W minioną sobotę w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej odbyła się pierwsza w tym sezonie premiera. Zespół artystów pod kierunkiem reżysera Janusza Opryńskiego przygotował inscenizację „św. Idioty” na podstawie powieści Fiodora Dostojewskiego. Spektakl wyróżnia się scenografią, multimediami, muzyką i kreacjami autorskimi, ale widać, że czegoś mu brakuje.

Spektakl oparty jest na motywach wydanej w 1869 roku powieści „Idiota” Fiodora Dostojewskiego. To, w dużym skrócie, opowieść o tym, jak do Petersburga po wieloletniej kuracji przyjeżdża ze Szwajcarii młodzieniec podający się za krewnego generałowej Jepanczyn - Lizawiety Prokofiewny. Jest to niejaki Lew Nikołajewicz Myszkin (w tej roli Rafał Sawicki), który przyjechał do Rosji objąć duży spadek.

Mądrość pod maską szaleństwa

Książę Myszkin jest człowiekiem sympatycznym, na wskroś prawdomównym i naiwnym. Jego szczerość i zdolność do analizy ludzkich uczuć na zawsze zmieni losy rodziny Jepanczynów i  tajemniczej, równie pięknej, co nieszczęśliwej kobiety Nastazji Filipownej (w tej roli Oriana Soika). Po powrocie księcia Lwa Myszkina ze Szwajcarii nic już nie będzie takie samo.

Twórcy spektaklu uważają, że odczytanie „Idioty” Dostojewskiego w oparciu o analizę bohaterów ma w sobie cechy prowokacji i skandalu.

 - „św. Idiota” to tytuł książki filozofa Cezarego Wodzińskiego, którą napisał w 2000 roku, to również tytuł mojego spektaklu, adaptacji „Idioty” Fiodora Dostojewskiego. Cezary Wodziński napisał książkę o rosyjskich jurodiwych, religijnych obłąkanych, pomyleńcach, głupcach, którzy z rozmysłem przyjmują maskę szaleństwa, aby ukrywać pod nią mądrość. W hołdzie Cezaremu Wodzińskiemu postanowiłem nazwać swoją adaptację „św. Idiota”. Dostojewski, wydaje się, lubił rosyjskich jurodiwych i w wielu postaciach odnajdujemy cechy tych świętych chuliganów - tłumaczy reżyser spektaklu Janusz Opryński, który od 1998 roku współpracuje z obecnym dyrektorem bielskiego teatru Witoldem Mazurkiewiczem.

Opowieść o ludzkiej naturze

„św. Idiota” jest opowieścią o ludzkiej naturze. O tym, do czego pcha ludzi szalona miłość, chciwość i namiętność. Wbrew pozorom, religia nie odgrywa tu najważniejszej roli, chociaż warto w tej historii dostrzec tajemniczy mistycyzm.

Dostojewski mawiał: - Człowiek jest szeroki, nazbyt szeroki, ja bym go zwęził. Powieść pt. „Idiota” jest jego próbą zebrania tej ludzkiej, emocjonalnej szerokości. Artyści Teatru Polskiego podjęli się więc trudnego wyzwania przedstawienia tej prawdy na scenie.

 - Teza Dostojewskiego jest taka, że z upadku rodzą się święci. Jurodiwy to byli ludzie, którzy po iluś latach pokuty wracali do miasta, by się sprawdzić. W kontekście tego tekstu, idiotyzm to inność, jurodztwo, cena, jaką się płaci za odrzucenie. Tekst jest wiekowy, ale pełen prawdziwych emocji. Próbowaliśmy się zmierzyć z otchłanią emocji. Zestawiliśmy obok siebie sceny, których zestawienie wydaje się niemożliwe. Niektórzy mówią, że wszystkie postacie Dostojewskiego są patologiczne, a patos w pojęciu greckim znaczy „cierpienie” - dodaje reżyser.

Wszystko jest pokazane dosłownie

Inscenizację w Teatrze Polskim przygotowali artyści różnych sztuk. Niezwykła scenografia Jerzego Rudzkiego połączona z multimedialnymi efektami autorstwa Aleksandra Janasa i Pawła Szarzyńskiego doskonale obrazuje przeżycia wewnętrzne bohaterów, a także rozpad i chaos w znanym im dotychczas świecie. W kostiumach Moniki Nyckowskiej oraz scenografii przeważa czerń i szarość, przełamywane przez czerwień z akcentami bieli, co może symbolizować miłość, pokutę i pokorę. Doskonale koresponduje z nimi autorska muzyka Rafała Rozmusa.

 - Muzyka do tego spektaklu powstawała w kilku etapach. Trochę odwołuje się do archetypów rosyjskich, ale też mistycyzmu. Aktorzy często występują w roli chóru. Dominuje autorska muzyka studyjna. Chciałem przez nią przekazać pewien sposób myślenia, bez mówienia wprost - uważa kompozytor Rafał Rozmus.

Realizacja tej sztuki jako całości zdaje się być niedopracowana. Brak tu symboliki, wyrazistego rysu fabularnego czy charakterystycznej dla Fiodora Dostojewskiego metafory. Twórcy niewiele miejsca pozostawili dla wyobraźni widzów. Wszystko jest pokazane dosłownie: wschodzące słońce, gdy ma wzejść, naga aktorka, gdy mówi, że jest „bez niczego” czy rozlana jak w tanim horrorze czerwona farba.

xxx

Dostojewski jest trudny w odbiorze, ale mówi prawdę o ludzkich słabościach, emocjach i uczuciach. W tym spektaklu jej zabrakło. Zamiast tego jest monotonne prowadzenie widza za rączkę, żeby przypadkiem nie dokonał własnej interpretacji tej opowieści. Szkoda, bo z rewelacyjną scenografią i multimediami połączonymi z artystyczną muzyką i aktorskim talentem Oriany Soiki, Grzegorza Margasa (jako Hipolita Terentiewa) czy Mateusza Wojtasińskiego (jako Rogożyna) można pokusić się o stworzenie artystycznego widowiska.            

Agnieszka Pollak-Olszowska

Foto: Joanna Gałuszka