Parafia lipnicka w czasie okupacji niemieckiej była jedną z nielicznych w okolicy, gdzie odprawiano msze w języku polskim. Śledzony przez gestapo ksiądz nie uległ naciskom hitlerowców. Odnalezione przez nas w archiwum dokumenty każą jednak zadać pytanie: czy historia ks. Murasa rzeczywiście była czarno-biała?

Po zakończeniu działań wojennych wielce zasłużony dla lokalnych parafian ks. Muras był oczerniany przez komunistów. Nie dość, że posądzono go kolaborację z Niemcami, to rozsiewano plotki, że podpisał volkslistę. Wobec takich oskarżeń duchowny opuścił parafię. Co ciekawe, dwa lata później Miejska Rada Narodowa wydała pozytywną opinię o księdzu, podkreślając, że Polacy w czasie wojny mieli o nim dobre zdanie.

Proniemiecki ksiądz?

Wczytując się w Zarys Dziejów Lipnika dr. Jerzego Polaka, odnosimy wrażenie, że ks. Muras był ostoją polskości i mimo szykan ze strony gestapo, przeciwstawił się wrogowi. Postać duchownego budzi jednak pewne kontrowersje.

Kiedy w 1931 roku parafię w Lipniku opuścili księża salwatorianie, na ich miejsce, jako administrator przybył ks. Szczepan Muras - Górnoślązak. Władzom sanacyjnym nie podobał się ten wybór. Uważali, że duchowny ma proniemieckie sympatie, o czym miała świadczyć jego służba w charakterze kapelana w wojsku pruskim. Co więcej, ksiądz był zwolennikiem gen. Hallera, a to dodatkowo działało na jego niekorzyść.

W bielskim archiwum państwowym w zespole akt miasta Białej znajduje się teczka „Dokumenty tajne” z lat 1932-1938. W tym zbiorze odnaleźliśmy wniosek parafian lipnickich, którzy domagają się zniesienia z posługi księdza, oskarżając go o… faworyzowanie Niemców.

Msze tylko po niemiecku?

W 1932 roku do biskupa krakowskiego wpłynęło pismo parafian, w którym przekonywali, że administrujący lipnicką parafią - tak ważną dla okolicznych mieszkańców - ks. Muras nie umie zająć „sprawiedliwego stanowiska wobec dwóch narodowości”. Polscy wierni czuli się pomijani, a na potwierdzenie swoich opinii odwołali się do kilku faktów.

Wierni twierdzili, że rok wcześniej podczas adwentu na roratach w dni powszednie można było usłyszeć jedynie śpiew niemiecki, co za poprzedniego księdza, jak podkreślano, nigdy nie miało miejsca. Z kolei pewnego lipcowego dnia 1932 roku, gdy w Hałcnowie odbywał się odpust, w Lipniku odprawiono tylko jedną mszę - po niemiecku.

 - Dla Polaków nie było nic po polsku, pomimo, że Polaków w kościele i parafi jest większość - tłumaczyli wierni. Podobna sytuacja miała miejsce podczas święta Narodzenia Najświętszej Maryi Panny. Jedyna msza w tym dniu odbyła się po niemiecku.

Nie ma nic do stracenia

W roku 1932 urządzono zbiórkę darów na potrzeby parafii. Ks. Muras opracował listę, dzieląc ofiarodawców na Niemców i Polaków. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że w wielu rejonach odpowiedzialni za zbiórkę byli wyłącznie Niemcy. Dodatkowo na liście w ogóle nie było Polaków, którzy mieszkali u ewangelików lub Żydów.

Innym razem w czasie Wszystkich Świętych jedna z parafianek poprosiła o wypominki za duszę zmarłych, mówiąc do ks. Murasa po polsku. Duchowny zapytał ją wtedy, czy zna język niemiecki. Dopiero po otrzymaniu odpowiedzi twierdzącej, przychylił się do jej prośby. Inni mieszkańcy natychmiast wytknęli to księdzu, który w odpowiedzi miał oświadczyć, że nie ma nic do stracenia i wcale nie musi być proboszczem w Lipniku.

Wotum nieufności dla proboszcza

Parafianie podkreślali, że być może jest on dobrym duszpasterzem i proboszczem, ale nie nadaje się do Lipnika, gdzie są dwie narodowości. Pismo poparł Antoni Gacek z zarządu Towarzystwa Polsko-Katolickiego Domu Ludowego. W tej sytuacji wierni uchwalili wotum nieufności wobec księdza Murasa, a dodatkowo złożyli skargę do metropolity krakowskiego. Czytamy w niej, że ludność polska „uważa ks. Murasa za Niemca, który jest szkodliwy dla parafian polskich, ponieważ odbiera im prawa nabyte w kościele już za czasów niewoli”.

Sprawą zainteresował się nawet bialski magistrat, informując o niej władze wojewódzkie. Komisarz w tajnym piśmie potępił działania ks. Murasa i wskazał, że jeśli władze kościelne w Lipniku nadal będą szykanować ludność polską, to może dojść do przemocy pomiędzy mieszkańcami obu narodowości.

Po rozpatrzeniu sprawy krakowska kuria podtrzymała decyzję o pozostawieniu proboszcza w parafii lipnickiej. Czy tajne pisma były tylko zwykłymi donosami na duchownego niechętnego piłsudczykom? Czy może ks. Muras w czasie posługi w parafii lipnickiej zmienił swoje sympatie narodowe? Jedno jest pewne - żadna historia nie jest czarno-biała.

Alan Jakman

Na zdjęciu: parafia w Lipniku, fot. Monika Ćwikowska-Broda i Wiesław Ćwikowski, Bielsko-Biała i okolice pocztówką pisane.