożą im konsekwencje karne. Dlatego w momencie, gdy rodzice proszą o zastosowanie metod leczenia innych od tych zgodnych z funkcjonowaniem służby zdrowia, to od razu są na przegranej pozycji. A powinni mieć do tego prawo, szczególnie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia dziecka - apeluje pan Marcin.
Czas leczy rany
Marcin i Joanna codziennie czują obecność Antka. Pan Marcin wierzy, że syn pomaga jemu i żonie przejść przez żałobę. - Jestem człowiekiem głęboko rozwiniętym duchowo. Wiem, że Antek wiedział co się stanie. Wybrał nas na rodziców, bo był przekonany, że poradzimy sobie z tym doświadczeniem, udźwigniemy ten ciężar - mówi .
Podkreśla, że codziennie rozmawia z synem, którego nosi w sercu. - W trakcie tych kilku dni, które minęły od śmierci do pogrzebu, wręcz namacalnie czuliśmy obecność Antka. Wiem, że tego nie zrozumie nikt, kto nie przeżył takie sytuacji. Nie możemy z nim wyjść na spacer, nie możemy się pobawić, ale on cały czas jest z nami. I pomaga nam żyć dalej - dodaje tata Antka.
Od autora
W przypadku sepsy zwolennikiem podawania askorbinianu sodu jest m in. Jerzy Zięba, naturoterapeuta. Według zwolenników tej metody leczenia, witamina C może zatrzymać sepsę, ponieważ jej działanie jest inne niż silnych leków. Kiedy bakteria nie reaguje już na żaden antybiotyk, podanie askorbinianu sodu metodą wlewu dożylnego przywraca bakterii wrażliwość na antybiotyki, na które wcześniej nie reagowała. Zwolennicy tej teorii powołują się m.in. na badania kliniczne: patrz TUTAJ.
Zdaniem części lekarzy, nie są to jednak wystarczające dowody naukowe na potwierdzenie tezy, że witamina C umożliwia skuteczne leczenie sepsy. Od 45 lat badana jest także skuteczność terapii askorbinianem sodu u pacjentów chorujących na raka. Do tej pory skuteczne działanie witaminy C potwierdzono jednak tylko w przypadku szkorbutu.
Anna Szafrańska
Komentarze 52
Mam tylko prośbę do ludzi piszących złośliwe komentarze i oceniających bez znajomości szczegółów- uszanujcie ból innego człowieka! Zanim napiszecie coś co zrani pomyślcie, jak byście się czuli na jego miejscu... Łatwo pisać osądy nie będąc w naszej skórze... I czytajcie teksty ZE ZROZUMIENIEM!
Co do hydrokortyzonu to wiadomo wszystkim zainteresowanym kiedy i w jakiej dawce, a co do ViT C i B nie ma dowodów na poprawę przeżywalności w trakcie leczenia sepsy/wstrząsu septycznego.
Jak to nie ma informacji o tym ze miało białaczkę? Ślepy jesteś?
Rodzicom składam najszczersze wyrazy kondolencji i współczucia . A resztę proszę , by nie bawili się w medyków .
Teraz jeszcze jedno słowo do autora . Czemu podaje pan tylko strzępki informacji na temat choroby dziecka ? Nie ma w artykule ani jednego zdania na temat nowotworu , na który chorował dzieciaczek . Mam wrażenie , że komuś bardzo zależy na tym , by ludzie wiedzieli tylko tyle ile chce im podać autor ? Czy się mylę ?
Zgadzam się w całości z wpisem @Wapieniczanina. Nikomu nie ufamy - medykom (wszystkim - lekarzom, pielęgniarkom, ratownikom), handlowcom, bo sprzedają nam przeterminowany towar i na pewno myją na zapleczu kurczaki w domestosie, policjantom, bo robić im się nie chce i tylko polują żeby dać nam mandat za niezatrzymanie się na strzałce warunkowej, nauczycielom, bo mają za dużo wolnego w ciągu roku, mechanikom, bo twierdzą, że jakiś element nie działa ale na pewno go nie wymienili tylko wzięli za to pieniądze a to było sprawne, sportowcom, bo handlują wynikami wydarzeń sportowych (podobnie jak i sędziowie)... Na wszystkim się znamy, bo znajomy coś powiedział, bo przeczytałem kilka artykułów w internecie... A był wybuch, a nie było, a brzoza, a koncerny farmaceutyczne, a koncerny motoryzacyjne, a branża agd bo robią urządzenia żeby zepsuły się w 25 miesiącu użytkowania... Wszystko źle, z każdej strony spisek, podstęp i chęć zrobienia ze mnie jelenia... Dobrze Wam się tak żyje? O mnie powiecie, że jestem naiwny. No to ja powiem tak - być może jestem, ale czy będę zażywał witaminę C czy nie i tak umrę, podobnie jak Wy. Każdy, kto się urodził, musi umrzeć. Mam dwoje dzieci. I mam świadomość, że nad nimi też wisi ten wyrok. Jak są chore, to je leczę. Ale nie wsadziłbym ich do pieca na trzy zdrowaśki.
Jak Was wszyscy chcą wydy..., to zamknijcie się w domach i nie wychodźcie. Tylko nie włączajcie telewizorów, bo telewizja też kłamie - w zależności na kogo się głosowało - albo TVP albo TVN. Miłego dnia, pomimo deszczu (na pewno kwaśny, to wina koncernów energetycznych; kto będzie miał z nim styczność, ten umrze w konwulsjach najpóźniej do za kilka tygodni... no chyba, że witamina C...)
Ottttt logika :)
Pomyśl logicznie: społeczeństwo się starzeje, ludzi z boomu urodzeniowego powojennego dobijają wieku w ktorym się umiera. I wierz mi dla biologii nie ma znaczenia czy rządzi, PiS, PO czy inne złooooooooooo.
Zdrowia życzę.
PS. Prywatne leczenie jest niszczone w tym kraju powiadasz. A gdzie? Z tego co widzę kliniki prywatne rosną jak grzyby po deszczu (przykład region Dębowca w BB) więc proszę o to co wcześniej - przestań biadolić człowieku bo aż szkoda słów.
PPS. *Także
Ps.I wtedy pozostanie dla wszystkich dostępna ,lecząca wszystko witamina C.
Zresztą i tak już za późno - w związku z niższym wiekiem emerytalnym za chwilę odejdzie z pracy kilkadziesią tys. pielęgniarek. Młodych lekarzy coraz mniej, każdy jak tylko może to ucieka z tego piekła.
Tak że, to są dopiero początki, przygotujcie się na masowe umieranie.
Zresztą już się zaczęło: w pierwszym półroczu 2017 według danych GUS śmiertelność wzrosła o ponad 7% w stosunku rocznym. W obecnym roku w ciągu sześciu miesięcy zmarło o 14 000 więcej ludzi, niż rok temu. To najgorszy wynik w historii III RP.
Czyli miesięcznie umiera o ponad 2000 ludzi więcej, niż rok temu. Czyli dziennie umiera ponad 75 osób więcej, niż rok temu. To najgorszy wynik w historii III RP. Cały zysk demograficzny z 500+ został zaprzepaszczony, gdyż więcej ludzi umarło, niż się urodziło. Co jest tego przyczyną?
Od 1 stycznia 2017 NFZ znacząco obniżył nakłady na kardiologię. Na serce w Polsce (mocno zanieczyszczonej jeżeli chodzi o powietrze) umiera ponad połowa osób. Zamiast na kardiologię NFZ przeznaczył pieniądze na leki eksperymentalne, które są bardzo drogie, ale dla firm je produkujących pracował kiedyś b. zastępca min. Radziwiłła.
Tymczasem wg. władzy to źli, i przebogaci lekarz są wszystkiemu winni, no to zobaczycie niedługo jak już ich całkiem zabraknie, zostanie Wam tylko bardzo drogie leczenie prywatne które też zresztą jest niszczone w tym kraju.
A moze jest inaczej? Moze wlasnie ludzie coraz lepiej rozumieja ograniczenia i to "jak dzialaja lekarze"? Znasz powiedzenie: tam gdzie diabel nie moze, tam babe posle? Moze nalezaloby ukuc nowe: tam gdzie lekarze nie moga, tam ludzie ida sami? Ida bo wiedza, ze lekarz sie tam nie zapusci... Ba; pozostaje jeszcze problem obiektywizmu tego "jak dzialaja lekarze". Jak to jest, ze w jednym kraju lekarze dzialaja w pewien sposob, a w drugim, w tej samej sytuacji, juz tak nie dzialaja?

Klauzula informacyjna ›